niedziela, 26 lutego 2017

2 września 2000 – sobota (Ren)

          Mieszkam u Asakury.
Z kilku powodów...
Po pierwsze mam już dosyć mojej nienormalnej rodzinki, a po drugie – i tak uczę się w Tokio. No cóż, w trakcie przerwy w turnieju musieliśmy powrócić do normalnego życia.
Nie ukrywając zaczęło mi to już trochę dokuczać. Bo ile Król Duchów może milczeć..? Od przerwania turnieju minęło już kilka miesięcy!
         U mnie w życiu nie za wiele się zmieniło.
Ojciec dalej utrzymuje klan w ryzach. Stwierdził, że odda mi tron dopiero wtedy, kiedy zostanę Królem Szamanów.
Dlatego też teraz chodzę do liceum, a potem może pójdę na jakieś studia. Ekonomia, albo zarządzanie? Takie zabezpieczenie, w razie gdyby Król Duchów postanowił nie odezwać się już nigdy więcej za mojego życia.
W końcu muszę wiedzieć jak odpowiednio poprowadzić moją rodzinę. Mamy własne samoloty i hotele. Być może klan Tao wróci do życia jako potęga gospodarcza Japonii i Chin?
         Co do Turnieju, to nikt nie wie, kiedy się znowu rozpocznie. Co prawda nasze dzwonki wyroczni raz zapiszczały, ale  to był fałszywy alarm.
Na wyświetlaczu nie pojawiło się nic.
- Mistrzu Ren? – Obok mnie zmaterializował się Bason.
- Tak? – Zapytałem mimochodem.
Szedłem właśnie jedną z ulic Tokio, a tu wolałem nie rozmawiać z moim duchem stróżem. Ludzie dziwnie się na to patrzą. W  ich oczach rozmawiam sam ze sobą.
- Gdzie idziemy? – Wojownik unosił się nade mną w formie ducha.
- Na spacer… - Wywróciłem oczami z poirytowaniem. Mógł się domyślić celu naszej podróży, skoro w rękach dzierżyłem torbę sportową.
Po za tym co tydzień w piątek popołudniu chodzę na siłownie. Przychodziłem tu czasem trenować oprócz porannych ćwiczeń w domu i zajęć na basenie.
Czasem, w wolne chwile odwiedzam bibliotekę, czy sklepy z grami. Generalnie popołudnia spędzam z Yoh i Anną, ale nie chcę im za bardzo przeszkadzać. Wiedziałem, że od czasu do czasu chcą pobyć sami.
         - Uważaj, Mistrzu Ren! – Bason chciał mnie przed czymś ostrzec, ale nie zdążył.
Zderzyłem się z jakimś chłopakiem. Był to wysoki brunet o zielonych oczach, ubrany w czerwoną bluzkę oraz skórzaną, brązową kurtkę i wytarte dżinsy. Na nogach miał trampki, a na szyi nieśmiertelnik.
- Uważaj jak chodzisz. – Zaśmiał się wesoło, patrząc na mnie z góry. Sięgałem mu do ramion.
- To ty na mnie wpadłeś! – Warknąłem wściekle.
Ten nic mi już nie odpowiedział. Wyszczerzył białe ząbki i poszedł dalej, niezwykle szczęśliwy.
- Głupek! – Prychnąłem. Przyspieszyłem kroku.
         W szybkim tempie dotarłem do mojej ulubionej siłowni. Co prawda sam spacer zajął mi prawie godzinę, ale to i tak nieźle. No cóż, Tokio to ogromna stolica i bez korzystania z komunikacji miejskiej wszędzie tu daleko.
Szczególnie z domu Yoh…
         Wszedłem do środka. W holu przywitała mnie Yasu – recepcjonistka, którą dobrze znam. Była to kobieta, około trzydziestoletnia, która pracowała tu na pełen etat. Czasem tylko brała wolne, aby zajęć się dziećmi.
- Ohayo, Tao~san. – Ukłoniła się na mój widok.
- Ohayo – Uśmiechnąłem się lekko. Moje stosunki z ludzkością niewiele się poprawiły. Dalej nie wiem jak nawiązywać relacje z innymi.
- Ładny mamy dzisiaj dzień. – Recepcjonistka zaczęła coś klikać na klawiaturze komputera. Miała czarne włosy spięte w kok i ciemne, błyszczące oczy.
- Yhym… - Mruknąłem. Coś mi się tu nie zgadzało. Moja kieszeń w spodniach wydawała się dziwnie lekka.
- Chyba dziś nie masz humoru… Poproszę o twój karnet. – Była miła, nawet kiedy ja zachowałem się dość niekulturalnie.
- Nie, nie o to chodzi… Chyba zapomniałem portfela. – Westchnąłem z niezadowoleniem.
- Mistrzu Ren, brałeś go z domu. – Bason zmaterializował się obok mnie. – Może ten chłopak, który na ciebie wpadł ukradł go?
         Teraz dopiero zdałem sobie sprawę, że byłem nieostrożny. Oparłem czoło o blat recepcji. Zimny marmur ochłodził moją rozgrzaną słońcem głowę.
- Ale dałem się wrobić… - Warknąłem.
- Coś się stało? – Yasu spojrzała na mnie z zakłopotaniem.
- Spotkałem się dzisiaj z kieszonkowcem… - Mruknąłem niezadowolony.
- To przykre… Mam nadzieję, że da się to jakoś wyjaśnić. Jeśli tylko zechcesz możesz dziś skorzystać z siłowni bez karnetu. W końcu jesteś stałym klientem. – Uśmiechnęła się brunetka, kładąc na blacie kluczyk.
- Dzięki… - Wziąłem przedmiot i ruszyłem do szatni. – Jak ja mogłem tego nie zauważyć? Ale że ty nic nie poczułeś?
Spojrzałem z wyrzutem na ducha.
- Wybacz Mistrzu Ren. – Chińczyk wyglądał na bardzo skruszonego.
- W sumie w tym portfelu nie miałem nic cennego… Najgorzej, że wszystkie dokumenty będę musiał wyrabiać na nowo. – Mówiłem w trakcie przebierania się w dresy i koszulkę.
- Może zgłoś to na policję, Mistrzu Ren. – Zaproponował Bason.
- Tak, jasne… Tokijska policja nie ma co robić, tylko szukać mojego portfela. – Przewróciłem z poirytowaniem oczami.
         Wszedłem na salę do ćwiczeń. Jak zawsze zacząłem od podnoszenia ciężarów. Uwielbiam to.
Tym razem jednak nie mogłem się skupić i to wcale nie przez kradzież mojego portfela.
         Przede mną na dwóch bieżniach ćwiczyła para nastolatków. Byli gdzieś w moim wieku, może trochę młodsi. Ona, nieco piegowata o rudych włosach i on. Wysoki blondyn. Wesoło rozmawiali, a kiedy już zeszli z maszyn pocałowali się leciutko w usta. Wyszli z siłowni.
- Nie martw się mistrzu Ren, jeszcze znajdziesz jakąś dziewczynę. – Bason jak zwykle zaczynał ten temat w nieodpowiednim momencie.
- Przymknij się! – Warknąłem na niego ostro. Nienawidziłem, kiedy gadał do mnie takie rzeczy. Przecież nie przyznam się przed nim, że czuję się trochę samotny…
         Nie to, żebym cierpiał na jakieś kompleksy. W swoim życiu dostałem już kilka listów miłosnych, ale żaden z nich nie przykuł mojej uwagi. Te dziewczyny były miłe, ale… Żadna nie była tą, na której mogłoby mi zależeć.
         Po godzinnym treningu postanowiłem się zbierać. Wziąłem szybki prysznic i znów przebrałem się w swoje normalne ubranie – bordową bluzkę w chińskim stylu i czarne spodnie.
Wyszedłem z budynku. Wygrzebałem z torby komórkę. 16 połączeń nieodebranych…
I Anna nadal się upiera, że nie lubi telefonów… Oddzwoniłem.
- Co chciałaś? – Zapytałem od razu, kiedy tylko osoba z drugiej strony podniosła słuchawkę.
- Wracaj do domu Ren. Mamy gości. – Kyoyama wydała krótkie polecenie.
- Jakich? Czyżby Horo przybył? Jeśli tak, to ja nie wracam… - Zapewniłem.
- Nie. Dziadkowie Yoh. Mają bardzo ciekawą nowinę…. Na pewno ci się spodoba. – Anna wydawała się być bardzo zaintrygowana.
- Dzia… - Chciałem jeszcze o coś zapytać, ale zakończyła rozmowę krótkim „przyjdź to usłyszysz”.
         Nie miałem innego wyboru jak wejść do metra, aby jak najszybciej dostać się do Asakurów. Ciekawość mnie zżerała, z jaką to nowiną do nas przywędrowali.
- Myślisz, że to wiadomość o turnieju? – Zapytał Bason.
- Mam taką nadzieję… Chciałbym w końcu powalczyć… - To prawda. Takie rutynowe życie jest trochę męczące. Kiedy nie ma wrażeń, nuda zabija całą przyjemność z życia.
          Jak najszybciej dotarłem do posiadłości Asakury. Wszedłem szybko do środka i zrzuciłem buty pod drzwiami. Postawiłem torbę na podłodze.
- Jestem! – Krzyknąłem. Ruszyłem do jadalnio-salonu, w którym siedzieli nie tylko dziadkowie Yoh, ale także jego ojciec i Tamao. Dziewczyna na mój widok zarumieniła się i delikatnie uśmiechnęła. Od kiedy pamiętam była niezwykle nieśmiała, nawet jak na dziewczynę.
Ukłoniłem się nisko, okazując szacunek Asakurom.
– Ohayo gozaimasu.
- Witaj Ren. – Mikihisa pokazał mi wolne miejsce przy stole.
- Cześć – Chóralnie przywitali się Yoh i Manta.
- Dlaczego nie odbierałeś? – Zapytała Anna z wyrzutem.
- Byłem na siłowni. Coś z turniejem się ruszyło? – Zapytałem z nadzieją w głosie.
- Można tak powiedzieć. – Tajemniczo uśmiechnął się Yohmei.
- O jakieś szczegóły proszę! – Zdenerwowałem się nieco. Przecież wiedzą, jakie to dla nas wszystkich ważne!
- Nie denerwuj się tak młody człowieku. – Babcia pouczyła mnie życzliwie, po czym przeszła do tematu. – Słyszeliśmy wiadomości od Wielkiej Rady Szamanów.
- I…? – Ponaglałem ich.
- I zamknij się, bo nigdy się nie dowiesz! – Anna spojrzała na mnie z dezaprobatą.
Prychnąłem gniewnie.
- Co z Turniejem? Wznowią go? – Spojrzałem na Mantę. On chyba też się nie mógł doczekać powrotu do szalonego życia pełnego walk i przygód.
- Król Duchów przesłał wiadomość członkom Rady. – Kino ciągnęła temat bardzo powoli, jak na staruszkę przystało. - Znajdźcie Księżniczkę.
- Moją córkę. - Wypalił Mikihisa.
- CO!? – Wrzasnął przerażony Yoh. – To mam jeszcze jakąś ukrytą siostrę?!
- Może jeszcze bliźniaczkę? – Zaśmiałem się, nie ukrywając ironii.
- Nie chodziło o moją córkę… - Ojciec chłopaka podrapał się z zakłopotaniem po głowie.
- Co za ulga… - Szatyn położył rękę na sercu. Odetchnął zrelaksowany.
- Więc o czyją? – Manta nie dał się wybić z rytmu rozmowy.
- Dla Króla Duchów chodziło o jego córkę. – Yohmei upił łyk herbaty ze swojego kubka.
         W pokoju nastała chwilowa cisza. Każdy patrzył na starszyznę ze zdziwieniem w oczach.
- CO?! – Krzyknęliśmy nagle równocześnie.
- To co słyszeliście. – Kino poprawiła swoje czarne okulary.
- Król Duchów ma córkę? – Nawet Anna była zszokowana. – Jak to możliwe?
- My również jesteśmy zdziwieni. Wiadomość od Króla była naprawdę krótka i dość niezrozumiała. – Mikihisa skrzyżował ręce na piersiach.
- Nie dał nam żadnych wskazówek, co do tego, kto jest Księżniczką. – Yohmei pokręcił przecząco głową. – Rada chciała ogłosić to wśród wszystkich szamanów, ale w końcu uznali, że powstałby zbyt duży chaos.
- Jako, że zdołaliście pokonać Hao, w wasze ręce przekazujemy odpowiedzialność za poszukiwania. – Wyjaśniła Kino. – Wierzymy, że macie siłę, aby tego dokonać.
- Siła to jedno. Ale jak mamy znaleźć kogoś, o kim nie wiemy nic? – Zapytał Yoh. Westchnął głośno. Już się chyba zdążył przyzwyczaić do spokojnego życia, kiedy to narzeczona podaje mu obiad, a ja, Manta, Bason i Amidamaru gramy z nim w kosza i ćwiczymy bijatyki na konsoli.
- Tamao nam w tym pomoże, prawda? – Anna spojrzała znacząco na różowowłosą.
- Zrobię co w mojej mocy. Ale nic nie obiecuję… - Dziewczyna poczerwieniała na policzkach.
- Nasza mała Tamcia zrobiła duże postępy… - Konchi zmaterializował się obok swojej szamanki.
- Właśnie. Coraz częściej dostrzega przyszłość, frajerzy! - Ponchi stanął po jej drugiej stronie.
- Nie mówcie tak! - Tamamura spojrzała ostro na swoich stróżów.
- Po za tym, jeśli istnieje ktoś taki jak Księżniczka Duchów, to my na pewno ją wyczujemy. –W pomieszczeniu zmaterializował się Amidamaru.
- To prawda. Król Duchów ma wyjątkową aurę. Przyciąga nas do siebie. – Bason włączył się do rozmowy.
- Więc postanowione. Od dziś naszym priorytetem jest szukanie Księżniczki. – Anna spojrzała na nas znacząco. - Będę musiała wymyśleć ci nowy trening, Koteczku…
- O nie… - Yoh schował twarz w dłoniach, a po chwili podniósł wzrok na swoich dziadków. – Będziecie dziś u nas nocować?
- Niestety nie. Będziemy się już zbierać. Chcemy odwiedzić jeszcze kilka świątyń w okolicy. W razie jakichś postępów, kontaktujcie się z nami natychmiastowo. – Poprosiła Kino.
         Potem już było z górki. Anna jeszcze chwilę poprowadziła dialog z gośćmi, po czym pożegnaliśmy się z Asakurami. Kyoyama poszła z Tamao szykować łóżko dla różowowłosej, a my poszliśmy ugotować jakiś obiad. Potem usiedliśmy wspólnie do stołu. W tle grał telewizor, a my na spokojnie omawialiśmy nową sytuację. Niespodziewanie ktoś zapukał do drzwi.
- Otwórzcie. – Rzuciła blondynka.
Z chłopakami spojrzeliśmy po sobie. Bez żadnego słowa każdy z nas wyciągnął przed siebie jakiś znak ułożony z palców. Ostatnio mamy modę na granie w „papier, kamień, nożyce”, aby rozstrzygnąć wszelkie prace domowe.
Cicho przekląłem, kiedy pokazałem „kamień”, a chłopaki „papier”.
         Ruszyłem do drzwi. Przed nimi znajdowała się dziewczyna. Na chwilę zamarłem…
Jej ogromne, szmaragdowe oczy zahipnotyzowały mnie w jednej sekundzie. Nie mogłem od nich oderwać wzroku.
         Miała lekko różowe policzki i długie do pasa, kasztanowe włosy. Ubrana była w bluzkę z krótkim rękawem w kolorze „morskiej zieleni” (Jun ostatnio uczyła mnie „kobiecych kolorów”) i brązowe, krótkie spodenki. Trochę dziwne ubranie jak na tę porę roku. Na nogach miała szare (niegdyś białe), podarte trampki. Była niezwykle chuda i niziutka. Niższa nawet ode mnie.
- T-Tao Ren? – Zapytała niepewnym, drżącym głosem.
- Tak. – Odpowiedziałem szybko. Dopiero teraz oderwałem wzrok od dziewczyny, otrząsając się z hipnozy.
- Bardzo przepraszam, Tao~sama! – Krzyknęła i ukłoniła się nisko.
- O co chodzi? – Nie rozumiałem tej sytuacji.
- Ren, kto to? – Usłyszałem głos Anny z głębi domu.
- Nikt ważny! – Rzuciłem mimochodem. Dopiero po chwili zrozumiałem jak to zabrzmiało. Chciałem to jakoś wyprostować dziewczynie, ale w sumie po co? Nawet jej nie znam.
- Przepraszam, mój przyjaciel… To Panu zabrał. – Powiedziała i wyciągnęła z kieszeni mój portfel. Ponownie się ukłoniła, podając mi przedmiot. – Przepraszam! Proszę nie zgłaszać tego na policję!
- O… - Nigdy nie zgadłbym, że może chodzić jej o to .- Twój przyjaciel ma całkiem lepkie ręce.
Prychnąłem sarkastycznie. Spojrzałem na dziewczynę. Widziałem, że się bała. Miała szklane oczy, a w kącikach można było zobaczyć skroplone łzy.
- Wiem, przepraszam! Jeśli coś z portfela zginęło, mogę to odpracować! – Zaoferowała się, ponownie mi się kłaniając.
         Otworzyłem portfel, ale nie żeby sprawdzić, ile jest w nim pieniędzy. Chciałem upewnić się, że mam legitymację, karnet i inne karty, których wyrabianie trwałoby wieki.
- Jest wszystko. – Powiedziałem, chociaż brakowało 3000 jenów. Nie chciałem jej tego mówić. Dla mnie to nie są duże pieniądze, a dziewczyna wyglądała na i tak mocno zestresowaną.
- Wiem, że kłamiesz. – Powiedziała.
- Nie. – Zrobiłem kamienną twarz. Zmarszczyłem brwi i zacząłem patrzeć prosto w jej oczy.
-  Przepraszam raz jeszcze! – Powiedziała. Ukłoniła się ostatni raz, po czym odwróciła napięcie i odbiegła.
Chciałem coś jeszcze powiedzieć, ale zniknęła mi z zasięgu wzroku. Westchnąłem ciężko.
         Wszedłem do środka i opowiedziałem pozostałym co i jak. Chwilę porozmawialiśmy o nieznajomej, po czym rozmowa zeszła na temat treningów.
Chociaż nie musiałem odbyłem go razem z Yoh.
Po wieczornym prysznicu położyłem się do łóżka.
         Łóżka… Leżałem na tatami, ściślej mówiąc. W rękach trzymałem portfel. Nagle przed moimi oczami pojawiły się dwa zielone szmaragdy. Potrząsnąłem głową.
Nawet nie wiem jak ona się nazywa! Po za tym, nie mam czasu na miłości.
          Moim priorytetem jest odnalezienie księżniczki!

1 komentarz:

  1. Yeah yeah yeah! Co z tego, że nie czytałam poprzedniej wersji, chociaż obiecałam? Lotto, później się przeczyta... Ale może skupię się na tym, co właśnie mi śmignęło przed oczami :P
    No no... Nie myślałam, że Ren może być na tyle nieuważny, żeby mu ktoś cokolwiek ukradł XDD Bardzo do niego niepodobne... Ale mi się podoba, w końcu Ren to niby taki panicz idealny, ale złodzieja powstrzymać nie potrafi XDD
    No prosz, Księżniczka Duchów, huh? Interesante. Nie jestem zaskoczona tylko dlatego, że zaglądnęłam kiedyś tam w zakładkę "bohaterowie" na onecie. Zdziwiło mnie za to to, że Ren poznał ją tak szybko... I nie zorientował się, kim jest... Nie no, Princessa pewnie ma wokół siebie jakieś "zabezpieczenia", więc się nie dziwię, ale i tak szczerzę mordę, bo wyobrażam sobie ich miny, jak się dowiedzą.
    Uhhh, nie mam pomysłu... Chyba to tutaj zakończę XDD No nic, czekam do kolejnego rozdziału ;3

    Pozdro!
    ~ Halley S.

    OdpowiedzUsuń