- Cześć Maleńka! – Kei wszedł do pokoju
z tym swoim głupkowatym uśmieszkiem. Zmierzyłam go zimnym wzrokiem, po czym wróciłam
do robienia palcem dziurki w bułce.
-
No przestań… - Jęknął niezadowolony z mojego zachowania. Wyciągnął przed siebie
trzymaną w dłoniach reklamówkę. – Proszę, to dla ciebie!
-
Nie chce – powiedziałam twardo, odwracając od niego głowę.
-
Daj już spokój. – Brunet wyjął pudełko z siatki. Odkrył wieko.
W
środku znajdowała się nowa para trampek. Białe z różowymi sznurówkami.
Wyglądały niesamowicie, szczególnie przy moich starych, brudnych, podartych
butach.
–
Przymierz.
-
Są ładne, ale i tak ich nie założę – powiedziałam
twardo. – Obiecałeś, że już więcej nic nie ukradniesz!
-
Kati, wiem, ale taka okazja… Nawet nie zauważyłem, kiedy to się stało… - Kei
próbował się tłumaczyć. Spojrzałam na niego uważnie, podnosząc jedną brew. –
Zresztą, ten chłopak nie wyglądał na kogoś, komu czegokolwiek brakuje!
-
To nie argument! – Krzyknęłam, wpychając sobie do ust miękkie ciasto z bułki.
-
Maleńka, zrozum, już niedługo przyjdzie zima. Ten chłopak zapomni o tych
pieniądzach, o mnie i o tobie, i dalej będzie chodził na siłownię i basen! A ty
dzięki tym butom może nie zamarzniesz! – Zielonooki postawił pudełko obok
mojego posłania. – To prezent ode mnie. Zrób z nim co chcesz.
-
Yhym. – Mruknęłam. Wyciągnęłam pieczywo w jego stronę. – Chcesz?
-
Nie… - Ito położył mi dłoń na głowie i zmierzwił mi włosy. Uśmiechnął się
przyjaźnie. – Może przyjdziesz dziś do
nas na obiad?
-
Nie dzięki. Obiecałam Nakatoni~san, że dziś pomogę jej przy namiocie. Pewnie
zjem u niej. – Powoli zaczęłam wcinać bułkę. – Ale dzięki za zaproszenie.
-
Wiesz przecież, że u nas zawsze jesteś mile widziana. Nawet możesz u nas
zamieszkać… - Zaczął, lecz szybko mu przerwałam.
-
Kei, ja wiem, że masz jak najlepsze chęci, ale naprawdę nie chcę. I tak żyjecie
w dwupokojowym mieszkaniu w czwórkę. Jest wam ciężko beze mnie. – Strzepałam
okruszki z mojej bluzki, po czym oparłam się plecami o ścianę. Chłód betonu od
razu przeszył moje ciało. W pomieszczeniu była dość niska temperatura, chociaż
na dworze panowało piekło.
-
Mamy to wszystko tylko dzięki tobie. To przecież ty… - Kei zaczął się mocno
ekscytować i machać rękoma.
-
Nie lubię o tym mówić. – Szepnęłam, odwracając od niego wzrok.
Chłopak zaśmiał się. Usiadł koło mnie
na tatami. Objął mnie ramieniem i lekko do siebie przytulił.
-
Przecież wiem, Maleńka. – Brunet poczochrał mi włosy. – Ale do końca będę ci za
to dziękować.
Rodzina Ito składa się z Kei’ego, jego
rodziców oraz babci. Byli jedynymi z niewielu, którzy wiedzieli o moich
zdolnościach. A należeli do jeszcze mniejszego grona osób, które te zdolności
akceptowało.
Potrafię uzdrawiać. Tata Kei’ego był
bardzo chory. Nie wiem dokładnie co mu było, ale nie mógł nawet wstać z łóżka.
Właśnie wtedy Kei zaczął kraść, aby utrzymać mamę, babcie i chorego tatę. Przez
przypadek udało mi się ocalić Ito~san.
Teraz
mężczyzna ma się dobrze, a choroba całkowicie ustąpiła. Wrócił do pracy, ale
długi zaciągnięte w trakcie niedoli, nie pozwalają rodzinie żyć na dostatecznym
poziomie.
-
Nie musisz. – Wstałam z tatami. Wyciągnęłam się. – Wybacz, ale cię opuszczę. Nakatoni~san
czeka… I zabierz stąd te buty, bo ktoś je ukradnie.
-
Więc jednak nie są ci takie obojętne. – Zaśmiał się brunet.
Nic
nie powiedziałam. Obróciłam się napięcie. Wyszłam z pomieszczenia, zostawiając
chłopaka samego.
Wyszłam przed budynek. Niestety nie
mogłam nazwać tego moim domem. Obecnie zamieszkiwałam opuszczoną kamienicę,
przeznaczoną do rozbiórki. Rozgościłam się w jednym z mieszkań, ale nie był to
szczyt moich marzeń.
Od
dawna przyzwyczajona byłam do niskich temperatur, więc zimno mi nie
przeszkadzało. Problemem był brak wody i prądu. Sąsiedzi też nie byli zbyt
mili. Najczęściej to pijana starszyzna, z którą ciężko się porozumieć.
Wyszłam na uliczkę. Naprzeciwko
kamienicy, w której teraz mieszkałam, stały inne stare budynki, tylko w trochę
lepszym stanie. W nich ludzie mieszkali legalnie, a nie tak jak ja. Codziennie
musiałam mijać czarno-żółte wstążki i napis „Uwaga! Grozi zawaleniem!”.
Musiałam przejść krętymi zakamarkami dzielnicy,
aż w końcu doszłam do głównej ulicy. Szłam jeszcze spory kawałek, aż dotarłam
do jednego z miejskich parków. Tam, za kotarą rozłożystych krzaków, mieścił się
wodoodporny, duży namiot. Wybiegła z niego siedmioletnia brunetka o
czekoladowych oczkach. Miała na sobie fioletową bluzkę z białym króliczkiem
oraz krótkie, czarne spodenki.
-
Kati! – Krzyknęła i rzuciła mi się na szyję. Złapałam ją i mocno przytuliłam.
-
Cześć, Sata. – Odstawiłam dziewczynkę na trawnik. Wsadziłam rękę do kieszeni.
Wyjęłam z niej trzy cukierki. Dałam je dziewczynce. – Proszę bardzo.
-
Dziękuję, Kati! – Wyszczerzyła swoje ząbki.
-
Za bardzo ją rozpieszczasz… - Z namiotu wyszła Nakatoni~san. Była to młoda kobieta,
na pewno nie mająca więcej niż trzydzieści lat. Ubrana w przewiewną żółtą
sukienkę, spod której wyglądał niewielki, okrągły brzuszek. Była w ciąży.
Wyglądała
bardzo promiennie. Miała ciemne włosy spięte w wysoki kucyk i granatowe oczy.
-
Bez przesady. To tylko trzy cukierki. – Zaśmiałam się. Podeszłam do kobiety.
Położyłam jej rękę na brzuchu. – Jak się czuje maluch?
-
Nie daje mi spać… - Jęknęła kobieta. – A ten drugi diabełek nie jest lepszy.
Kiedyś sama się przekonasz, jak będziesz miała dzieci.
-
Jeszcze nie czas dla mnie na myślenie o dzieciach. Po za tym, jaki chłopak zechce
bezdomną sierotę? - Westchnęłam ciężko. Przez chwilę głaskałam kobietę po
brzuchu. Dziecko momentalnie się uspokoiło.
-
A ten młodzieniec Kei? – Nakatoni spojrzała na mnie chytrze.
-
Niech mnie pani nie rozśmiesza! – Prychnęłam. – Przecież to mój.. Brat! Nie
mogłabym się z nim związać, nawet jeśli byłby ostatnim chłopakiem na Ziemi.
-
Tak się tylko mówi. – Zarechotała brunetka.
Porozmawiałyśmy jeszcze chwilę, po czym
zrobiłam pranie i ugotowałam obiad. Nie mogłam pozwolić, żeby kobieta w ciąży się
przemęczała! Zresztą, Sata mi trochę pomogła.
-
Może zostaniesz i zjesz z nami? – Nakatoni~san spojrzała na mnie z uśmiechem. –
Zaraz wróci mój mąż.
-
Nie, dziękuję. Idę na obiad do Kei’ego. – Uśmiechnęłam się. Nie lubiłam objadać
ludzi. Sama sobie dawałam rady, nie potrzebowałam przeszkadzać nikomu z moich
znajomych.
-
I mówisz, że to tylko twój brat? - Brunetka spojrzała na mnie wymownie.
Przewróciłam
oczami z politowaniem.
-
Bo tak jest! Bardzo dziękuję za propozycję, ale już się będę zbierać. –
Przytuliłam na pożegnanie dziewczynkę i pomachałam kobiecie. Obiecałam, że
zajrzę do nich niedługo.
Wracałam powoli parkiem. Nie śpieszyło
mi się. Nie miałam po co patrzeć na zegarek. I tak nikt na mnie nie czekał.
Nagle w oddali zobaczyłam znajomą mi
postać. Poznałam go po charakterystycznej fryzurze. Czub na głowie wskazywał na
jedno – naprzeciw mnie biegł Tao Ren wraz z jakimś innym chłopakiem. Obok nich na
rowerku jechało dziecko.
Poczerwieniałam
i schowałam się w krzaki. Było mi tak głupio z powodu tego portfela.
Nie
chciałam się przyznawać, ale nie mogłam zapomnieć o tym chłopaku. Jest naprawdę
przystojny.
Ale
to nie moja liga.
Kiedy
tylko oddalili się na wystarczającą odległość, wyszłam zza liści. Że też akurat
ten park musiał być trasą ich biegu!
Miałam
nadzieję, że już nie spotkam złotookiego. Teraz tym bardziej wiem, że nie mogę
założyć tych trampek od Kei’ego.
Włóczyłam
się trochę po mieście. Miałam kiepski humor. Patrzyłam na kolorowe wystawy,
mając świadomość, że nigdy nie będzie mnie stać żeby kupić sobie większość z tych
rzeczy.
Te
czerwone buty na wystawie kosztowały tyle jenów! Mogłabym za to przeżyć rok!
Weszłam w jedną z bocznych uliczek. Tam
zauważyłam coś niepokojącego. Pod ścianą siedział Nakatoni Hideki.
Miał
czarne włosy i niebieskie oczy. Jego poszarpana kurtka była zakrwawiona,
podobnie jak twarz. Przeraziłam się.
-
Co się stało?! – Krzyknęłam.
-
Jestem skończony… - Jęknął. Wyczułam od niego alkohol. Mężczyzna spojrzał na
mnie nieprzytomnym wzrokiem.
-
Znowu pan pił! Obiecał pan żonie, że już pan nie będzie! – Krzyknęłam z
wyrzutem. Wyjęłam z kieszeni spodni chusteczki. Wyciągnęłam jedną, chcąc
wytrzeć rannemu krew z twarzy.
-
Zamknij się! Co ty możesz wiedzieć o życiu! – Odepchnął mnie dość mocno. Upadłam
na ziemię.
Nie
poznawałam go… Zazwyczaj był miły i radosny.
–
Nie mamy pieniędzy! Pożyczyłem od Taki’ego… Teraz chce spłaty…
-
O nie… - Szepnęłam przerażona.
Bardzo
dobrze znałam Taki’ego. Kiedyś mieszkałam razem z nim w domu. Można powiedzieć,
że nawet tworzyliśmy rodzinę. Potem jednak odszedł jego ojciec, a Taki zaczął
obracać się w podejrzanym towarzystwie. Po stracie męża, pani Aizawa przeszła
załamanie psychiczne. Dopóki żyła, jeszcze wytrzymywałam, ale potem musiałam
odejść... Tej kobiecie nie mogłam pomóc. Alkohol zabrał jej resztkę życia i
wciągnął do grobu.
Uciekłam
od Taki’ego, kiedy tylko zostaliśmy w domu jedynymi żywymi istotami. Chłopak
może sam w sobie nie był taki zły, ale towarzystwo, w którym się wychował i
sytuacja, w jakiej się znalazł, sprawiły, iż stał się osiedlowym tyranem. Zajmował
się kradzieżami i sprzedażą narkotyków oraz pożyczaniem pieniędzy na bardzo
wysoki procent.
-
I tak już nie mamy nic. Co niby chcą nam zabrać?! – Mężczyzna rozpłakał się. –
Chce, żeby Sata miała szczęśliwe dzieciństwo… Żeby się niczym nie martwiła… A
tu…
-
Proszę się nie martwić. Coś poradzimy. – Usiadłam obok bruneta. Teraz
zauważyłam, że miał roztrzaskany nos. Wyciągnęłam przed siebie dłoń i położyłam
ją na twarzy mężczyzny. Ręka zaczęła świecić delikatną poświatą, a rany mężczyzny
zagoiły się. – Zrób coś dla tej małej i nie pij więcej. One czekają na pana z
obiadem. Chcą zjeść razem z mężem i tatą…
-
C-co ty robisz? - Mężczyzna spojrzał na mnie zszokowany. Odsunął moją rękę od
swojego nosa. Odskoczył ode mnie jak oparzony.
-
A to… - Zapomniałam, że oni jeszcze nie wiedzą o moich umiejętnościach.
Uśmiechnęłam się przyjaźnie. – Nie bój się. Mogę cię uleczyć…
Stanęłam
na kolana i wyciągnęłam ku niemu rękę.
-
Nigdy więcej nie zbliżaj się do mojej rodziny, Wiedźmo! –Wrzasnął. Odepchnął
moją dłoń.
-
Nakatoni~san! Przecież nic nie zrobiłam - powiedziałam. Siedziałam na asfalcie
ze spuszczoną głową.
-
Jesteś dziwadłem! Nie masz prawa przychodzić do mojej żony! – Złapał mnie za
bluzkę i podniósł. Zazwyczaj spokojny mężczyzna pod wpływem szoku i alkoholu
stał się nieobliczalnym potworem. - Poradzimy sobie bez ciebie! Jeszcze raz cię
zobaczę przy naszym namiocie, a pożałujesz!
Wrzeszczał
mi prosto w twarz.
-
Nakatoni~san… - Wymamrotałam. – Puść mnie.
-
Jakim prawem dotykałaś mojej żony?! Chcesz przenieść na moje dziecko swoje
czary!? – Zaczął mną trząść. Byłam lekka, więc miotanie moim ciałem nie
sprawiało mężczyźnie większego wrażenia.
-
Przestań… - Jęknęłam. Chwyciłam gomocno za nadgarstki.
Byłam zła. Przecież chciałam tylko mu
pomóc, jakim prawem mnie obrażał? Nie chciałam nikomu nic zrobić! Po prostu
miałam nadzieję, że w końcu znajdę swoje miejsce, że będę mogła pomóc w tej
rodzinie w trudnej sytuacji! Niedawno spalił im się dom. Co w tym złego, że
przychodziłam zrobić pranie ciężarnej kobiecie?
Nim zdążyłam cokolwiek zrobić spod
moich palców zaczął wydobywać się dym. Mężczyzna wrzasnął z bólu. Odrzucił mnie
na chodnik, a sam przerażony spojrzał na swoje ręce. Na nadgarstkach miał ślady
spalenizny idealnie pasujące do kształtu moich chudych dłoni.
-
Wiedźma! – Wrzasnął opętany. – To tacy jak ty spalili mi dom! Wynoś się stąd!
Krzyczał
w niebogłosy. Złapał za kamień leżący na chodniku i rzucił nim we mnie.
Mój
instynkt nakazał mi uciekać. Zerwałam się z miejsca.
Biegłam
prosto przed siebie, nie zwracając uwagi na to gdzie się kieruję.
Zwolniłam dopiero po pokonaniu kilkunastu
uliczek. Załapałam się za ramię, w które uderzył kamień. Zaczęłam głośno łkać.
Dlaczego
był dla mnie taki okrutny? I co się stało z moimi dłońmi? Dlaczego go zraniłam?
Przecież tego nie chciałam!
-
Chyba naprawdę jestem wiedźmą… - Szepnęłam sama do siebie. Objęłam rękoma moje
kolana. Było mi okropnie zimno, mimo niezbyt niskiej temperatury. Czułam się
okropnie.
Nigdy
nikogo nie skrzywdziłam. To był pierwszy raz! Zawsze moja moc polegała na
leczeniu, a teraz? Zraniłam człowieka! Jestem okropną osobą.
Zaczął padać deszcz. Zdziwiło mnie to
trochę, bo cały dzień świeciło słońce. Teraz zimne krople spadały po mnie.
Chyba dobrze byłoby wrócić do domu. Podniosłam głowę do góry. Zamarłam.
Przede mną klęczał duch. Była to młoda
dziewczyna w moim wieku, może trochę starsza. Miała czerwone, opuchnięte oczy i
ślady po cięciach na rękach. Ubrana była w białą bokserkę oraz czarne spodnie.
-
Życie… - Wymamrotała półgłosem, po czym rzuciła się na mnie
-
O nie… - Jęknęłam. Odsunęłam się w ostatnim momencie. Pośpiesznie wstałam i
zaczęłam biec przed siebie. Zjawa nie dawała za wygraną. Krzyczała ten jeden
wyraz, który niczym magnes przyciągał inne zagubione dusze.
Tak bardzo boję się duchów! A teraz
goni mnie ich pokaźna gromada.
Czasem, kiedy używałam moich mocy,
przychodziły do mnie. Nie wiem czego ode mnie chciały, ale zawsze były
przerażające i rzucały się na mnie niczym zwierzyna łowna na ofiarę.
-
Odejdźcie! – Krzyczałam. Potknęłam się i wleciałam w kałużę. Kolana mnie
zabolały, ale nie mogłam się zatrzymać. Nie tutaj… Duchy rozerwałyby mnie na
strzępy. Szybko podniosłam się i biegłam dalej.
W
oddali zauważyłam starą świątynię. Zawsze chowałam się tu podczas „ataku”. Zagubieni
nie mogli wejść do „uświęconych” miejsc, a ten budynek do takowych należał,
mimo iż był zapomniany przez cały świat. Nie różnił się niczym od zwykłych
świątyń w Tokio, oprócz tego, że dachówki spadały z dachu, a ściany były
obdrapane i pobazgrane przez tutejszych chuliganów.
Zamaszystym ruchem odsunęłam drzwi świątyni i momentalnie je zasunęłam za sobą. Słyszałam stłumione jęki duchów, ale starałam się na nich nie skupiać.
Zamaszystym ruchem odsunęłam drzwi świątyni i momentalnie je zasunęłam za sobą. Słyszałam stłumione jęki duchów, ale starałam się na nich nie skupiać.
Byłam przerażona, zmarznięta i
zapłakana.
-
Życie… Oddaj nam swoje życie! Chodź do nas! – Krzyczały duchy. Zatkałam uszy
rękoma.
Nie chcę się już dłużej bać.
Nie
chcę być sama.
Proszę
niech ktoś tu ze mną będzie…
Ktokolwiek…
Love it :3 Szczególnie końcówkę XD Pan Nakatoni (czy jak mu tam) nieładnie się zachował. Że niby Kati czary na jego dzieciaka rzuca? Skandal! Niech ja go dorwę. Od razu też mówię, że uwielbiam Kei'a :3 Od razu mi przypadł do gustu.
OdpowiedzUsuńDobra, zaraz wysiadam, więc resztę koma napiszę, jak będę w domu XD
Pozdro!
~ Halley S.
No dobra, to kończymy to coś. Wiesz co, nie myślałam, że Kati jest osobą z tego rodzaju "nie chcę nikogo niczym obarczać". Szczerze mówiąc, mam jakiś uraz do takich osób, ale postaram się przetrzymać :P No dobra, nie mam już pomysłów, więc kończę. Dodam jeszcze tylko, że najbardziej podobały mi się duchy i to całe "Nie chcę się już dłużej bać. [...] Ktokolwiek..."
UsuńOk... No, to by było na tyle... Może następny będzie dłuższy (w sensie, że mój komentarz XD)?
Pozdro!
~ Halley S.