Wracałam
właśnie z zakupów.
Wczoraj idąc ze
świątyni do mieszkania znalazłam 500 jenów. Może dla innych to niewiele, ale
dla mnie to jedzenie na dwa dni.
Chciałabym znaleźć
jakąś pracę, nikt mnie jednak nie chce przyjąć. Pracodawcy fizyczni patrząc na
moją postawę wybuchają śmiechem, a nigdzie indziej mnie nie przyjmą. Nie mam
skończonej żadnej szkoły. Chociaż naprawdę chciałam się uczyć, nigdy nie było
mi to dane.
Aizawa~san - moja
przybrana matka - nigdy nie zapisała mnie do szkoły, a kiedy ją o to poprosiłam,
robiła awantury. Zwątpiłam więc w moc edukacji.
Czytam i piszę, ale to
tylko zasługa Kei’ego.
Sam skończył już
szkołę, chodzi do pracy i daje mi coś rodzaju „kieszonkowego”. Nie wiem co bym
bez niego zrobiła.
Chociaż w sumie wiem -
zmarła z głodu i chłodu.
Weszłam
do kamienicy. Stanęłam przy drzwiach prowadzących do mojego pokoju. Zamarłam.
Otwór
był zabity deskami, na których widniał wykonany czerwoną farbą napis: „PRECZ
WIEDŹMIE”.
Zszokowało
mnie to. Wiem, że informacje szybko się roznoszą, ale… Aż tak? Rozumiem, że nie
chcą mnie tutaj, ale mogli to przekazać w inny sposób.
Odwróciłam się
napięcie. Wybiegłam z budynku. Na szczęście nie zostawiłam tam nic ważnego. Na
pewno już tutaj nie wrócę.
Podświadomie
zaczęłam iść w stronę mieszkania rodziny Ito. Chyba nie mam wyboru, musze
skorzystać z ich gościnności. Przynajmniej dopóki nie znajdę sobie innego
lokum.
Jakaż
byłam zdziwiona, gdy niedaleko celu mojej podróży zauważyłam Kei’ego. Szedł w
moją stronę. Od razu wiedziałam, że coś jest nie tak. Był jakiś dziwny.
Poruszał się szybko, rozglądając dookoła nerwowo. Na ramieniu miał zarzucony
plecak, który poprawiał co chwilę. Dodatkowo w ustach trzymał papierosa. Wyrzucił
go dopiero, kiedy zauważył mnie. Uśmiechnął się przyjaźnie.
- Cześć, Maleńka! –
Widziałam jak kąciki jego oczu nerwowo drgają. Wiedział, że nie pochwalam
uzależnienia od tytoniu. Chciał udawać wesołego, ale ruchy ciała go zdradzały.
- Miałeś nie palić! –
Prychnęłam.
- Wiem, wiem…
Przepraszam. Poprawię się. – Brunet podszedł do mnie i zmierzwił mi włosy.
- Co się stało? –
Zapytałam zmartwiona. Nie chciałam, żeby Kei był smutny. To przygnębiało mnie o
wiele bardziej niż to, iż zostałam ochrzczona lokalną „Wiedźmą”.
Ito
mruknął coś niezrozumiałego pod nosem. Spojrzałam na niego oczekująco.
Zielonooki westchnął głośno. Oparł się o ścianę budynku stojącego obok,
zdejmując tym samym plecak z ramienia.
- Jak powiesz, to
dostaniesz banana! – Zaproponowałam wesoło. Wyciągnęłam owoc z papierowej
torebki, którą niosłam ze sobą od czasu wizyty w sklepie.
Kei zaśmiał się głośno.
Ucieszyłam się, że zdołałam choć trochę poprawić mu humor.
- Moja ciotka
postanowiła polepszyć swoje życie i odejść od męża. – Westchnął ciężko. –
Rodzice z życzliwością przyjęli ją pod nasz dach. Razem z synem i córką
zamieszkają u nas na jakiś czas…
No
tak. Zawsze można liczyć na pomoc rodziny. Postanowiłam nawet nie wspominać o
swoim problemie. Osiem osób w dwupokojowym mieszkaniu to byłaby naprawdę gruba
przesada. A jakbym powiedziała dla Kei’ego, że straciłam dach nad głową na
pewno nie dałby mi spokoju.
- Przynajmniej twoja
ciocia już nie będzie męczyć się z mężem – powiedziałam, chcąc znaleźć jakieś
plusy tej sytuacji. Kei czasem opowiadał mi o swojej dalszej rodzinie, więc
byłam w tym dość obeznana.
- Tak, tylko czemu
naszym kosztem?! – Zielonooki prychnął gniewnie. – Będę musiał znaleźć sobie
dodatkową robotę.
- Przepraszam… -
Szepnęłam. Wiedziałam jak mu ciężko. Czułam się dziwnie winna. W końcu brunet
mnie też utrzymywał.
- Za co mnie
przepraszasz Maleńka? – Chłopak pogłaskał mnie po głowie. Uśmiechnął się
życzliwie. – Myślę nad tym, żeby wynająć sobie pokój. Odciążyłbym rodziców…
Moglibyśmy zamieszkać razem. A właśnie! Mam coś dla ciebie.
Spojrzałam
na niego uważnie. Brunet wyciągnął przed siebie plecak.
- Córka mojej ciotki
wyrosła już z tych ubrań, ale myślę, że na ciebie będą dobre. – Wyszczerzył
swoje ząbki.
- Dziękuje! – Rzuciłam
się mu na szyję i mocno przytuliłam. Często dawał mi jakieś prezenty.
- Te buty też są w
środku. I masz je nosić! Robi się coraz zimniej, a twoje stare buty są już
tylko do wyrzucenia.
- Dobrze… Dziękuję. – Powtórzyłam.
- Nie ma za co. – Ito
poczochrał mi włosy. – Wybacz maleńka, ale muszę już lecieć. Mam popołudniową
zmianę. Chciałem ci to tylko dać.
- Okey. Może wpadnę do
was w tygodniu. – Powiedziałam. Mam nadzieję, że dla bruneta nie wpadnie do
głowy, odwiedzenie mnie w moim starym lokum.
- Będę czekać. Pa maleńka!
– Chłopak zaśmiał się i ruszył przed siebie.
- Cześć… - Szepnęłam,
kiedy nieco się oddalił.
Co ja
mam teraz zrobić? Nie mogę wrócić do tej rudery, mieszkanie u Kei’ego odpada.
Do tego przydałoby się wziąć jakiś prysznic…
Tak.
Muszę iść do mojego starego mieszkania. Mam nadzieję, że Taki’ego nie ma i będę
mogła swobodnie poruszać się po wszystkich pomieszczeniach. Wpadnę tam, wezmę
prysznic, ubiorę się w rzeczy od młodego Ito i przy odrobinie szczęścia zgarnę
trochę jedzenia, jeśli cokolwiek znajdę.
Nie
lubię chodzić do mojego starego domu. Po pierwsze, zawsze muszę uważać na
Taki’ego i jego znajomych. Po drugie, duch Aizawy~san nadal siedzi w pokoju, w
którym zmarła. Nie zaczepia nikogo. Nic nie mówi. Po prostu siedzi i patrzy w
jakiś punkt przed sobą. Nigdy jej nie zaczepiałam. Za bardzo się boję.
Teraz
też tam siedzi. Na szczęście nie ma Taki’ego, ale i tak muszę się pośpieszyć,
aby z wszystkim zdążyć. Biegiem ruszyłam pod prysznic. Zdjęłam brudne ubranie i
stanęłam pod strumieniem wody. Nienawidziłam się myć w zimnej wodzie, ale nie
miałam innego wyboru. Nie chcę zawsze polegać na Kei’m.
Kiedy
wyszłam spod prysznica szczepiłam włosy w niechlujny koczek. Nałożyłam na
siebie podarowane przez chłopaka ubranie. Była to bluza z długim rękawem, o
kolorze pastelowego różu. Z przodu miała nadrukowaną białą cyferkę „3”. Do tego
dostałam szare dżinsy i nowiuśkie białe trampki. Bieliznę wzięłam od siebie.
Spojrzałam z żalem na
swój biust, a raczej jego brak. Jestem już w tym wieku, że powinnam mieć
piersi! Ale one jakby zaklęte w ogóle nie chcą rosnąć…
Wbiegłam
do kuchni. Nic szczególnego nie znalazłam. Żadnego pożywnego jedzenia. Zjadłam
pośpiesznie resztki po pizzy. Jedyne co wrzuciłam do plecaka to trzy zupki
instant. Być może nie będę miała ciepłej wody, żeby przygotować „rosół”, ale przynajmniej
zjem sam makaron. Lepsze to niż nic.
Nagle
usłyszałam coś, czego naprawdę bardzo nie chciałam słyszeć. Taki wpadł do
mieszkania. Był jeszcze z dwoma kolegami. Nie miałam szans, aby wyjść
niezauważona.
- Co ty tu robisz? –
Blondyn spojrzał na mnie zmęczonym wzrokiem. Pewnie wracał z jakiejś imprezy,
albo coś w tym stylu. Śmierdział alkoholem i miał mocno podkrążone oczy. Jego
półdługie, blond włosy stały na wszystkie strony świata. Ubrany był w czarną
skórzaną kurtkę i ciemne spodnie.
Jego aura była chyba
doskonałym pokazaniem jego osobowości. Skomplikowana, niejednolita… Z jednej
strony biło od niego dziwne ciepło, które pewnie przyciągało do niego wszystkie
te dziewczyny, jakie tu przyprowadzał.
Z drugiej jednak strony
czułam od niego chłód. Był zawiedziony i wściekły na wszystko dookoła.
Ta niesamowita
mieszanka sprawiała, że nie czułam się przy nim pewnie. Chłopak nigdy nie
zrobił mi nic złego, ale… Zawsze bałam się jego reakcji na moją obecność.
- Przyszłam tylko wziąć
prysznic… - Szepnęłam przestraszona.
- To ta twoja dziunia?
– Zaśmiał się mężczyzna stojący za nim. Był o wiele grubszy od Taki’ego i ogolony
na łyso. Ubrany w bluzę w stylu amerykańskich futbolistów.
- Zamknij się, debilu.
To moja siostra. - Blondyn spojrzał na niego morderczym wzrokiem, po czym
przeniósł go na mnie. Złapał za puszkę stojącą na blacie kuchennym i zgniótł ją
w dłoni. Rzucił nią we mnie. Na szczęście w odpowiednim momencie się uchyliłem.
– Już cię tu nie ma!
- Już wychodzę… -
Powiedziałam cicho, przestraszona do granic możliwości.
- A może niech zostanie…
- Drugi z przyjaciół mojego brata złapał mnie za ramię, kiedy byłam już w
przedpokoju.
- Zostaw ją. Niech
sobie idzie. – Taki wszedł głąb kuchni i zajrzał do lodówki.
- Można by się było z
nią pobawić… - Mężczyzna, który mnie więził był ubrany w białą bokserkę i czarny
dres. Miał ciemne, krótko ścięte włosy i oczy ukryte pod przeciwsłonecznymi
okularami. Jego kościste palce mocno wbijały się w mojego siniaka na ramieniu,
przez co trudno było mi się skupić na rozmowie.
- Mało ci lasek na
ulicy. - Blondyn jęknął żałośnie. - Mówię ci, żebyś ją zostawił.
Widać było, że Taki ma
dość egzystowania i jedynym czego teraz chciał to sen.
- Mógłbym przelecieć
twoją siostrę. – Zaśmiał się mężczyzna.
- Nawet tak nie żartuj!
Kto by ją chciał?– Młody Aizawa wziął do ust kawałek pizzy, którego ja nie
zdążyłam zjeść. – To jakaś czarownica. Puść ją, bo się zarazisz dziwactwem.
- I tak bym z nią
chętnie poczarował! – Chłopak, który mnie trzymał zaśmiał się obleśnie.
Poczarował?
Czarownica? Niby nie jestem człowiekiem? Dlaczego oni tak mówią? I to przy
mnie! Tak jakbym nie rozumiała ich słów. Bardzo mnie to denerwuje. Przecież ja
też czuję! Każdy dookoła daje mi odczuć, że jestem niepotrzebna na tym świecie!
Nawet ten nieznajomy użył sformułowania „nikt ważny”!
Dlaczego tak jest…?
- Puść mnie. –
Powiedziałam cicho, ale pewnie.
- Co mówisz? –
Przyjaciel Taki’ego złapał mnie jeszcze mocniej.
- Puść mnie. To boli. –
Spojrzałam na niego, marszcząc brwi.
- Puść ją. – Powtórzył
Taki.
- Mój głośniej, nic nie
słyszę! – Zaśmiał się mężczyzna, który mnie trzymał. Cisnął mnie o ścianę, nadal
wbijając paznokcie w moje ramię.
- To boli! –
Krzyknęłam. Złapałam za jego nadgarstek i z całą swoją siłą zacisnęłam na nim
palce.
Nagle
mój napastnik krzyknął. Spod mojego uścisku zaczął wyłaniać się dym. Sekundę
później jego całe ramię stanęło w płomieniach. Bluzka zaczęła mu płonąć. Puścił
mnie i niczym opętany zaczął obijać się o ściany w przedpokoju.
To zwróciło uwagę
pozostałych. Nawet duch Aizawy~san ruszył się z kanapy. Kobieta stanęła w
drzwiach pokoju i z lekko przekrzywioną głową patrzyła na mnie. Jej wyraz
twarzy mnie przerażał.
Zamarłam.
Wszystko działo się
jakby po za mną. Czułam jedynie świdrujący wzrok „matki”. Wyciągnęła do mnie
rękę i poruszyła ustami. Jej wypowiedź była jednak niema. Nie usłyszałam
żadnych słów.
- Coś
ty zrobiła?! – Taki patrzył na mnie przerażony. Jego przyjaciel zdołał opanować
płomienie i leżał na podłodze ze spalonym ramieniem.
- Ja… Ja przepraszam! –
Krzyknęłam. Jak stałam tak wybiegłam. Zapomniałam nawet o plecaku od Kei’ego.
Rzuciłam
się do ucieczki z prędkością, na jaką tylko pozwalały mi moje nogi.
Znowu to zrobiłam.
Znowu skrzywdziłam człowieka! Jestem okropna! Dlaczego?! Nie chciałam im zrobić
nic złego! A spaliłam rękę tego chłopaka! Zawsze leczyłam ludzi, więc dlaczego teraz
ich ranię?!
Potrzebuję
spokoju. Nie mogę już dłużej wytrzymać tego wszystkiego. Co ze mną nie tak?
Dlaczego mimowolnie tworzę ogień?!
Pobiegłam
do świątyni. Postanowiłam tu okiełznać swoje nerwy. Każdy bał się tego miejsca,
ale dla mnie było idealne. Ciche i suche. Co prawda otoczone przez wiele
duchów, ale żaden nie miał odwagi przekroczyć drzwi świątyni.
Usiadłam
w kącie budynku. Złożyłam ręce do modlitwy.
Błagam…
Niech to się wszystko
skończy…
Nie
chcę być potworem! Chcę pomagać ludziom, żyć wśród nich! Nie chcę nikogo
skrzywdzić!
Proszę.
Niech ktoś mi pomoże!
No... niby coś nowego, ale jednak trochu się czuję, jakbym znowu czytała poprzedni rozdział :P Nie mniej jednak fajny był, już widać, że niedługo księżniczka znajdzie się w odpowiednim miejscu :3 No bo gdzie pójść jak nie do Asakury? Co z tego, że jeszcze nawet nie wiedzą o swoim istnieniu, ja wiem, że ona tam pójdzie (wie w sumie każdy, kto czytał poprzednią wersję XD). Anyway, mam jeszcze one-shot do dokończenia, więc się nie rozwodzę nad tym i czekam na kolejny rozdział.
OdpowiedzUsuńPozdro!
~ Halley S.
Doskonale wiem, że rozdział jest tak jakby kontynuacją poprzedniego. Na tym blogu postanowiłam robić krótsze notki, ale wstawiać je częściej ;)
UsuńMyślę też, że 5-6 stron czyta się przyjemniej niż 26 XD
Po za tym, nic nie dzieję się bez przyczyny. Obie historyjki będą miały swoje konsekwencje w przyszłości ;)