środa, 8 marca 2017

5 września 2000 – wtorek (Kati)

         Wracałam właśnie z zakupów.
Wczoraj idąc ze świątyni do mieszkania znalazłam 500 jenów. Może dla innych to niewiele, ale dla mnie to jedzenie na dwa dni.
Chciałabym znaleźć jakąś pracę, nikt mnie jednak nie chce przyjąć. Pracodawcy fizyczni patrząc na moją postawę wybuchają śmiechem, a nigdzie indziej mnie nie przyjmą. Nie mam skończonej żadnej szkoły. Chociaż naprawdę chciałam się uczyć, nigdy nie było mi to dane.
Aizawa~san - moja przybrana matka - nigdy nie zapisała mnie do szkoły, a kiedy ją o to poprosiłam, robiła awantury. Zwątpiłam więc w moc edukacji.
Czytam i piszę, ale to tylko zasługa Kei’ego.
Sam skończył już szkołę, chodzi do pracy i daje mi coś rodzaju „kieszonkowego”. Nie wiem co bym bez niego zrobiła.
Chociaż w sumie wiem - zmarła z głodu i chłodu.
         Weszłam do kamienicy. Stanęłam przy drzwiach prowadzących do mojego pokoju. Zamarłam.
         Otwór był zabity deskami, na których widniał wykonany czerwoną farbą napis: „PRECZ WIEDŹMIE”.
         Zszokowało mnie to. Wiem, że informacje szybko się roznoszą, ale… Aż tak? Rozumiem, że nie chcą mnie tutaj, ale mogli to przekazać w inny sposób.
Odwróciłam się napięcie. Wybiegłam z budynku. Na szczęście nie zostawiłam tam nic ważnego. Na pewno już tutaj nie wrócę.
         Podświadomie zaczęłam iść w stronę mieszkania rodziny Ito. Chyba nie mam wyboru, musze skorzystać z ich gościnności. Przynajmniej dopóki nie znajdę sobie innego lokum.
         Jakaż byłam zdziwiona, gdy niedaleko celu mojej podróży zauważyłam Kei’ego. Szedł w moją stronę. Od razu wiedziałam, że coś jest nie tak. Był jakiś dziwny. Poruszał się szybko, rozglądając dookoła nerwowo. Na ramieniu miał zarzucony plecak, który poprawiał co chwilę. Dodatkowo w ustach trzymał papierosa. Wyrzucił go dopiero, kiedy zauważył mnie. Uśmiechnął się przyjaźnie.
- Cześć, Maleńka! – Widziałam jak kąciki jego oczu nerwowo drgają. Wiedział, że nie pochwalam uzależnienia od tytoniu. Chciał udawać wesołego, ale ruchy ciała go zdradzały.
- Miałeś nie palić! – Prychnęłam.
- Wiem, wiem… Przepraszam. Poprawię się. – Brunet podszedł do mnie i zmierzwił mi włosy.
- Co się stało? – Zapytałam zmartwiona. Nie chciałam, żeby Kei był smutny. To przygnębiało mnie o wiele bardziej niż to, iż zostałam ochrzczona lokalną „Wiedźmą”.
         Ito mruknął coś niezrozumiałego pod nosem. Spojrzałam na niego oczekująco. Zielonooki westchnął głośno. Oparł się o ścianę budynku stojącego obok, zdejmując tym samym plecak z ramienia.
- Jak powiesz, to dostaniesz banana! – Zaproponowałam wesoło. Wyciągnęłam owoc z papierowej torebki, którą niosłam ze sobą od czasu wizyty w sklepie.
Kei zaśmiał się głośno. Ucieszyłam się, że zdołałam choć trochę poprawić mu humor.
- Moja ciotka postanowiła polepszyć swoje życie i odejść od męża. – Westchnął ciężko. – Rodzice z życzliwością przyjęli ją pod nasz dach. Razem z synem i córką zamieszkają u nas na jakiś czas…
         No tak. Zawsze można liczyć na pomoc rodziny. Postanowiłam nawet nie wspominać o swoim problemie. Osiem osób w dwupokojowym mieszkaniu to byłaby naprawdę gruba przesada. A jakbym powiedziała dla Kei’ego, że straciłam dach nad głową na pewno nie dałby mi spokoju.
- Przynajmniej twoja ciocia już nie będzie męczyć się z mężem – powiedziałam, chcąc znaleźć jakieś plusy tej sytuacji. Kei czasem opowiadał mi o swojej dalszej rodzinie, więc byłam w tym dość obeznana.
- Tak, tylko czemu naszym kosztem?! – Zielonooki prychnął gniewnie. – Będę musiał znaleźć sobie dodatkową robotę.
- Przepraszam… - Szepnęłam. Wiedziałam jak mu ciężko. Czułam się dziwnie winna. W końcu brunet mnie też utrzymywał.
- Za co mnie przepraszasz Maleńka? – Chłopak pogłaskał mnie po głowie. Uśmiechnął się życzliwie. – Myślę nad tym, żeby wynająć sobie pokój. Odciążyłbym rodziców… Moglibyśmy zamieszkać razem. A właśnie! Mam coś dla ciebie.
         Spojrzałam na niego uważnie. Brunet wyciągnął przed siebie plecak.
- Córka mojej ciotki wyrosła już z tych ubrań, ale myślę, że na ciebie będą dobre. – Wyszczerzył swoje ząbki.
- Dziękuje! – Rzuciłam się mu na szyję i mocno przytuliłam. Często dawał mi jakieś prezenty.
- Te buty też są w środku. I masz je nosić! Robi się coraz zimniej, a twoje stare buty są już tylko do wyrzucenia.
- Dobrze… Dziękuję. – Powtórzyłam.
- Nie ma za co. – Ito poczochrał mi włosy. – Wybacz maleńka, ale muszę już lecieć. Mam popołudniową zmianę. Chciałem ci to tylko dać.
- Okey. Może wpadnę do was w tygodniu. – Powiedziałam. Mam nadzieję, że dla bruneta nie wpadnie do głowy, odwiedzenie mnie w moim starym lokum.
- Będę czekać. Pa maleńka! – Chłopak zaśmiał się i ruszył przed siebie.
- Cześć… - Szepnęłam, kiedy nieco się oddalił.
         Co ja mam teraz zrobić? Nie mogę wrócić do tej rudery, mieszkanie u Kei’ego odpada. Do tego przydałoby się wziąć jakiś prysznic…
         Tak. Muszę iść do mojego starego mieszkania. Mam nadzieję, że Taki’ego nie ma i będę mogła swobodnie poruszać się po wszystkich pomieszczeniach. Wpadnę tam, wezmę prysznic, ubiorę się w rzeczy od młodego Ito i przy odrobinie szczęścia zgarnę trochę jedzenia, jeśli cokolwiek znajdę.
         Nie lubię chodzić do mojego starego domu. Po pierwsze, zawsze muszę uważać na Taki’ego i jego znajomych. Po drugie, duch Aizawy~san nadal siedzi w pokoju, w którym zmarła. Nie zaczepia nikogo. Nic nie mówi. Po prostu siedzi i patrzy w jakiś punkt przed sobą. Nigdy jej nie zaczepiałam. Za bardzo się boję.
         Teraz też tam siedzi. Na szczęście nie ma Taki’ego, ale i tak muszę się pośpieszyć, aby z wszystkim zdążyć. Biegiem ruszyłam pod prysznic. Zdjęłam brudne ubranie i stanęłam pod strumieniem wody. Nienawidziłam się myć w zimnej wodzie, ale nie miałam innego wyboru. Nie chcę zawsze polegać na Kei’m.
         Kiedy wyszłam spod prysznica szczepiłam włosy w niechlujny koczek. Nałożyłam na siebie podarowane przez chłopaka ubranie. Była to bluza z długim rękawem, o kolorze pastelowego różu. Z przodu miała nadrukowaną białą cyferkę „3”. Do tego dostałam szare dżinsy i nowiuśkie białe trampki. Bieliznę wzięłam od siebie.
Spojrzałam z żalem na swój biust, a raczej jego brak. Jestem już w tym wieku, że powinnam mieć piersi! Ale one jakby zaklęte w ogóle nie chcą rosnąć…
         Wbiegłam do kuchni. Nic szczególnego nie znalazłam. Żadnego pożywnego jedzenia. Zjadłam pośpiesznie resztki po pizzy. Jedyne co wrzuciłam do plecaka to trzy zupki instant. Być może nie będę miała ciepłej wody, żeby przygotować „rosół”, ale przynajmniej zjem sam makaron. Lepsze to niż nic. 
         Nagle usłyszałam coś, czego naprawdę bardzo nie chciałam słyszeć. Taki wpadł do mieszkania. Był jeszcze z dwoma kolegami. Nie miałam szans, aby wyjść niezauważona.
- Co ty tu robisz? – Blondyn spojrzał na mnie zmęczonym wzrokiem. Pewnie wracał z jakiejś imprezy, albo coś w tym stylu. Śmierdział alkoholem i miał mocno podkrążone oczy. Jego półdługie, blond włosy stały na wszystkie strony świata. Ubrany był w czarną skórzaną kurtkę i ciemne spodnie.
Jego aura była chyba doskonałym pokazaniem jego osobowości. Skomplikowana, niejednolita… Z jednej strony biło od niego dziwne ciepło, które pewnie przyciągało do niego wszystkie te dziewczyny, jakie tu przyprowadzał.
Z drugiej jednak strony czułam od niego chłód. Był zawiedziony i wściekły na wszystko dookoła.
Ta niesamowita mieszanka sprawiała, że nie czułam się przy nim pewnie. Chłopak nigdy nie zrobił mi nic złego, ale… Zawsze bałam się jego reakcji na moją obecność.
- Przyszłam tylko wziąć prysznic… - Szepnęłam przestraszona.
- To ta twoja dziunia? – Zaśmiał się mężczyzna stojący za nim. Był o wiele grubszy od Taki’ego i ogolony na łyso. Ubrany w bluzę w stylu amerykańskich futbolistów.
- Zamknij się, debilu. To moja siostra. - Blondyn spojrzał na niego morderczym wzrokiem, po czym przeniósł go na mnie. Złapał za puszkę stojącą na blacie kuchennym i zgniótł ją w dłoni. Rzucił nią we mnie. Na szczęście w odpowiednim momencie się uchyliłem. – Już cię tu nie ma!
- Już wychodzę… - Powiedziałam cicho, przestraszona do granic możliwości.
- A może niech zostanie… - Drugi z przyjaciół mojego brata złapał mnie za ramię, kiedy byłam już w przedpokoju.
- Zostaw ją. Niech sobie idzie. – Taki wszedł głąb kuchni i zajrzał do lodówki.
- Można by się było z nią pobawić… - Mężczyzna, który mnie więził był ubrany w białą bokserkę i czarny dres. Miał ciemne, krótko ścięte włosy i oczy ukryte pod przeciwsłonecznymi okularami. Jego kościste palce mocno wbijały się w mojego siniaka na ramieniu, przez co trudno było mi się skupić na rozmowie.
- Mało ci lasek na ulicy. - Blondyn jęknął żałośnie. - Mówię ci, żebyś ją zostawił.
Widać było, że Taki ma dość egzystowania i jedynym czego teraz chciał to sen.
- Mógłbym przelecieć twoją siostrę. – Zaśmiał się mężczyzna.
- Nawet tak nie żartuj! Kto by ją chciał?– Młody Aizawa wziął do ust kawałek pizzy, którego ja nie zdążyłam zjeść. – To jakaś czarownica. Puść ją, bo się zarazisz dziwactwem.
- I tak bym z nią chętnie poczarował! – Chłopak, który mnie trzymał zaśmiał się obleśnie.
         Poczarował? Czarownica? Niby nie jestem człowiekiem? Dlaczego oni tak mówią? I to przy mnie! Tak jakbym nie rozumiała ich słów. Bardzo mnie to denerwuje. Przecież ja też czuję! Każdy dookoła daje mi odczuć, że jestem niepotrzebna na tym świecie! Nawet ten nieznajomy użył sformułowania „nikt ważny”!
Dlaczego tak jest…?
- Puść mnie. – Powiedziałam cicho, ale pewnie.
- Co mówisz? – Przyjaciel Taki’ego złapał mnie jeszcze mocniej.
- Puść mnie. To boli. – Spojrzałam na niego, marszcząc brwi.
- Puść ją. – Powtórzył Taki.
- Mój głośniej, nic nie słyszę! – Zaśmiał się mężczyzna, który mnie trzymał. Cisnął mnie o ścianę, nadal wbijając paznokcie w moje ramię.
- To boli! – Krzyknęłam. Złapałam za jego nadgarstek i z całą swoją siłą zacisnęłam na nim palce.
         Nagle mój napastnik krzyknął. Spod mojego uścisku zaczął wyłaniać się dym. Sekundę później jego całe ramię stanęło w płomieniach. Bluzka zaczęła mu płonąć. Puścił mnie i niczym opętany zaczął obijać się o ściany w przedpokoju.
To zwróciło uwagę pozostałych. Nawet duch Aizawy~san ruszył się z kanapy. Kobieta stanęła w drzwiach pokoju i z lekko przekrzywioną głową patrzyła na mnie. Jej wyraz twarzy mnie przerażał.
Zamarłam.
Wszystko działo się jakby po za mną. Czułam jedynie świdrujący wzrok „matki”. Wyciągnęła do mnie rękę i poruszyła ustami. Jej wypowiedź była jednak niema. Nie usłyszałam żadnych słów.
         - Coś ty zrobiła?! – Taki patrzył na mnie przerażony. Jego przyjaciel zdołał opanować płomienie i leżał na podłodze ze spalonym ramieniem.
- Ja… Ja przepraszam! – Krzyknęłam. Jak stałam tak wybiegłam. Zapomniałam nawet o plecaku od Kei’ego.
         Rzuciłam się do ucieczki z prędkością, na jaką tylko pozwalały mi moje nogi.
Znowu to zrobiłam. Znowu skrzywdziłam człowieka! Jestem okropna! Dlaczego?! Nie chciałam im zrobić nic złego! A spaliłam rękę tego chłopaka! Zawsze leczyłam ludzi, więc dlaczego teraz ich ranię?!
         Potrzebuję spokoju. Nie mogę już dłużej wytrzymać tego wszystkiego. Co ze mną nie tak? Dlaczego mimowolnie tworzę ogień?!
         Pobiegłam do świątyni. Postanowiłam tu okiełznać swoje nerwy. Każdy bał się tego miejsca, ale dla mnie było idealne. Ciche i suche. Co prawda otoczone przez wiele duchów, ale żaden nie miał odwagi przekroczyć drzwi świątyni.
          Usiadłam w kącie budynku. Złożyłam ręce do modlitwy.
Błagam…
Niech to się wszystko skończy…
          Nie chcę być potworem! Chcę pomagać ludziom, żyć wśród nich! Nie chcę nikogo skrzywdzić!
Proszę.
Niech ktoś mi pomoże!

2 komentarze:

  1. No... niby coś nowego, ale jednak trochu się czuję, jakbym znowu czytała poprzedni rozdział :P Nie mniej jednak fajny był, już widać, że niedługo księżniczka znajdzie się w odpowiednim miejscu :3 No bo gdzie pójść jak nie do Asakury? Co z tego, że jeszcze nawet nie wiedzą o swoim istnieniu, ja wiem, że ona tam pójdzie (wie w sumie każdy, kto czytał poprzednią wersję XD). Anyway, mam jeszcze one-shot do dokończenia, więc się nie rozwodzę nad tym i czekam na kolejny rozdział.

    Pozdro!
    ~ Halley S.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale wiem, że rozdział jest tak jakby kontynuacją poprzedniego. Na tym blogu postanowiłam robić krótsze notki, ale wstawiać je częściej ;)
      Myślę też, że 5-6 stron czyta się przyjemniej niż 26 XD
      Po za tym, nic nie dzieję się bez przyczyny. Obie historyjki będą miały swoje konsekwencje w przyszłości ;)

      Usuń