środa, 15 marca 2017

7 września 2000 – czwartek (Ren)

         Przekląłem cicho pod nosem.
         Dopiero co wybrałem się, żeby trochę pobiegać, a tu nagle zerwał się ogromny deszcz.
         Nie to żebym bał się wody, ale wolałbym teraz nie zachorować.
         Znalazłem schronienie w starej, zniszczonej świątyni.
         Otworzyłem drzwi i usiadłem na podłodze, zwieszając nogi na zewnątrz. Tępym wzrokiem patrzyłem na padające z nieba krople.
         - To ty… - Usłyszałem cichy głos z wnętrza świątyni. Zmarszczyłem brwi.
Pod ścianą siedziała dziewczyna ubrana w jasno-różową bluzę z kapturem i nadrukiem w kształcie cyfry „3”. Na nogach miała szare dżinsy. Jej długie, kasztanowe włosy spływały po ramionach. Była skulona. Obejmowała ramionami swoje kolana.
Poznałem ją.
To ona przyniosła mi portfel.
- Co tu robisz? – Prawie warknąłem. Sam zdziwiłem się barwą swojego głosu.
Mogłem usprawiedliwić się szokiem. Od kilku dni ta dziewczyna chodzi mi po głowie, a tu nagle pojawia się za moimi plecami. 
Spojrzałem na nią uważnie. Była niezwykle speszona. Wzrok skupiła na swoich butach, a rękoma bawiła się „sznurkami” od kaptura. Westchnąłem ciężko. Nie chciałem na nią krzyczeć!
Podszedłem pod ścianę, przy której siedziała szatynka. Usiadłem na podłodze nieopodal.
- Przepraszam. Nie wiedziałam, że ktoś jeszcze odwiedza tę świątynię. – Dziewczyna spojrzała na mnie. Jej oczy były niesamowite – ogromne i jasne. Można było się w nich zatracić.
- Schowałem się tu tylko przed deszczem. – Wyjaśniłem już spokojniejszym, ale nadal hardym tonem. Chwilę milczeliśmy. – Jak się nazywasz?
- Mów mi Kati. – Uśmiechnęła się uroczo. Wyciągnęła do mnie rękę, ale cofnęła gest równie szybko, jak go zaczęła. Zaczerwieniła się po same czubki uszu.
Siedzieliśmy w milczeniu, któremu wtórował bębniący o dach deszcz.
Przeklinałem siebie w myślach. Nie potrafiłem zacząć rozmowy, chociaż po głowie krążyło mi wiele pytań. Co ona tu robi? Skąd się wzięła? Dlaczego siedzi tu całkiem sama? Ma rodzeństwo? Do jakiej szkoły chodzi? Jaką muzykę lubi? I w sumie najważniejsze pytanie… Dlaczego do jasnej cholery mnie to wszystko interesuje!?
Kati chyba wstydziła się tego gestu z ręką. Wepchnęła dłonie pod pachy, tak jakby chciała je przede mną ukryć.
- Mistrzu Ren, An… - Obok mnie zmaterializował się Bason.
Kiedy tylko to zrobił, dziewczyna odsunęła się ode mnie i wtuliła w ścianę. Jej oddech przyspieszył, a źrenice skurczyły się do minimalnych rozmiarów.
- Odejdź stąd! – Krzyknęła do Bason’a.
Kati narzuciła kaptur na głowę i zakryła rękoma uszy. Skuliła się w pozycję embrionalną. Podkuliła kolana pod brodę, zacisnęła mocno powieki. Drżała ze strachu.
Spojrzałem na Bason’a. Ten wzruszył ramionami, po czym - żeby nie straszyć dziewczyny - zmienił się w formę ducha.
- Kati… - Podszedłem do dziewczyny na kolanach. Usiadłem obok niej i złapałem za dłoń. Lekko ją odciągnąłem, aby mogła mnie wysłuchać. – Widzisz duchy?
Skinęła głową. Otworzyła oczy, ale nie patrzyła na mnie. Widocznie podłoga była o wiele ciekawsza od mojej osoby.
- To przez nie jestem taka dziwna! Są straszne! Chcę, żeby wszystkie zniknęły! – Krzyknęła. Odsunęła się ode mnie, „uciekając” lekko w bok.
- Duchy nie są złe. - Szepnąłem. – Nie musisz się ich bać.
- Kłamiesz! – Spojrzała na mnie. Jej oczy były zaszklone, a po chwili łzy płynęły swobodnie po jej policzkach. Nie minęło kilka chwil, a rozpłakała się na dobre.
- Ej… Nie płacz… - Nie ukrywam, byłem trochę spanikowany. Nie wiedziałem co robić. Nie jestem dobrym pocieszycielem, a tym bardziej nie dla kobiet, które płaczą!
Nie myśląc dużo położyłem dłoń na jej kapturze. Wtedy stało się coś, czego nigdy bym się nie spodziewał. Kati nachyliła się i wtuliła głowę w mój tors. Na to nie byłem przygotowany! Nie wiedziałem co mam robić. Czasem Jun zasypiała oparta na moim ramieniu, ale to zupełnie co innego!
Automatycznie, objąłem ją. Kati była drobniutka. Jakbym ją ścisnął z całej siły, bez problemu mógłbym ją złamać! To pierwsza dziewczyna, która płacze w moich ramionach! Może to dość sadystyczne, ale w pewien sposób to mi się podobało. Mogłem bez żadnego zażenowania, czy też strachu ją przytulić. Przesunąłem dłoń na jej głowę i zsunąłem z niej kaptur. Zacząłem głaskać ją po włosach. Cała drżała i przypominała spłoszone zwierzątko. Szlochała głośno, tuląc się do mnie.
Musiała mieć bardzo przykre wspomnienia związane z duchami, skoro zareagowała tak na Bason’a. Chociaż… On dla szamanów wygląda groźnie, a co ma myśleć mała, bezbronna dziewczyna!
Deszcz powoli cichł, a wraz z nim szloch szatynki. Kati chyba zasnęła, ale nie miałem odwagi spojrzeć na jej twarz. Siedziałem zaparty plecami o ścianę, a ona leżała między moimi nogami, buzię chowając w mój tors. Bezwiednie objąłem ją ramionami. Zaśmiałem się cicho.
Fajnie byłoby mieć dziewczynę, żeby móc z nią tak posiedzieć. Myślałem zawsze, że mnie ten moment ominie, ale jednak nie. I na mnie – Wielkiego Ren’a Tao o sercu zimnym jak lód – przyszedł czas, kiedy chciałbym mieć kogoś bliskiego. Szczególnie, że od jakiegoś czasu mieszkam z parą narzeczonych.
Nie umiem jednak rozmawiać z dziewczynami. Większość mnie irytuje. Wiem, że w szkole wiele uczennic się we mnie podkochuje, ale… To nie one.
- Co teraz zrobisz, Mistrzu Ren? – Bason pojawił się nad moją głową.
- Poczekam aż wstanie, a potem z nią porozmawiam. – Wzruszyłem ramionami, udając zupełnie niezainteresowanego tematem.
- Tylko pamiętaj, żeby być miłym i na nią nie krzyczeć, ładnie się uśmiechaj i… - Ducha poniosła fantazja.
- Bason, czy ty widziałeś, żebym ja się kiedykolwiek ładnie uśmiechał?  - Westchnąłem poirytowany. Spojrzałem na mojego stróża. Ciekawe czy on przed śmiercią miał dziewczynę? Nigdy go o to nie pytałem…
- Hm… Zawsze możesz zacząć. – Wojownik był niezwykle podekscytowany.
- Znikaj stąd i nie denerwuj mnie! – Warknąłem.
- Oczywiście Mistrzu Ren  - Chińczyk rozpłynął się w powietrzu.
Westchnąłem ciężko. Co ja się z nim mam?
Trochę posmutniałem, kiedy duch odszedł. W świątyni zrobiło się bardzo cicho. Nawet deszcz przestał padać. Ten bez dźwięk przerwało burczenie w żołądku dziewczyny. Musiała być głodna. Ciekawe gdzie mieszka? Siedzi tu sama w taką pogodę, jest ubrana tylko w bluzę, ma kolegę złodzieja… Co z nią nie tak?
Dziewczyna poruszyła się. Podniosła głową i przetarła oczy rękoma złożonymi w pięści. Spojrzała na mnie zaspanymi oczami.
- Gdzie jestem? – Zapytała.
- W świątyni. – Przybrałem najbardziej sympatyczny wyraz twarzy jaki umiałem. Przynajmniej próbowałem…
Dziewczyna nagle się przestraszyła. Spojrzała na mnie ogromnymi, błyszczącymi z niepokoju oczami. Odsunęła się ode mnie.
- Nie zrobiłam ci krzywdy?! – Krzyknęła.
Nie wytrzymałem. Zacząłem się głośno śmiać. Kati chyba nie rozumiała, o co mi chodzi, bo wydała się naprawdę zmieszana.
- Uwierz mi, nie dasz rady mi zrobić krzywdy. – Pokręciłem głową z lekkim politowaniem.
Dziewczyna spojrzała na mnie z niepewnością. Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale jej brzuch odezwał się pierwszy. Kati od razu poczerwieniała na policzkach.
- Przepraszam!
Nic nie powiedziałem tylko wstałem w podłogi. Otrzepałem spodnie.
- Chodź. Zapraszam na obiad.
- Ale… - Dziewczyna spojrzała na mnie zdziwiona.
- No chodź! – Spojrzałem na nią zniecierpliwiony.
Kati nie sprzeciwiła się już. Wstała i ruszyła za mną. Wyszliśmy na ulicę. Temperatura nieco spadła, a na ziemi było widać mnóstwo głębokich kałuż.
– Od kiedy widzisz duchy?
         Zapytałem. Musze jej wytłumaczyć co to szamani i duchy stróże, żeby już tak się nie bała. Może pomoże nam znaleźć Księżniczkę?
- Od zawsze. – Wzruszyła ramionami, po czym uśmiechnęła się szczerze. – Jesteś pierwszą osobą, która to rozumie…
- Wiele osób widzi duchy. Mieszkam z przyjaciółmi, którzy mają z nimi bardzo bliski kontakt. Zresztą… Tak jak ja.
- Bliski kontakt? – Kati spojrzała na mnie zdziwiona. Chyba zainteresowała się tym tematem.
- Jestem szamanem. Mogę łączyć się z duchami, dzięki temu przyjmuje ich umiejętności i zyskuje niewyobrażalną moc. Bason to mój duch stróż. Z nim się najczęściej łączę. Bason, przedstaw się.
         Stanęliśmy. Wojownik pojawił się przed nami. Ukłonił się nisko szatynce.
- Miło cię poznać panienko. – Chińczyk spojrzał na dziewczynę. Ta schowała się za moimi plecami.
- Mi.. Mi również miło cię poznać… - Szepnęła niepewnie. Ukłoniła się, lecz nie wyszła zza mnie.
- Nie bój się, on ci nic nie zrobi. To mój przyjaciel. – Odsłoniłem dziewczynę.
- Mistrzu Ren, jestem twoim przyjacielem? – Wojownik momentalnie znalazł się kilka centymetrów od mojej twarzy. Jego oczy błyszczały nieograniczonym wzruszeniem. – Nigdy wcześniej tego nie mówiłeś!
- Wiesz że tak nie myślę! – Warknąłem. Nie chciałem się rumienić, ale kiedy tylko ktoś mówił o jakichkolwiek uczuciach, byłem niezwykle poirytowany. O takich „rzeczach” nie powinno się mówić publicznie!
- Ale, Mistrzu Ren, wiem że jest pan dobrym człowiekiem. Te wszystkie książki, które mistrz czytał, po…
- Zamknij się! - Wrzasnąłem. Spojrzałem na niego gniewnie. Bason cofnął się. Zrozumiał chyba, że naprawdę mnie zdenerwował. Zmienił się w formę ducha i poleciał za plecy szatynki.
Ta zaczęła się głośno śmiać. Rechotała w najlepsze. Poczułem się dziwnie. Nigdy wcześniej nie byłem w takiej sytuacji! Co ja mam niby z nią robić?
- Z czego się tak śmiejesz?! – Krzyknąłem.
- Wybacz…  – Wyprostowała się. Jej szczery uśmiech i wesołe oczy sprawiały, że cała promieniała. Spojrzałem na nią. Zamarłem zauroczony jej aurą. – Rzeczywiście, Bason. Nie wydajesz się być straszny…
- Dziękuję panienko. – Duch wydawał się równie szczęśliwy.
- Hm… Jesteś inny niż te duchy, które spotykam… - Szatynka tyknęła wojownika palcem. Widać było jej zachwycenie.
         Dusza na chwilę zamarła. Spojrzał na dziewczynę, po czym podleciał do mnie.
- To ona… - Szepnął.
         Moje źrenice się rozszerzyły. To ONA?! To ma być Księżniczka? To blade chuchro?! Ona nawet nie wie co to duchy i szamani!
- Coś nie tak? – Spytała, widząc moją zaskoczoną minę.
- Nie… Wszystko w porządku. Idziemy? – Ruszyłem przed siebie nie czekając na jej odpowiedź. Szedłem pierwszy, nie za bardzo wiedząc jak się teraz zachować. Właśnie idę z Księżniczką Duchów – najpotężniejszą osobą na Ziemi - po jednej z ulic Tokio. Znaczy… Osobą? Ona nie powinna być duchem? Co najgorsze, ona nawet nie zdaje sobie sprawy z tego kim jest.
- Zrobiłam coś nie tak? – Zapytała.
- Nie – powiedziałem automatycznie.
- Przestałeś się odzywać… A chciałabym cię o coś zapytać. – Przyznała szczerze.
- Pytaj o co tylko chcesz. – Spojrzałem na nią, wyrównując krok z dziewczyną.
- Nie rozumiem do końca kto to szamani, ale już trochę mi się przejaśniło. Ale chciałabym się zapytać jak wybiera się.. Jak to powiedziałeś? Ducha stróża? Każdy może być szamanem? Czy to jest wrodzona umiejętność? Dlaczego wszyscy nie widzą duchów? Można to zmienić? Czy…
- Coś dużo tych pytań. – Uśmiechnąłem się ironicznie.
- Przepraszam… - Dziewczyna schyliła nisko głowę.
- Nie musisz przepraszać. – Wzruszyłem ramionami.
         Stanąłem. Mijaliśmy właśnie jedną z okolicznych chińskich restauracji. Przyjrzałem się dokładnie szyldowi. Pewnie to nie będzie szczyt marzeń mojego podniebienia, ale nie powinno być źle.
- Może tu zjemy? – Zapytałem.
- Jak chcesz, Tao~san. – Ukłoniła mi się.
- Nie musisz być taka oficjalna. – Uśmiechnąłem się lekko. Jeśli to naprawdę Księżniczka… Głupio mi, żeby traktowała mnie wyżej siebie.
         Weszliśmy do środka. Zaprowadziłem dziewczynę do jednego z ukrytych za kotarą stolików. Tu będzie nam wygodniej rozmawiać. Widziałem, jak bardzo speszona jest Kati. Dziewczyna nie wiedziała jak się zachować. Miałem wrażenie, że pierwszy raz była w restauracji. Patrzyła na wszystko niepewnie. Jednak nie przypominała jakiegoś dziwnego „zjawiska”. Nie zachowywała się chamsko, czy niegrzecznie. Po prostu była zbyt nieśmiała.
- Wracając do tematu… - Zacząłem. – Co do twoich pytań, to ducha stróża wybiera sobie szaman. Ale nie jest to przypadek. Aby stworzyć dobrą drużynę, trzeba wytworzyć specjalną więź.
- Tak jak ty z Bason’em? – Zapytała z uśmiechem.
- Pozwól, że nie odpowiem na to pytanie… - Spojrzałem na ścianę obok.
- Nie rozumiem dlaczego chcesz to ukryć. Przecież to widać, że jesteś z nim silnie związany. - Dziewczyna przechyliła głowę, żeby mimo wszystko patrzeć mi w oczy.
- I nie zrozumiesz. – Uciąłem krótko. Jej zielone ślepia błyszczały zadowolone. Cieszyła się jak małe dziecko. Nie wiedziałem jak się zachować, więc złapałem na menu. Otworzyłem kartę i zacząłem czytać. Kati naśladowała moje ruchy. – Tak właściwie lubisz chińską kuchnię?
- Chyba nigdy jej nie próbowałam. – Przyznała spokojnie. – Chińskiego też nie znam, ale ty zdaje się wywodzisz się z Chin.
- Skąd wiesz? – Zapytałem nieco zdziwiony.
- Poznałam po nazwisku. Tao, to raczej nie jest japoński ród. - Sama się zarumieniła.
- Kati to też raczej nie japońskie imię. Skąd jesteś? – Zapytałem, chcąc wybadać sytuację jej pochodzenia.
Dziewczyna zarumieniła się. To chyba był dla niej ciężki temat.
- Ja…
- Witam. Czy gotowi są państwo złożyć zamówienie? – Do stolika podeszła wysoka, rudowłosa dziewczyna o piwnych oczach.
- Tak. – Powiedziałem pewnie. Spojrzałem na Kati. Ta chyba nie za bardzo wiedziała, czy jest na coś zdecydowana. Zaśmiałem się lekko. – Poproszę dwa razy smażony makaron z warzywami. Może być?
Skinąłem na Kati. Ta przytaknęła. Kelnerka poszła patrząc na nas z dziwnym uśmiechem. Chciałbym wiedzieć, co o nas pomyślała.
- Co panienka robiła w tej świątyni? – Obok mnie zmaterializował się Bason. Myśli, że ta zielonooka jest Księżniczką. Nie wiem czy to możliwe. Bo w jaki sposób dziewczyna z „marginesu” mogłaby być najważniejszą osobą na świecie?
- Um… Ja… Ukryłam się przed deszczem. – Skłamała. Widziałem to po jej zachowaniu. Poczerwieniała na twarzy. Nie wiedziała co zrobić z oczyma. Latały po całej restauracji, aby w końcu utkwić w obrusie.
- Dobrze wiesz, że to nieprawda. – Zaśmiałem się pokpiwająco.
- Wcale nie! – Zaprzeczyła.
- Ukrywałaś się przed kimś, bo twój kolega znowu zwinął komuś portfel? – Spojrzałem na nią zadziornie. Dlaczego muszę być w stosunku do niej taki… Oschły?
- Nie mów tak o Kei’m! – Krzyknęła wstając. Odsunąłem się niepewnie do tyłu. Trzeba przyznać, że ta mała ma temperament. Stojąc patrzyła na mnie gniewnie. – On naprawdę się stara! Robi wszystko, żeby lepiej się żyło jego rodzinie i mnie! Jest najlepszym chłopakiem na ziemi! Tak był złodziejem, ale to było przed tym jak wyleczyłam jego ojca!
         Dziewczyna spojrzała na mnie spanikowana i zakryła rękoma usta. Ludzie zaczęli niepewnie na nas patrzeć.
- Usiądź, ściągasz na siebie wzrok innych, a ja nie lubię być w centrum uwagi. – Powiedziałem w miarę spokojnie. Szatynka wykonała polecenie. – Uleczyłaś go?
- Nie, ja... Nie zadawaj tylu pytań. – Poprosiła. W jej oczach znowu zaczęły pojawiać się łzy. Spojrzała niepewnie na swoje dłonie. Szybko ukryła je w kieszeniach bluzy.
         Przez dłuższą chwilę siedzieliśmy w milczeniu. Trwało ono aż nie przynieśli nam jedzenia. Po krótkim „itadakimas” zacząłem jeść, obserwując zza grzywki dziewczynę. Ta patrzyła na talerz tępym wzrokiem.
Niepewnie wzięła pałeczki i zaczęła jeść. Pierwszy kęs jadła powoli, rozkoszując się smakiem. Potem zaczęła wrzucać w siebie kawałki potrawy, jakby zaraz ktoś miał jej zabrać talerz.
- Przepyszne. – Znowu się do mnie uśmiechnęła, a mi na chwilę stanęło serce. Cieszyłem się, że mogłem jej pomóc. Nie rozumiałem tylko, dlaczego aż tak bardzo mi dobrze, widząc uradowany wyraz twarzy zielonookiej. – Dawno nie jadłam nic ciepłego! To znaczy… No…
         Po tych słowach znowu się speszyła. Poczerwieniała i spuściła głowę. Widziałem jej zakłopotanie. Nie wytrzymałem i zaśmiałem się.
- Nie umiesz kłamać. – Powiedziałem patrząc w jej oczy. – Pomieszkujesz w świątyni?
- Nocowałam tam ostatnio… - Przyznała się w końcu. Odłożyła pałeczki obok pustego talerza. – Nie chce mieszkać w rodzinnym domu. Odkąd zmarła Aizawa~san, jej duch cały czas siedzi na kanapie. Boje się, że coś mi zrobi w nocy. Kei kilkadziesiąt razy proponował, żebym zamieszkała u niego, ale on ma swoje problemy, nie mogę cały czas mu zawracać głowy. Ciężko pracuje, żeby pomóc w utrzymaniu rodziny. Od kiedy jego tata wrócił do pracy jest lepiej, ale i tak daleko im do życia w luksusie.
- Uleczyłaś ojca złodzieja?
- Kei’ego… - Mruknęła dziewczyna. Spojrzała na swoje ręce. – Od dawna mam ten dar. Od dziecka… Potrafię leczyć rany. Zawsze pomagałam innym, kiedy tylko tego potrzebowali, ale ostatnio… Dzieje się ze mną coś złego.
- Coś złego? – Powtórzyłem chcąc „pociągnąć” ją za język.
- Ostatnio zaczęłam… Nieświadomie wytwarzać płomień. – Mruknęła. – Czasem po porostu ręce mi stają w ogniu. Nie wiem jak nad tym zapanować.
- A ta Aizawa~san to twoja matka? – Zapytałem. Może wyszło na to, że zignorowałem jej wcześniejszą wypowiedź, ale chciałem się upewnić czy to może być Księżniczka, chociaż już wiele na to wskazywało.
- Nie. Sama dokładnie nie wiem skąd się wzięłam u nich w domu. Po prostu od zawsze z nimi mieszkałam, ale wiem, że nie jestem biologiczną córką państwa Aizawa. - Zamyśliła się.
         Przypatrzyłem się jej uważnie. Czy to naprawdę może być nasza Księżniczka? Nie wygląda zbyt „królewsko”. W sumie Horo czy Ryu też nie wyglądają na dobrych szamanów… Już nic nie mówiąc o tym leniu, z którym mieszkam.
- Moja przyjaciółka zna się na takich paranormalnych sprawach. – Wypaliłem. W sumie nie skłamałem, Anna naprawdę jest dobra w duchowo-szamańsko-ludzkich relacjach. – Jeśli tylko chcesz, możesz z nami zamieszkać.
- Zamieszkać? – Zapytała zdziwiona.
- No tak… Coś w tym dziwnego?
- Zazwyczaj nowo poznani mężczyźni nie proponują mi mieszkania… - Spojrzała mi prosto w oczy.
- Uwierz mi, w tym domu nie takie spotkania się zdarzały. – Zaśmiałem się lekko. – Formalnie należy do Yoh, ale mieszka tam jego narzeczona, ja i jeszcze jedna przyjaciółka. Codziennie przychodzi do nas Manta, ale czasem odwiedza nas też Ryu z bandą Beznadziejnych i Horo z Pilicą. Layserg i moja siostra Jun. Choco i Faust i… Matko naprawdę nas dużo…
         Zacząłem wszystkich zliczać. Uśmiechnąłem się i opowiedziałem dziewczynie historię (którą sam słyszałem od Asakury) jak to Yoh zgarnął z ulicy Horo. Oczywiście pominąłem tę część o zombiakach mojej rodziny. Po co ją straszyć od początku?
- Po za tym… - Ciągnąłem swój wywód. – Chyba lepsze mieszkanie z nami, niż w tej zimnej, ciemnej świątyni, nie?
- Masz racje, Tao~kun… - Spojrzała na mnie niepewnie.
- Możesz po prostu mówić Ren. – Uśmiechnąłem się. Poprosiłem kelnerkę o rachunek. Zapłaciłem z napiwkiem, po czym wraz z Kati wyszliśmy z restauracji.
         Czułem rozpierającą mnie na wskroś dumę. W końcu to ja znalazłem Księżniczkę!
- Jesteś pewien, że mogę z tobą iść? Twoi przyjaciele nie będą mieli nic przeciwko? – Zapytała nieśmiało.
- Inaczej bym tego nie proponował. Jedna osoba mniej czy więcej naprawdę nie zrobi różnicy. – Chciałem ukryć swój uśmiech, ale chyba do końca nie zdołałem. Skoro znalazłem Księżniczkę, pewnie niedługo rozpocznie się Turniej Szamanów. A to oznacza spotkanie z wszystkimi przyjaciółmi. Znowu będziemy mieszkać z tą całą równie dziwną jak i najlepszą gromadką. – Anna z chęcią cię pozna. Po za tym nawet jak się nie zgodzisz i tak cię zabiorę.
Zagroziłem. Dziewczyna zaśmiała się szczerze.
- Tak więc chyba pójdę po dobroci, żeby nie zostać porwaną. – Puściła mi oczko.
Szliśmy powoli, bez pośpiechu. Na podwórku nie było zbyt ciepło.
Spojrzałem na dziewczynę. Ja miałem na sobie swój płaszcz, w przeciwieństwie do Kati, która szła jedynie w bluzie.
- Nie zimno ci? – Rzuciłem mimochodem.
- Nie. – Mimo swoich słów wcisnęła ręce do kieszeni. Dokładnie obserwowałem jej ruchy. Przy jej masie ciała musiałaby chodzić w kożuchu, żeby nie zmarznąć. Tak na oko ważyła z… Trzydzieści kilo? – Kei ostatnio dał mi to ubranie, więc jest dobrze. I dzięki tobie kupił mi te buty.
         Spojrzałem na nią zdziwiony. Podniosłem jedną brew do góry, nie za bardzo rozumiejąc o co jej chodzi.
- Kupił je za ukradzione ci pieniądze… - Mruknęła chowając głowę w opuszczony kaptur. Miała wypieki na policzkach. – Skłamałeś mi wtedy.
- A miałem inne wyjście? – Zaśmiałem się lekko. – Tak właściwie jesteś naprawdę niezwykła. Nikt by nie wkopał własnego przyjaciela, oddając komuś ukradziony portfel.
- Przecież nikogo nie „wkopałam”! – Tupnęła nogą, aby pokazać że ma rację. – Przecież nie zgłosiłeś tego na policję!
- Ale mogłem. – Wzruszyłem ramionami.
- W sumie… Nawet nie miałbyś co im powiedzieć. – Zastanowiła się. Patrzyła w niebo zamyślonymi oczami. – Ukradziono mi portfel, ale potem mi go oddano? I nasz rysopis? Nawet nie powiedziałam ci ani imienia, ani nazwiska…
- W sumie masz rację. – Westchnąłem ciężko. – Ale przynajmniej moje pieniądze nie poszły na alkohol ani papierosy.
         W sumie nawet się cieszyłem, że sprawy tak się potoczyły. Ta dziewczyna jest naprawdę miła, niezbyt denerwująca i niewysoka. Być może to Księżniczka Duchów, więc zaszczytem jest wyłożenie pieniędzy na jej buty.
         Nagle zielonooka zaczęła padać. Najprawdopodobniej potknęła się o własną nogę, bądź za rozwiązaną sznurówkę. Automatycznie złapałem ją za rękę i przyciągnąłem do siebie. Wpadła prosto w moje ramiona.
         Czułem jak moje policzki mnie pieką. Matko jestem poważnym szamanem, a zachowuje się jak jakiś zakochany dzieciak! Zaraz…
Zakochany? Czy mnie pokręciło?
         Szybko postawiłem dziewczynę „na nogi”. Wyglądała na równie niepewną i zagubioną co ja. Idąc dalej mało się odzywaliśmy. Patrzyłem na nią ukradkiem, a ona na mnie.
         Nie mogę się doczekać, aż Anna i reszta ją poznają. Ciekawe czy to naprawdę jest Księżniczka?
Może to, że ją spotkałem to nie przypadek? 

2 komentarze:

  1. Yaaay! New chapter! Imma reaaad :3
    Just kidding, already read this... And I should probably switch to Polish... Give me few minutes.
    ***
    Ok, już przełączyłam się na polski... A więc... Fajnie, że Kati i Ren się znowu spotkali, zaczynam już powoli shippować tą dwójkę :P Anywaay... Podobał mi się opis relacji Bason-Ren i Bason-Kati, ładnie to wyszło.
    I czy ja muszę mówić, że to było oczywiste, że zabierze ją ze sobą? Co prawda nie spodziewałam się, że już teraz odkryje, że jest tą całą księżniczką, ale jest ok. I czy tylko ja sobie wyobrażam, że Rati (postaram się wymyślić lepszy shipname, ale póki co, zadowalaj się tym) wejdzie do domu i od progu Yoh z tekstem "Znajoma Rena... Który chcesz pokój?" Czy coś w tym stylu :P Bo Yoh to niby czytać w myślach nie umie, ale sprawia takie wrażenie... A może jednak czyta i nikt nie wie? Anyway, ja się właśnie tego spodziewam, a jak będzie, to nie mam pojęcia (ale serio, fajnie by było, gdyby już od progu jakimś cudem wiedział, po co Ren przywlókł Kati do jego domu).
    Dobra, nie mam pomysłu na dalszy ciąg, więc zakończę to, zanim się totalnie pogrążę...

    Pozdro!
    ~ Halley S.

    OdpowiedzUsuń
  2. hej :) jestem tu pierwszy raz, ale pamiętam że kiedyś też czytałam bloga o Kati i Ren`ie i bardzo go lubiłam :) ta 4 część podobała mi się najbardziej spośród wszystkich jakie do tej pory opublikowałaś może dla tego, że tamte były bardziej przejściowe no i ze względu na fakt, że Ren znalazł księżniczkę :D Jestem pod wrażeniem w jaki sposób go opisujesz, bo zarówno on jak i Horo są dla mnie trudni w pisaniu i nie raz zajmuje mi sporo czasu zanim się wdrożę w postać :) Podoba mi się również jak fajnie łączysz fakty, że Kati nie wie w sumie kim jest, nie wie skąd ma te moce i te ogniste dłonie to domyślam się że są związane z Wielkimi Duchami?
    Yoh zapewne nawet nie zauważy, że nowa osoba z nimi zamieszka :P Jestem ciekawa co powie Anna i czy wyczuje, ze to księżniczka :)
    Zapraszam również do siebie na bloga http://hoshi-no-seichi.blogspot.com/ (są dwa opowiadania, które się ze sobą nie łączą więc to pierwsze możesz pominąc bo nie jestem z niego dumna :P... oczywiście jeśli masz zamiar czytać ;))
    Pozdrawiam Aomori

    OdpowiedzUsuń