Ten
chłopak był dla mnie zagadką. Kto normalny po jednym spotkaniu proponuje
mieszkanie nieznanej dziewczynie? No dobra, precyzując, to było nasze drugie
spotkanie, ale oddawanie portfela, nie mogę nazwać udaną wizytą.
Nie
czułam od niego żadnych negatywnych intencji. Wręcz przeciwnie. Biła od niego
swojego rodzaju pewność i troska. Nie mam pojęcia dlaczego… W końcu nie znał
mnie, nie był moją rodziną ani żadnym urzędnikiem, który mógłby zajmować się
sprawami socjalnymi. Mógł donieść na mnie na policję, czy coś w tym stylu. Nie
zrobił tego.
Ciekawe,
czy naprawdę będę mogła dzisiaj zasnąć w łóżku? Obiad, który zjadłam był
zbawienny! Głód doskwierał mi od dawna, nawet nie pamiętam kiedy tak się
najadłam! Tylko jak ja mu się odwdzięczę? Może, jak będę miała dom znajdę
gdzieś jakąś pracę? Wtedy wszystko mu oddam! Co do grosza!
Spojrzałam
ukradkiem na Ren’a. Nasze spojrzenia się spotkały – też patrzył na mnie kątem
oka. Speszyłam się mocno i spuściłam wzrok. Na ciele jeszcze czułam jego
dłonie, kiedy powstrzymał mnie przed upadkiem. Jest taki miły...
- Tylko się nie
przestrasz. – Uprzedził mnie z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Czego? – Zapytałam
niepewnie. Wcisnęłam ręce mocniej w kieszenie, z nerwów nie wiedząc co z nimi
robić.
- W tym domu oprócz
Bason’a, jest jeszcze… Kilka duchów.
- Kilka? – Dopytałam
się, nie rozumiejąc co ma na myśli.
- Nasz dom jest trochę
nawiedzony, ale nie przejmuj się. Żaden duch ci nie zrobi krzywdy. – Wyjaśnił.
– To tuż za rogiem.
Ucieszyłam
się z tego stwierdzenia. Przeszliśmy kawał drogi od świątyni do restauracji i
od restauracji tutaj. Czułam się zmęczona.
Jedynie
mój mózg działał na najwyższych obrotach. Tak bardzo się stresowałam! Co
powiedzą ci ludzie? A jak mnie nie polubią? I od razu wyrzucą? Może lepiej nie
podejmować próby zamieszkania tutaj?
- Dlaczego się
zatrzymałaś? – Tao stanął przede mną.
Nieświadomie
zrobiłam przystanek tuż przed bramą wejściową na posiadłość. Zaczęłam dłubać
czubkiem buda w chodniku. Nie zdążyłam jednak odpowiedzieć na jego pytanie.
- Cześć Ren! Kto to? –
Odwróciłam głowę w drugą stronę. Stał tam chłopak mniej-więcej w wieku Ren’a,
tylko nieco od niego wyższy. Miał długie, brązowe włosy upięte w wysoki kucyk i
pomarańczowe słuchawki na uszach. Ubrany był w biały T-shirt i ciemne dresy. Na
nogach miał tradycyjne, japońskie klapki. Podniósł rękę do góry– Ja jestem Yoh!
- K-kati. – Wyjąkałam.
Ukłoniłam się w pas. – Miło mi cię poznać!
- Mi cie… - Chłopak
chciał coś powiedzieć, ale Tao nagle mu przerwał.
- Beze mnie zacząłeś
popołudniowy trening?! – Krzyknął oburzony.
- To nie ładnie z
twojej strony, Mistrzu Yoh… - Duch stróż Ren’a zmaterializował się obok
szatyna.
- Nie wtrącaj się
Bason. – Wtedy zobaczyłam drugą duszę.
Wysoki samuraj z dwoma
mieczami u boku. Mimo broni wyglądał bardzo przyjaźnie. Jednak i tak się trochę
wystraszyłam.
- Wybacz Ren. Wróciłem
wcześniej i Anna… Z nią się przecież nie dyskutuje! Zresztą, przecież wiesz… -
Czarnooki podrapał się z zakłopotaniem po głowie.
- Wiem. – Złotooki
zaśmiał się wesoło i przyjacielsko uderzył lokatora w ramię.
– A kim jest twoja nowa
przyjaciółka?
- To Kati. Poznałem ją
dzisiaj na mieście. Ma problem z duchami… - Tao nachylił się lekko i szepnął
coś koledze na ucho. Temu źrenice mocno się rozszerzyły. Uśmiechnął się
szczerze.
- No tak… Poszczęściło
ci się. – Szatyn uśmiechnął się do Chińczyka. Zrobił krok w przód i położył mi
rękę na ramieniu. – Nie bój się. To Amidamaru, mój duch stróż.
- Witaj. – Samuraj
ukłonił mi się nisko. Zdziwiło mnie to, jednak możliwe, iż w latach, w których
żył, inaczej traktowało się dziewczyny.
- Nie wyglądasz groźnie
Amidamaru. Znaczy… To chyba nie jest komplement dla wojownika, co nie? –
Zapytałam, z zakłopotaniem drapiąc się po głowie.
- Pasujesz do naszej
ekipy. – Yoh zaśmiał się wesoło. – Chodź, poznasz Annę.
Szatyn
popchnął mnie do wnętrza bramy. Przeszliśmy się niezbyt długą ścieżką, aż do
drzwi wejściowych. Yoh puścił mnie pierwszą. Zanim stanęliśmy w przedpokoju
wszyscy zdjęliśmy buty.
- Anno, jesteśmy! –
Szatyn krzyknął ze szczerym uśmiechem na ustach. – I mamy gościa!
- Chłopaki! Już
wróciliście? – W korytarzu pojawiła się nowa postać. Niewysoka dziewczyna o
różowych włosach, sięgających jej lekko za ramiona. Miała na sobie fartuszek.
Uśmiechała się od ucha do ucha. Jej wzrok głównie skupił się na mnie, chociaż nie
umknęło mojej uwadze, jej przelotne spojrzenie na Ren’a. – Czy to…?
- To Kati. – Złotooki
położył mi rękę na ramieniu.
- Gościa? – W korytarzu
pojawiła się druga dziewczyna. Blondynka, nieco wyższa od lokatorki, ubrana w
bardzo podobny sposób. O czarnych, przenikliwych oczach. Patrzyła na mnie z
początku surowo, aby potem uśmiechnąć się delikatnie. – Tamao, dostaw jeszcze
jedno nakrycie do stołu. Wygląda na to, że nasza nowa koleżanka, trochę tu
zostanie.
- Dobrze. – Różowowłosa
skinęła głową i zniknęła za drzwiami.
- Nazywam się Kyoyama
Anna. Miło mi cię poznać. – Czarnooka skinęła na mnie głową. To było dla mnie
dziwne.
- Dziękuję za waszą
gościnność. – Powiedziałam, kłaniając się w pas.
- Daj spokój Kati. Chodź,
zjemy coś. – Tao popchnął mnie lekko do przodu.
Grzecznie
usiadłam z nimi do stołu. Byłam speszona i niepewna, jak jeszcze nigdy. Było mi
niezwykle niezręcznie, ponieważ mój żołądek był pełen. Z jednej strony głupio mi
było odmówić posiłku, a z drugiej nie mogłam wcisnąć w siebie już ani kęska.
Reszta
rozmawiała wesoło na codzienne tematy. Głównie odzywali się chłopaki. Ren nie
mógł wybaczyć przyjacielowi, że ten nie poczekał na niego z bieganiem.
- Jeśli ci nie smakuje,
nie musisz jeść. – Kyoyama zwróciła się do mnie. Na pewno spostrzegła, że od
jakiegoś czasu dłubie pałeczkami w misce.
- Jedzenie jest
naprawdę dobre. – Uśmiechnęłam się śmiało. Spojrzałam ukradkiem na Tao. – Po
prostu Ren zabrał mnie na obiad i nie jestem głodna.
- Więc to twoja wina
Ren. – Blondynka napiła się zielonej herbaty z kubka patrząc złowrogo na Tao.
Ten tylko się zaśmiał. Kyoyama odstawiła naczynie na stoł i ponownie zwróciła
się do mnie. – Rozumiem, że teraz zamieszkasz z nami?
- Zapraszacie tak do
domu każdego bezdomnego, czy jestem jakaś wyjątkowa? – Zapytałam dość wesoło.
- Każdego – odpowiedział
szybko złotooki. Spojrzał na swoich przyjaciół. - W końcu Horo też
przygarnęliście…
- Ciebie też. – Zaśmiał
się Yoh.
Tao
poczerwieniał i mruknął coś niewyraźnie pod nosem.
- Jesteś jakaś dziwna…
- Obok mnie nagle pojawił się wielki szop w dziecięcej pieluszce. Podskoczyłam
jak oparzona.
- Jesteś jakimś
szamanem, medium czy coś? – Przed moją twarzą pojawił się wyszczerzony na
mordce lis.
- Konchi! Ponchi! –
Tamao spojrzała na duchy karcąco. – Nie straszcie naszego gościa!
- My jej nie straszymy…
- Szop wzleciał ku górze, dłubiąc sobie w nosie.
- My się po prostu
nudzimy… - Lis wziął moje pałeczki i zaczął nimi mieszać w misce.
- Ile razy mam
powtarzać, żebyście nie przeszkadzali przy jedzeniu! – Wrzasnęła zdenerwowana
Anna. Złapała rude zwierzę za głowę i cisnęła nim o ścianę. Po chwili chwyciła
za ogon Ponchi’ego. Ten wylądował na podłodze. – Nigdy się nie nauczycie
kultury?!
- Wybacz Anno, to moja
wina. Chyba źle ich trenuje… - Różowowłosa podbiegła do szopa i podniosła go z
ziemi.
- Powtarzasz to od
kilku lat. – Prychnęła blondynka. – Oni są po prostu niewychowywalni…
- W ogóle dlaczego
zostali twoimi stróżami? – Westchnął Ren. – Bez nich byłabyś o wiele lepszą
szamanką.
- Jak śmiesz tak mówić!
Po prostu nigdy nie widziałeś naszej Tamci w akcji! - Wrzasnął Lis.
- Właśnie! Teraz jak
się zacznie turniej szamanów, pokażemy ci, skośnooki kurduplu! – Wrzasnął
trzymany na rękach dziewczyny duch.
- Ponchi, nie możesz
tak mówić! – Różowowłosa zarumieniła się po same czubki uszu. – Przepraszam
Ren…
- Zaraz go zmiażdżę! –
Tao miał już rzucić się na zwierzaka, ale powstrzymał go Yoh.
- Daj spokój, nie
wściekaj się aż tak… - Zarechotał szatyn. – Ciebie też chyba roznosi energia…
- Co to jest turniej
szamanów? – Zapytałam zaciekawiona.
- Wyjaśnię ci to
podczas kąpieli. – Anna odłożyła pałeczki. – Dziś my zajmujemy basen. I nie
ważcie się podglądać!
Chłopaki
oburzyli się na to stwierdzenie. Ja zaśmiałam się cicho. Ale tu jest wesoło!
Tak
jak wcześniej Kyoyama wspomniała, po jedzeniu nadszedł czas kąpieli.
Zarządziła, że skoro ona z Tamao gotowała, to chłopaki muszą pozmywać. Ci nie
kłócili się z nią ani chwili. Grzecznie posprzątali ze stołu, zajmując miejsce
przy zlewie.
Kyoyama
zabrała mnie i swoją lokatorkę. Zaprowadziła nas do ogromnej łaźni, z której
było wyjście na ogród. Naprawdę w najśmielszych snach nie spodziewałam się, że
będzie mi dane spokojnie wypoczywać sobie w basenie z podgrzewaną wodą. Tak po
prostu we trójkę, razem z dwiema koleżankami.
Z początku
rozmawiałyśmy tylko na przyziemne tematy. Potem Anna opowiedziała mi o duchach
i szamanach. Wyjaśniła kim jest medium i kto należy do Rady Szamanów. Mówiła i
mówiła, a ja rozumiałam tylko trzy czwarte przesyłanych do mnie informacji.
Tamao
potakiwała blondynce. Kilka razy wtrąciła coś niepewnie. Dowiedziałam się, że
ma niezwykły dar przewidywania przyszłości. Bardzo mnie to zaintrygowało.
- Zawsze chciałam mieć
moc panowania nad czasem. – Zaśmiałam się cicho.
- Nie panuje nad
czasem… Mam tylko przebłyski tego, co się stanie. – Westchnęła cicho
dziewczyna. – Jeszcze długa droga przede mną, póki stanę się dobrym szamanem…
- Nie może być tak źle!
– Uśmiechnęłam się szczerze. – Na pewno jesteś super!
- Super to jest Yoh
albo Ren. Albo Anna. Ja jestem zwykłym przeciętniakiem… - Tamao zanurzyła się
nieco bardziej w wodę.
- Nigdy nie staniesz
się dobra, jak nadal będziesz tak mówić. – Westchnęła ciężko Anna. – Trzeba być
pewną siebie.
- Łatwo ci mówić… -
Szepnęłam. Nie chciałam tego mówić na głos, ale czując na sobie wzrok blondynki
zrozumiałam, że one usłyszały moje wzdychanie. Poczerwieniałam na policzkach. –
Nie miałam nic złego na myśli, Anno. Po prostu czuję jaka jesteś silna. Twój
duch jest nieustępliwy i potężny. Ty nie wiesz co to strach przed porażką…
- Kiedyś taka nie
byłam. Zmieniła mnie moja mentorka Asakura Kino. Poznasz ją niedługo.
- To babcia Yoh. –
Wyjaśniła Tamao. – Jest naprawdę potężna. Uczyła też i mnie.
- Może i mnie czegoś
nauczy. – Powiedziałam na głos.
- Jesteś szamanką? –
Zapytała Anna.
- Nie – Zaśmiałam się.
– O was dowiedziałam się dopiero dzisiaj od Ren’a, ale… Od dziecka umiem
uzdrawiać ludzi i zwierzęta. Zdążyłam to opanować i nawet nieźle sobie radzę.
Ale ostatnio… Coś się zmieniło.
- Co takiego? – Kyoyama
wyglądała na naprawdę zainteresowaną.
Przez
sekundę zawahałam się, jednak nie znalazłam przeciwwskazań, aby wyjawić im mój
sekret.
- Miałam tak tylko dwa razy.
Z moich dłoni po prostu… Po prostu buchał ogień. Jak z jakiegoś palnika. Nie
miałam nad tym kontroli. Nie mogłam nic z tym zrobić. Bardzo się boję, że to
się powtórzy…
- Nie musisz. Przy nas
ci się nic nie stanie. – Zapewniła Anna.
- Nie boję się o siebie,
tylko o innych… - Westchnęłam ciężko.
- Tym też nie musisz
zawracać sobie głowy. Zrobimy wszystko, żebyś poczuła się pewnie i zaczęła nad
tym panować. Nauczę cię co tylko wiem o świecie duchów i co może być związane z
twoimi umiejętnościami. A teraz koniec tego dobrego. Musimy wychodzić.
W
sumie moczyłyśmy się w wodzie od prawie godziny i już przyszła pora aby wyjść
„na ląd”. Dostałam od Anny w prezencie białe kimono. Umyłyśmy zęby i poszłyśmy
na górę do pokoju dziewczyn. Po drodze zajrzałyśmy na chwile do salonu. Kyoyama
upomniała chłopaków, aby też już się kładli. Potem weszłyśmy do naszej
sypialni. Była prześliczna! Może nie było w niej ani zbyt dużo mebli, ani zbyt
wiele dekoracji, ale… Było tu ciepło i przytulnie. Atmosfera panująca wśród
przyjaciół sprawiała, iż nie trzeba było im żadnych wygód. Wystarczyła sama
obecność drugiej osoby.
Po za tym dla mnie to
był prawdziwy pałac. O wiele lepszy niż zimna podłoga w starej świątyni.
- Dobranoc dziewczyny!
– Krzyknął Ren przez zamknięte drzwi.
- Dobranoc –
odpowiedziałyśmy chórem.
Uśmiechnęłam
się sama do siebie. To dzięki niemu się tu znalazłam. Dzięki niemu moje życie
ma szansę zmienić się na lepsze. Gdyby nie znajomość z Ren’em, siedziałabym teraz
głodna w starej, spróchniałej świątyni.
Nagle mnie
coś tknęło. Wstałam z tatami i wyszłam na korytarz. Na końcu korytarza stał
Tao, który kierował się w stronę pokoju dzielonego z Yoh.
- Ren! Zaczekaj! –
Podbiegłam w jego stronę.
- Tak? – Zapytał z
lekkim uśmiechem na ustach.
- Ja… Jeszcze ci nie podziękowałam.
– Podeszłam do chłopaka i ukłoniłam się nisko. Czułam jak moje policzki
zaczynają piec. – Dziękuję…
- Nie masz za co… To
sama przyjemność.
Podniosłam
się. Staliśmy tak dłuższą chwilę, patrząc na siebie.
- Dobranoc Kati. –
Usłyszałam ciepły głos złotookiego.
- Dobranoc, Ren.
Lekko mu się ukłoniłam,
po czym szybkim krokiem, ruszyłam w stronę pokoju dziewczyn.
Czuję, że przede mną
buduję się nowa, lepsza przyszłość!
Fajny rozdział, ale skomentuję go, jak wrócę ze szkoły :P
OdpowiedzUsuńAj, no i zapomniałam to skomentować. UGH... Gomene ^^'No dobra... Tak po pierwsze: to nie są klapki, tylko drewniaki :P
UsuńNiezbyt podobało mi się zachowanie Anny. Trochę jak nie ona, jeśli by mnie spytać. Rozumiem, Kati jest kobietą i to jasne, że będzie traktowana nieco inaczej niż chłopcy, no ale... nie podeszło mi to :/ To samo mogę też powiedzieć jeśli chodzi o Yoh. No... no nie czuję ich charakterów T.T Po prostu takie pustaki, którym na siłę wkłada się w gębę odpowiednie słowa. Poza tym - od kiedy Yoh ma długie włosy? Zapuścił? Bosh... ja nawet nie wiem, ile od turnieju minęło... Ale chyba niezbyt dużo, prawda?
No i Kati... Uhh, no i co ja mam z tobą zrobić, co? Gomene, Kenami, ale po dzisiejszym rozdziale Kati wydaje mi się nieco... nudna... W poprzednich rozdziałach bardziej mi się podobała, ale w tym... no niezbyt... I w dodatku jej relacja z Renem... Mówiłam ci już, że nie lubię, jak postacie za szybko się ze sobą schodzą, prawda? Tutaj niestety mam wrażenie, że stanie się to już w kolejnym rozdziale. Ja nie chcę T.T
Jedynym plusem tego rozdziału jak dla mnie jest "występ" Ponchi'ego i Konchi'ego. Oni i Tamao jako jedyni wydali mi się w miarę "normalni". Oczywiście poza tym, że Tamao robi maślane oczy do Rena... NIE! JA SIĘ NIGDY Z TYM NIE POGODZĘ! Już wolałam, jak się "śliniła" na widok Yoh! Nie przeżyję jej zainteresowania Renem, po prostu nie przeżyję T.T
Mówiłam już, że nie podobają mi się zachowania postaci w tym rozdziale? Chyba tak, ale ten dialog z Anną przy końcu... COŚ TY Z NIĄ ZROBIŁA, KOBIETO?! NO I Z RENEM! Nie no, ja rozumiem, że oni nie są bez duszy i w ogóle, no ale to już przesada! I wiem, Ren się w niej zakochuje, no ale co ty z nim robisz? I z ANNĄ?!
Wow... To chyba jedyny mój komentarz na tym blogu, gdzie ciągle jedynie narzekam... Szczerze mówiąc, nie mam już siły komentować tego rozdziału. Mam tylko nadzieję, że w następnym lepiej będą przedstawione postacie (nie, żebym ja ich perfekcyjnie przedstawiała, no ale nie podobali mi się tu). A właśnie, zanim zapomnę... Czy naprawdę za każdym razem musisz wstawiać "zarechotał/a"? Nie można prostego "zaśmiał/a"? Albo nawet "zachichotał/a"?
Dobra, ja już kończę...
Pozdro!
~ Halley S.
Robi się co raz ciekawiej :) Kati powoli wkrada się w świat do jakiego powinna należeć od początku. Spodziewam się, że monolog Anny mógł być trochę przytłaczający bo na raz to by się tego nie ogarnęło no ale przecież od czego jest Ren jak nie od pomagania księżniczce ;) Spodziewam się, że Kati będzie chciała uciec z płaczem jak pozna znaczenie słowa trening i nie wiem czy gorzej u Anny czy u Kino ^^ Czekam na ciąg dalszy i nadal zapraszam do siebie na bloga http://hoshi-no-seichi.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie Aomori ;)
Czekam na nowy odcinek, teraz to się dopiero zacznie dziać! Cieszę się, że nadrobiłam wszystkie zaległości - Kumiko, Wiki jak kto woli :)
OdpowiedzUsuńStyl w jakim piszesz, oczywiście mi się podoba. Jedyne z czym mam malutki problem, to reakcje oraz myśli Rena. Dla mnie jednak to trochę za szybko. On powinien być chyba... bardziej ostrożny? Bardziej gburowaty? Przeczuwam jednak, że nasza Kati da mu jeszcze nie raz powód do złości i pokazania swojego prawdziwego temperamentu.
Pozdrawiam