czwartek, 23 marca 2017

7 września 2000 – czwartek (Kati)

         Ten chłopak był dla mnie zagadką. Kto normalny po jednym spotkaniu proponuje mieszkanie nieznanej dziewczynie? No dobra, precyzując, to było nasze drugie spotkanie, ale oddawanie portfela, nie mogę nazwać udaną wizytą.
         Nie czułam od niego żadnych negatywnych intencji. Wręcz przeciwnie. Biła od niego swojego rodzaju pewność i troska. Nie mam pojęcia dlaczego… W końcu nie znał mnie, nie był moją rodziną ani żadnym urzędnikiem, który mógłby zajmować się sprawami socjalnymi. Mógł donieść na mnie na policję, czy coś w tym stylu. Nie zrobił tego.
         Ciekawe, czy naprawdę będę mogła dzisiaj zasnąć w łóżku? Obiad, który zjadłam był zbawienny! Głód doskwierał mi od dawna, nawet nie pamiętam kiedy tak się najadłam! Tylko jak ja mu się odwdzięczę? Może, jak będę miała dom znajdę gdzieś jakąś pracę? Wtedy wszystko mu oddam! Co do grosza!
         Spojrzałam ukradkiem na Ren’a. Nasze spojrzenia się spotkały – też patrzył na mnie kątem oka. Speszyłam się mocno i spuściłam wzrok. Na ciele jeszcze czułam jego dłonie, kiedy powstrzymał mnie przed upadkiem. Jest taki miły...
- Tylko się nie przestrasz. – Uprzedził mnie z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Czego? – Zapytałam niepewnie. Wcisnęłam ręce mocniej w kieszenie, z nerwów nie wiedząc co z nimi robić.
- W tym domu oprócz Bason’a, jest jeszcze… Kilka duchów.
- Kilka? – Dopytałam się, nie rozumiejąc co ma na myśli.
- Nasz dom jest trochę nawiedzony, ale nie przejmuj się. Żaden duch ci nie zrobi krzywdy. – Wyjaśnił. – To tuż za rogiem.
         Ucieszyłam się z tego stwierdzenia. Przeszliśmy kawał drogi od świątyni do restauracji i od restauracji tutaj. Czułam się zmęczona.
         Jedynie mój mózg działał na najwyższych obrotach. Tak bardzo się stresowałam! Co powiedzą ci ludzie? A jak mnie nie polubią? I od razu wyrzucą? Może lepiej nie podejmować próby zamieszkania tutaj?
- Dlaczego się zatrzymałaś? – Tao stanął przede mną.
         Nieświadomie zrobiłam przystanek tuż przed bramą wejściową na posiadłość. Zaczęłam dłubać czubkiem buda w chodniku. Nie zdążyłam jednak odpowiedzieć na jego pytanie.
- Cześć Ren! Kto to? – Odwróciłam głowę w drugą stronę. Stał tam chłopak mniej-więcej w wieku Ren’a, tylko nieco od niego wyższy. Miał długie, brązowe włosy upięte w wysoki kucyk i pomarańczowe słuchawki na uszach. Ubrany był w biały T-shirt i ciemne dresy. Na nogach miał tradycyjne, japońskie klapki. Podniósł rękę do góry– Ja jestem Yoh!
- K-kati. – Wyjąkałam. Ukłoniłam się w pas. – Miło mi cię poznać!
- Mi cie… - Chłopak chciał coś powiedzieć, ale Tao nagle mu przerwał.
- Beze mnie zacząłeś popołudniowy trening?! – Krzyknął oburzony.
- To nie ładnie z twojej strony, Mistrzu Yoh… - Duch stróż Ren’a zmaterializował się obok szatyna.
- Nie wtrącaj się Bason. – Wtedy zobaczyłam drugą duszę.
Wysoki samuraj z dwoma mieczami u boku. Mimo broni wyglądał bardzo przyjaźnie. Jednak i tak się trochę wystraszyłam.
- Wybacz Ren. Wróciłem wcześniej i Anna… Z nią się przecież nie dyskutuje! Zresztą, przecież wiesz… - Czarnooki podrapał się z zakłopotaniem po głowie.
- Wiem. – Złotooki zaśmiał się wesoło i przyjacielsko uderzył lokatora w ramię.
– A kim jest twoja nowa przyjaciółka?
- To Kati. Poznałem ją dzisiaj na mieście. Ma problem z duchami… - Tao nachylił się lekko i szepnął coś koledze na ucho. Temu źrenice mocno się rozszerzyły. Uśmiechnął się szczerze.
- No tak… Poszczęściło ci się. – Szatyn uśmiechnął się do Chińczyka. Zrobił krok w przód i położył mi rękę na ramieniu. – Nie bój się. To Amidamaru, mój duch stróż.
- Witaj. – Samuraj ukłonił mi się nisko. Zdziwiło mnie to, jednak możliwe, iż w latach, w których żył, inaczej traktowało się dziewczyny.
- Nie wyglądasz groźnie Amidamaru. Znaczy… To chyba nie jest komplement dla wojownika, co nie? – Zapytałam, z zakłopotaniem drapiąc się po głowie. 
- Pasujesz do naszej ekipy. – Yoh zaśmiał się wesoło. – Chodź, poznasz Annę.
         Szatyn popchnął mnie do wnętrza bramy. Przeszliśmy się niezbyt długą ścieżką, aż do drzwi wejściowych. Yoh puścił mnie pierwszą. Zanim stanęliśmy w przedpokoju wszyscy zdjęliśmy buty.
- Anno, jesteśmy! – Szatyn krzyknął ze szczerym uśmiechem na ustach. – I mamy gościa!
- Chłopaki! Już wróciliście? – W korytarzu pojawiła się nowa postać. Niewysoka dziewczyna o różowych włosach, sięgających jej lekko za ramiona. Miała na sobie fartuszek. Uśmiechała się od ucha do ucha. Jej wzrok głównie skupił się na mnie, chociaż nie umknęło mojej uwadze, jej przelotne spojrzenie na Ren’a. – Czy to…?
- To Kati. – Złotooki położył mi rękę na ramieniu.
- Gościa? – W korytarzu pojawiła się druga dziewczyna. Blondynka, nieco wyższa od lokatorki, ubrana w bardzo podobny sposób. O czarnych, przenikliwych oczach. Patrzyła na mnie z początku surowo, aby potem uśmiechnąć się delikatnie. – Tamao, dostaw jeszcze jedno nakrycie do stołu. Wygląda na to, że nasza nowa koleżanka, trochę tu zostanie.
- Dobrze. – Różowowłosa skinęła głową i zniknęła za drzwiami.
- Nazywam się Kyoyama Anna. Miło mi cię poznać. – Czarnooka skinęła na mnie głową. To było dla mnie dziwne.
- Dziękuję za waszą gościnność. – Powiedziałam, kłaniając się w pas.
- Daj spokój Kati. Chodź, zjemy coś. – Tao popchnął mnie lekko do przodu.
         Grzecznie usiadłam z nimi do stołu. Byłam speszona i niepewna, jak jeszcze nigdy. Było mi niezwykle niezręcznie, ponieważ mój żołądek był pełen. Z jednej strony głupio mi było odmówić posiłku, a z drugiej nie mogłam wcisnąć w siebie już ani kęska.
         Reszta rozmawiała wesoło na codzienne tematy. Głównie odzywali się chłopaki. Ren nie mógł wybaczyć przyjacielowi, że ten nie poczekał na niego z bieganiem.
- Jeśli ci nie smakuje, nie musisz jeść. – Kyoyama zwróciła się do mnie. Na pewno spostrzegła, że od jakiegoś czasu dłubie pałeczkami w misce.
- Jedzenie jest naprawdę dobre. – Uśmiechnęłam się śmiało. Spojrzałam ukradkiem na Tao. – Po prostu Ren zabrał mnie na obiad i nie jestem głodna.
- Więc to twoja wina Ren. – Blondynka napiła się zielonej herbaty z kubka patrząc złowrogo na Tao. Ten tylko się zaśmiał. Kyoyama odstawiła naczynie na stoł i ponownie zwróciła się do mnie. – Rozumiem, że teraz zamieszkasz z nami?
- Zapraszacie tak do domu każdego bezdomnego, czy jestem jakaś wyjątkowa? – Zapytałam dość wesoło.
- Każdego – odpowiedział szybko złotooki. Spojrzał na swoich przyjaciół. - W końcu Horo też przygarnęliście…
- Ciebie też. – Zaśmiał się Yoh.
         Tao poczerwieniał i mruknął coś niewyraźnie pod nosem.
- Jesteś jakaś dziwna… - Obok mnie nagle pojawił się wielki szop w dziecięcej pieluszce. Podskoczyłam jak oparzona.
- Jesteś jakimś szamanem, medium czy coś? – Przed moją twarzą pojawił się wyszczerzony na mordce lis.
- Konchi! Ponchi! – Tamao spojrzała na duchy karcąco. – Nie straszcie naszego gościa!
- My jej nie straszymy… - Szop wzleciał ku górze, dłubiąc sobie w nosie.
- My się po prostu nudzimy… - Lis wziął moje pałeczki i zaczął nimi mieszać w misce.
- Ile razy mam powtarzać, żebyście nie przeszkadzali przy jedzeniu! – Wrzasnęła zdenerwowana Anna. Złapała rude zwierzę za głowę i cisnęła nim o ścianę. Po chwili chwyciła za ogon Ponchi’ego. Ten wylądował na podłodze. – Nigdy się nie nauczycie kultury?!
- Wybacz Anno, to moja wina. Chyba źle ich trenuje… - Różowowłosa podbiegła do szopa i podniosła go z ziemi.
- Powtarzasz to od kilku lat. – Prychnęła blondynka. – Oni są po prostu niewychowywalni…
- W ogóle dlaczego zostali twoimi stróżami? – Westchnął Ren. – Bez nich byłabyś o wiele lepszą szamanką.
- Jak śmiesz tak mówić! Po prostu nigdy nie widziałeś naszej Tamci w akcji!  - Wrzasnął Lis.
- Właśnie! Teraz jak się zacznie turniej szamanów, pokażemy ci, skośnooki kurduplu! – Wrzasnął trzymany na rękach dziewczyny duch.
- Ponchi, nie możesz tak mówić! – Różowowłosa zarumieniła się po same czubki uszu. – Przepraszam Ren…
- Zaraz go zmiażdżę! – Tao miał już rzucić się na zwierzaka, ale powstrzymał go Yoh.
- Daj spokój, nie wściekaj się aż tak… - Zarechotał szatyn. – Ciebie też chyba roznosi energia…
- Co to jest turniej szamanów? – Zapytałam zaciekawiona.
- Wyjaśnię ci to podczas kąpieli. – Anna odłożyła pałeczki. – Dziś my zajmujemy basen. I nie ważcie się podglądać!
         Chłopaki oburzyli się na to stwierdzenie. Ja zaśmiałam się cicho. Ale tu jest wesoło!
         Tak jak wcześniej Kyoyama wspomniała, po jedzeniu nadszedł czas kąpieli. Zarządziła, że skoro ona z Tamao gotowała, to chłopaki muszą pozmywać. Ci nie kłócili się z nią ani chwili. Grzecznie posprzątali ze stołu, zajmując miejsce przy zlewie.
         Kyoyama zabrała mnie i swoją lokatorkę. Zaprowadziła nas do ogromnej łaźni, z której było wyjście na ogród. Naprawdę w najśmielszych snach nie spodziewałam się, że będzie mi dane spokojnie wypoczywać sobie w basenie z podgrzewaną wodą. Tak po prostu we trójkę, razem z dwiema koleżankami.
Z początku rozmawiałyśmy tylko na przyziemne tematy. Potem Anna opowiedziała mi o duchach i szamanach. Wyjaśniła kim jest medium i kto należy do Rady Szamanów. Mówiła i mówiła, a ja rozumiałam tylko trzy czwarte przesyłanych do mnie informacji.
         Tamao potakiwała blondynce. Kilka razy wtrąciła coś niepewnie. Dowiedziałam się, że ma niezwykły dar przewidywania przyszłości. Bardzo mnie to zaintrygowało.
- Zawsze chciałam mieć moc panowania nad czasem. – Zaśmiałam się cicho.
- Nie panuje nad czasem… Mam tylko przebłyski tego, co się stanie. – Westchnęła cicho dziewczyna. – Jeszcze długa droga przede mną, póki stanę się dobrym szamanem…
- Nie może być tak źle! – Uśmiechnęłam się szczerze. – Na pewno jesteś super!
- Super to jest Yoh albo Ren. Albo Anna. Ja jestem zwykłym przeciętniakiem… - Tamao zanurzyła się nieco bardziej w wodę.
- Nigdy nie staniesz się dobra, jak nadal będziesz tak mówić. – Westchnęła ciężko Anna. – Trzeba być pewną siebie.
- Łatwo ci mówić… - Szepnęłam. Nie chciałam tego mówić na głos, ale czując na sobie wzrok blondynki zrozumiałam, że one usłyszały moje wzdychanie. Poczerwieniałam na policzkach. – Nie miałam nic złego na myśli, Anno. Po prostu czuję jaka jesteś silna. Twój duch jest nieustępliwy i potężny. Ty nie wiesz co to strach przed porażką…
- Kiedyś taka nie byłam. Zmieniła mnie moja mentorka Asakura Kino. Poznasz ją niedługo.
- To babcia Yoh. – Wyjaśniła Tamao. – Jest naprawdę potężna. Uczyła też i mnie.
- Może i mnie czegoś nauczy. – Powiedziałam na głos.
- Jesteś szamanką? – Zapytała Anna.
- Nie – Zaśmiałam się. – O was dowiedziałam się dopiero dzisiaj od Ren’a, ale… Od dziecka umiem uzdrawiać ludzi i zwierzęta. Zdążyłam to opanować i nawet nieźle sobie radzę. Ale ostatnio… Coś się zmieniło.
- Co takiego? – Kyoyama wyglądała na naprawdę zainteresowaną.
         Przez sekundę zawahałam się, jednak nie znalazłam przeciwwskazań, aby wyjawić im mój sekret.
- Miałam tak tylko dwa razy. Z moich dłoni po prostu… Po prostu buchał ogień. Jak z jakiegoś palnika. Nie miałam nad tym kontroli. Nie mogłam nic z tym zrobić. Bardzo się boję, że to się powtórzy…
- Nie musisz. Przy nas ci się nic nie stanie. – Zapewniła Anna.
- Nie boję się o siebie, tylko o innych… - Westchnęłam ciężko.
- Tym też nie musisz zawracać sobie głowy. Zrobimy wszystko, żebyś poczuła się pewnie i zaczęła nad tym panować. Nauczę cię co tylko wiem o świecie duchów i co może być związane z twoimi umiejętnościami. A teraz koniec tego dobrego. Musimy wychodzić.
         W sumie moczyłyśmy się w wodzie od prawie godziny i już przyszła pora aby wyjść „na ląd”. Dostałam od Anny w prezencie białe kimono. Umyłyśmy zęby i poszłyśmy na górę do pokoju dziewczyn. Po drodze zajrzałyśmy na chwile do salonu. Kyoyama upomniała chłopaków, aby też już się kładli. Potem weszłyśmy do naszej sypialni. Była prześliczna! Może nie było w niej ani zbyt dużo mebli, ani zbyt wiele dekoracji, ale… Było tu ciepło i przytulnie. Atmosfera panująca wśród przyjaciół sprawiała, iż nie trzeba było im żadnych wygód. Wystarczyła sama obecność drugiej osoby.
Po za tym dla mnie to był prawdziwy pałac. O wiele lepszy niż zimna podłoga w starej świątyni.
- Dobranoc dziewczyny! – Krzyknął Ren przez zamknięte drzwi.
- Dobranoc – odpowiedziałyśmy chórem.
         Uśmiechnęłam się sama do siebie. To dzięki niemu się tu znalazłam. Dzięki niemu moje życie ma szansę zmienić się na lepsze. Gdyby nie znajomość z Ren’em, siedziałabym teraz głodna w starej, spróchniałej świątyni.
         Nagle mnie coś tknęło. Wstałam z tatami i wyszłam na korytarz. Na końcu korytarza stał Tao, który kierował się w stronę pokoju dzielonego z Yoh.
- Ren! Zaczekaj! – Podbiegłam w jego stronę.
- Tak? – Zapytał z lekkim uśmiechem na ustach.
- Ja… Jeszcze ci nie podziękowałam. – Podeszłam do chłopaka i ukłoniłam się nisko. Czułam jak moje policzki zaczynają piec. – Dziękuję…
- Nie masz za co… To sama przyjemność.
         Podniosłam się. Staliśmy tak dłuższą chwilę, patrząc na siebie.
- Dobranoc Kati. – Usłyszałam ciepły głos złotookiego.
- Dobranoc, Ren.
Lekko mu się ukłoniłam, po czym szybkim krokiem, ruszyłam w stronę pokoju dziewczyn.
Czuję, że przede mną buduję się nowa, lepsza przyszłość!

4 komentarze:

  1. Fajny rozdział, ale skomentuję go, jak wrócę ze szkoły :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aj, no i zapomniałam to skomentować. UGH... Gomene ^^'No dobra... Tak po pierwsze: to nie są klapki, tylko drewniaki :P
      Niezbyt podobało mi się zachowanie Anny. Trochę jak nie ona, jeśli by mnie spytać. Rozumiem, Kati jest kobietą i to jasne, że będzie traktowana nieco inaczej niż chłopcy, no ale... nie podeszło mi to :/ To samo mogę też powiedzieć jeśli chodzi o Yoh. No... no nie czuję ich charakterów T.T Po prostu takie pustaki, którym na siłę wkłada się w gębę odpowiednie słowa. Poza tym - od kiedy Yoh ma długie włosy? Zapuścił? Bosh... ja nawet nie wiem, ile od turnieju minęło... Ale chyba niezbyt dużo, prawda?
      No i Kati... Uhh, no i co ja mam z tobą zrobić, co? Gomene, Kenami, ale po dzisiejszym rozdziale Kati wydaje mi się nieco... nudna... W poprzednich rozdziałach bardziej mi się podobała, ale w tym... no niezbyt... I w dodatku jej relacja z Renem... Mówiłam ci już, że nie lubię, jak postacie za szybko się ze sobą schodzą, prawda? Tutaj niestety mam wrażenie, że stanie się to już w kolejnym rozdziale. Ja nie chcę T.T
      Jedynym plusem tego rozdziału jak dla mnie jest "występ" Ponchi'ego i Konchi'ego. Oni i Tamao jako jedyni wydali mi się w miarę "normalni". Oczywiście poza tym, że Tamao robi maślane oczy do Rena... NIE! JA SIĘ NIGDY Z TYM NIE POGODZĘ! Już wolałam, jak się "śliniła" na widok Yoh! Nie przeżyję jej zainteresowania Renem, po prostu nie przeżyję T.T
      Mówiłam już, że nie podobają mi się zachowania postaci w tym rozdziale? Chyba tak, ale ten dialog z Anną przy końcu... COŚ TY Z NIĄ ZROBIŁA, KOBIETO?! NO I Z RENEM! Nie no, ja rozumiem, że oni nie są bez duszy i w ogóle, no ale to już przesada! I wiem, Ren się w niej zakochuje, no ale co ty z nim robisz? I z ANNĄ?!
      Wow... To chyba jedyny mój komentarz na tym blogu, gdzie ciągle jedynie narzekam... Szczerze mówiąc, nie mam już siły komentować tego rozdziału. Mam tylko nadzieję, że w następnym lepiej będą przedstawione postacie (nie, żebym ja ich perfekcyjnie przedstawiała, no ale nie podobali mi się tu). A właśnie, zanim zapomnę... Czy naprawdę za każdym razem musisz wstawiać "zarechotał/a"? Nie można prostego "zaśmiał/a"? Albo nawet "zachichotał/a"?
      Dobra, ja już kończę...

      Pozdro!
      ~ Halley S.

      Usuń
  2. Robi się co raz ciekawiej :) Kati powoli wkrada się w świat do jakiego powinna należeć od początku. Spodziewam się, że monolog Anny mógł być trochę przytłaczający bo na raz to by się tego nie ogarnęło no ale przecież od czego jest Ren jak nie od pomagania księżniczce ;) Spodziewam się, że Kati będzie chciała uciec z płaczem jak pozna znaczenie słowa trening i nie wiem czy gorzej u Anny czy u Kino ^^ Czekam na ciąg dalszy i nadal zapraszam do siebie na bloga http://hoshi-no-seichi.blogspot.com/
    Pozdrawiam serdecznie Aomori ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekam na nowy odcinek, teraz to się dopiero zacznie dziać! Cieszę się, że nadrobiłam wszystkie zaległości - Kumiko, Wiki jak kto woli :)
    Styl w jakim piszesz, oczywiście mi się podoba. Jedyne z czym mam malutki problem, to reakcje oraz myśli Rena. Dla mnie jednak to trochę za szybko. On powinien być chyba... bardziej ostrożny? Bardziej gburowaty? Przeczuwam jednak, że nasza Kati da mu jeszcze nie raz powód do złości i pokazania swojego prawdziwego temperamentu.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń