poniedziałek, 9 października 2017

16 września 2000 – sobota (Ren)

         - Wychodzę! – W salonie stanęła Kati.
- Gdzie? – Spojrzałem na nią zdziwiony. Na zegarku było już grubo po siedemnastej.
- Muszę się spotkać z Kei’m. Pewnie się o mnie martwi… - Dziewczyna podrapała się z zakłopotaniem po włosach.
- Nigdzie nie pójdziesz! – Krzyknąłem oburzony.
- Na podwórku jest niebezpiecznie. Niedługo się ściemni… - Tamao spojrzała ze zmartwieniem na szatynkę.
- Spokojnie! Dzięki wam przestałam bać się tak panicznie duchów. – Kati machnęła lekceważąco ręką.
         Nie mogłem tego słuchać. Wstałem sprzed telewizora i podszedłem do niej.
- Nie mówimy o takich zagrożeniach jak duchy. Mówiliśmy o bardziej… Materialnych niebezpieczeństwach.
- Ale ja się tam wychowywałam, nic mi nie będzie. – Zapewniła zielonooka.
- Idę z tobą. – Wypaliłem nagle. Nie chciałem, żeby Kati błąkała się sama po nocnym Tokio. Skoro to prawdziwa Księżniczka, naszym obowiązkiem jest o nią dbać.
- Jeśli tylko chcesz. – Kati uśmiechnęła się delikatnie.
- Tamao, zostaniesz tu i powiesz Yoh i Annie, że wyszliśmy – poprosiłem, zwracając się do różowowłosej.
- Dobrze – Przytaknęła dziewczyna.
Spojrzałem na nią. Nie wyglądała na zbyt zadowoloną.
          Kati założyła buty. Ja ruszyłem w jej ślady. Założyłem swój czarny płaszcz i szalik.
Wyszliśmy razem na ulicę.
- Pojedziemy metrem. – Rzuciłem po dłuższej chwili milczenia.
- Nie mam na bilet… - Szepnęła z niezadowoleniem szatynka.
- Myślałem, że już przestałaś się martwić kwestią pieniędzy. – Spojrzałem na nią uważnie.
- Codziennie się martwię tą kwestią. – Prychnęła. – Nie chcę was wykorzystywać.
- Nie wykorzystujesz. – Przerwałem jej szybko.
Dziewczyna na chwilę zamilkła. Westchnęła głośno.
- Kiedyś wam oddam. – Mruknęła tylko.
         Przez całą drogę do stacji metra nie odezwaliśmy się do siebie. Drażniło mnie to. Po kilkunastu minutach szedłem już naprawdę zdenerwowany.
Dlaczego Kati była taka? Jak oznajmiła nam, że „wychodzi” do Kei’ego to uśmiechała się uroczo, a teraz? Idzie smutna i przygnębiona. Patrzy na mnie co chwilę. Może jest zła, że z nią idę? Wolałaby być z nim sam na sam?
Pewnie nie są dla siebie tylko przyjaciółmi.
- Co?! – Warknąłem, łapiąc jej wzrok na sobie. Sam zdziwiłem się swoim tonem głosu. Już dawno nie był taki oschły i niesympatyczny.
Szatynka nie odezwała się. Wcisnęła głowę w ramiona, ewidentnie przestraszona moim zachowaniem.
W takich nastrojach doszliśmy na stację metra.
         Kupiłem dwa bilety, po czym stanęliśmy na peronie. Niedługo potem przyjechał pojazd. Wsiedliśmy i zajęliśmy dwa miejsca siedzące, jako że metro było prawie puste.
- Przepraszam. – Szepnęła Kati. Patrzyła na czubki swoich butów. Wcisnęła ręce głębiej do kieszeni.
- Niepotrzebnie się uniosłem. – Powiedziałem spokojnie, odwracając od niej wzrok.
- Czym cię zdenerwowałam? – Zapytała cicho.
         Spojrzałem na nią ukradkiem. Nie miałem pojęcia co jej odpowiedzieć. W sumie nie zrobiła nic, co mogło mnie rozwścieczyć. Przygryzłem od środka dolną wargę.
- Nie zdenerwowałaś. – Mruknąłem. Wzruszyłem niedbale ramionami. – Ja zwyczajnie już tak mam.
         Tak naprawdę… Chyba zdenerwowała mnie myśl, że Kati może łączyć coś więcej z Kei’m. Nie mogłem jednak powiedzieć tego szatynce.
- Nie mogę cię rozgryźć. – Westchnęła dziewczyna. – Ale dziękuję, że ze mną jedziesz. Przyda mi się wsparcie.
- Boisz się czegoś? – Zapytałem niby od niechcenia.
- Trochę… Kiedy ostatnio widziałam Taki’ego zraniłam mocno jednego z jego kolegów. Nie chciałabym ich znowu spotkać – powiedziała niepewnie.
- Nie masz się o co martwić, przy mnie nic ci nie grozi. – Wyprostowałem się dumnie.
- Wiem. Nie boje się o siebie. Boję się, że znowu kogoś skrzywdzę… – Szatynka wyjęła ręce z kieszeni i spojrzała z przerażeniem na swoje dłonie. – Anna mówi, że musimy poczekać, aż poznam dziadków Yoh, aby zacząć trening. Ale ja chciałabym to zrobić już teraz…
- Kati, po prostu nam zaufaj. – Uśmiechnąłem się do dziewczyny. – Kiedy poznasz dziadków Yoh… Wszystko się zmieni.
- A co w nich takiego niezwykłego? – Zapytała z lekkim rozbawieniem.
- Klan Asakura zmienia życie… – Zaśmiałem się.
- Twoje też zmienił? – Kati przekrzywiła lekko głowę. Wyglądała teraz jak ciekawski kociak.
         Nie wiedziałem co jej odpowiedzieć na to pytanie. Yoh dał mi NOWE ŻYCIE, ale nie wiem czy jestem gotowy mówić o tym Kati.
Boję się, że kiedy dziewczyna dowie się o mojej przeszłości, nie będzie chciała mnie znać.
         Z opresji na szczęście wyrwał mnie głos dochodzący z głośników metra.
- To nasza stacja! – Uśmiechnęła się. – Niedługo zobaczę się z Kei’m!
- Tak. Juhu… - Mruknąłem niepocieszony.
- Przestań. Nie bądź do niego tak uprzedzony. To naprawdę miły chłopak! Zobaczysz jak go poznasz! – Zaśmiała się zielonooka, wychodząc na stację.
         Uśmiechała się radośnie, zerkając ukradkiem na przechodzących przechodniów.
         Miałem wrażenie, że aż promienieje szczęściem. Biło od niej takie ciepło! Nie rozumiem, jak można ją skrzywdzić, a tym bardziej pozwolić mieszkać na ulicy. Doświadczyła od ludzi tyle zła, a mimo to uśmiecha się do wszystkich. Nie narzekała, nie płakała…
Chociaż z drugiej strony, sam czasem bywam niesamowicie chamski w stosunku do osób, które w sumie nic złego mi nie zrobili.
Ale dla niej nie chcę taki być.
Dlaczego tak trudno wprowadzić w życie porady z tych wszystkich „pseudo-mądrych” psychologicznych książek, które czytam od czasu poznania Yoh?
- To… Którędy się idzie do kieszonkowca? – Zapytałem, chcąc ukryć utrapienia dozą mojej naturalnej, wrodzonej wredności. Pomijając fakt, że właśnie myślałem o tym, żeby przestać być niemiłym!
- Do Kei’a – Poprawiła mnie dosadnie Kati. – Nie martw się, zaprowadzę cię. Znam dość dobrze te tereny.
- My czasami biegamy tutaj z Yoh. – Westchnąłem głośno. Raczej nie jestem zwolennikiem ćwiczeń na świeżym powietrzu. Ludzie zawsze na nas patrzą i słyszę ciche szepty pod naszym adresem. O wiele bardziej wolę zacisze sali gimnastycznej.
- Wiem. Widywałam was tutaj. – Zaśmiała się radośnie.
- Nigdy cię nie zauważyłem – Przyznałem, patrząc na nią lekko zdziwiony.
- Po tej sytuacji z portfelem raczej unikałam spotkań z tobą… - Dziewczyna złapała się za tył głowy i zarumieniła po czubek uszu.
- Ukrywa…
         - Maleńka! – Nagle podbiegł do nas znany mi z widzenia brunet. Objął Kati w pasie i bez problemu oderwał ją od ziemi. Przytulił mocno do siebie, a zielonooka od razu wczepiła się kurczliwie w chłopaka, obejmując mocno jego szyję.
– Tak się cieszę, że cię widzę!
         Mnie ledwie krew nie zalała. Ledwie się powstrzymałem, żeby nie wrzasnąć subtelnego „łapy przy sobie”!
         - Wiesz jak się martwiłem?! – Kei postawił dziewczynę na ziemię. – Nic ci się nie stało? Ten pajac cię nie skrzywdził?
         Kei popatrzył na mnie wrogo. Odwzajemniłem mu to spojrzenie z nawiązką. Nie ukrywając – nie przypadliśmy sobie do gustu.
- Przypominam, że to ty jesteś podłym złodziejem! – Warknąłem wściekle, robiąc krok w jego stronę.
- Dla ciebie Panem Złodziejem, Krasnalu! – Brunet nachylił się w moją stronę.
- Ty…! – Chciałem rzucić się temu łajdakowi do oczu, ale przeszkodziło mi jedno. Kati stanęła między nami.
         - Uspokójcie się! – Dziewczyna gniewnie tupnęła nogą, śmiesznie marszcząc brwi ze złości. – Kei wcale nie jest podły! A Ren wcale nie jest krasnalem, to ty jesteś wysoki!
- Phi! – Obruszył się brunet. – Żeby on miał być wysoki, musiałby się otaczać karłami…
- Może i nie jest podły, co nie zmienia faktu że nadal jest złodziejem. – Mimo mojego wzrostu, poczułem się w tej chwili o wiele wyższy od niego. Podniosłem dumnie głowię widząc, że ta uwaga zraniła zielonookiego.
- Przestańcie! – Krzyknęła Kati, zdenerwowana już nie na żarty. Odwracała głowę patrząc raz na mnie, raz na swojego „przyjaciela”.
- Tak w ogóle, to co ty robisz z tym bufonem? Czemu nie dajesz znaku życia? – Chłopak zmarszczył brwi i patrzył na zielonooką świdrującym wzrokiem.
         Kati od razu zmieniła swoją postawę. Głowę wcisnęła między ramiona, ręce schowała za plecy, bawiąc się nerwowo swoimi palcami. Butem kręciła kółka na chodniku, a wzrok skupiła właśnie na tej czynności.
         I w tej chwili stało się coś dziwnego.
         Jeszcze przed chwilą chciałem skoczyć temu draniowi do gardła, mszcząc się za tego „krasnala” i „karły”. Lecz w tej chwili zrozumiałem jedno – Kei naprawdę martwi się o Kati.
Tych dwoje łączy jakaś niesamowicie silna więź. Inaczej nie przejmowaliby się tak tym, co robi drugie.
         Coś nagle ukuło mnie w serce. Jakieś dziwne uczucie żalu i niepewności, nieznane mi do tej pory.
         Nie wiem co to było, ale zabolało.
- Przepraszam… Ale Kei, tyle pracujesz! Nie chciałam zawracać ci głowy… – Nie widziałem wzroku szatynki, ponieważ stałem za jej plecami, ale jestem przekonany, że tęczówki miała ogromne, przesycone zielenią i zaszklone od łez zbierających się w kącikach oczu.
- Maleńka, nawet tak nie mów. – Brunet znowu przytulił lekko Kati. Nie patrzył na mnie. Zamknął oczy wzdychając z ulgą. – Przecież wiesz, że dla ciebie rzuciłbym obie te roboty.
         W tej chwili tak bardzo żałowałem, że w ogóle poszedłem tutaj z zielonooką. Po co ona mnie zabiera na swoją randkę?
         Poczułem się niepotrzebny w tej scenie. Miałem ochotę odwrócić się i iść przed siebie, klnąc na wszystko co tylko możliwe..
- Ale byłam pod dobrą opieką! – Barwa głosu Kati zmieniła się w jednej sekundzie. Wysunęła się spod uścisku chłopaka. Odwróciła do mnie i objęła rękoma moje przedramię. – Kei to Tao Ren! Ren~kun, to Ito Keiji!
         Obaj spojrzeliśmy na siebie nienawistnym wzrokiem. Żadnego uścisku ręki, ani uśmiechu. Tylko głęboko osadzona złość na tego drugiego.
         Kati westchnęła ciężko. Pokręciła z politowaniem głową, pokazując jak bardzo nie podoba jej się ta sytuacja.
- Tak w ogóle, to jak to się stało, że trafiłaś do tego… No. Do niego. – Kei założył ręce na pierś.
- Do Ren’a. – Mruknęła stanowczo zielonooka. Złapała mnie pod rękę, przyciągając do siebie, po czym to samo zrobiła z brunetem. – Chodźmy na spacer, to ci wszystko opowiem!
- Może pójdziemy do mnie? Napijemy się herbaty. – Zaproponował wesoło młody Ito.
- Wolę spacer.
         I tak zaczęliśmy przemierzać ulice jednej z najbiedniejszych dzielnic Tokio (o ile nie najbiedniejszą). Kati niezwykle emocjonalnie opowiadała złodziejowi o naszym przypadkowym spotkaniu w kaplicy i o tym, jak zabrałem ją na obiad, a potem do domu. Z wypiekami na policzkach mówiła o duchach, szamanach i wszystkim innym, czego doznała przez ostatnie kilka dni.
         Z początku byłem lekko mówiąc niezadowolony z takiego obrotu sprawy. Wiedziałem, że jedziemy do młodego Ito, ale wiadomo – teoria różni się od praktyki. Spacerowanie z nim z początku zdawało mi się żenujące, ale patrząc na szczęśliwą Kati wiedziałem, że postępuję słusznie.
Ciepła atmosfera jaką rozpościerała szatynka udzieliła się też i nam. Może nie gadaliśmy ze sobą, ale obaj słuchaliśmy dziewczyny z zachwytem, więc w sumie nie było tak źle.
         Na szczęście musiałem się męczyć z Kei’m tylko godzinę. Potem Ito musiał iść do pracy. Na pożegnanie wyciągnął do mnie rękę, a kiedy kulturalnie ją uścisnąłem, nachylił się nade mną.
- A jeśli ją skrzywdzisz… Jeśli uroni przez ciebie choćby jedną łzę… Zabiję cię. – Warknął  wściekle, ściskając jak najmocniej moją dłoń. To jednak nie zrobiło na mnie najmniejszego wrażenia.
Odwzajemniłem gest, a na twarzy Ito pojawił się grymas bólu.
- To też się liczy ciebie, złodzieju. – Uśmiechnąłem się wrednie, z satysfakcją patrząc, jak mina zielonookiego rzędnie.
         Oczywiście z Kati Kei pożegnał się o wiele czulej. Uścisnął ją mocno i zapowiedział, że niedługo ją odwiedzi, bo mi nie ufa i sam musi sprawdzić, czy dziewczyna żyje w godnych warunkach.
Jakoś się tym nie przejąłem.
W porównaniu z zimną podłogą świątyni, tatami w pokoju dzielonym z Anną i Tamao wydaje się być królewskim łożem.
A już niedługo Kati zamieszka w prawdziwym pałacu wraz z Królem Duchów.
         - Dlaczego stanąłeś? – Zielonooka spojrzała na mnie zaciekawiona. Już we dwoje szliśmy w stronę metra.
- Zamyśliłem się. – Podrapałem się z zakłopotaniem po głowie. Strasznie nie uśmiechało mi się ciągłe okłamywanie nastolatki.
Chciałbym jej powiedzieć o wszystkim, ale obiecałem Annie, że poczekamy na dziadków Yoh z TĄ informacją. – Mogę ci zadać pytanie?
- Oczywiście, pytaj o co chcesz. – Uśmiechnęła się wesoło Kati, wyrównując ze mną krok.
- M… M-może pójdziemy na zakupy? – Wypaliłem. Co mi odbiło? Przecież ja nienawidzę łazić po sklepach! Jun mnie zawsze do tego zmusza!
- Zakupy? – Dziewczyna była chyba niemniej zdziwiona niż ja.
- Zaraz zima, a ty nie masz w czym chodzić. – Mruknąłem nonszalancko.
- Nie mam pieniędzy, a ta bluza jest ciepła. – Uśmiechnęła się nieśmiało.
         Spojrzałem na nią z dezaprobatą. Teraz to już na poważnie zacząłem zastanawiać się nad tymi zakupami.
- Daj spokój, już dzisiaj o tym rozmawialiśmy. Ja mam pieniądze i to wystarczy.
- Ale wtedy mój dług urośnie.
- Nie masz żadnego długu.
- Mam.
- Nie masz. – Powiedziałem twardo.
- Mam. Ren, wiem, że pochodzisz z bogatej rodziny, ale to nie znaczy, że masz mnie utrzymywać. I tak jestem ci wdzięczna, że zabrałeś mnie z ulicy. Nigdy nie myślałam, że ktokolwiek pomoże mi tak po prostu, tak.. Bezinteresownie! Bo kto zabrałby z ulicy taką sierotę jak ja? Nic ode mnie nie oczekujecie, pozwalacie mieszkać ze sobą, dajecie mi jeść i nic mi nie wypominacie. Tak wiele wam zawdzięczam! Aż nie wierzę, że to wszystko dzieje się naprawdę! Czuję się jak we śnie. Jak jakaś księżniczka… Czar Kopciuszka. Aż boję się, że zaraz wybije dwunasta i to wszystko się skończy… Ren… Ren, powiedziałam coś nie tak? – Dziewczyna przechyliła głowę, patrząc na mnie niepewnie.
         Podczas jej monologu stanąłem. Obserwowałem to jaka jest szczęśliwa, jak wesoło się uśmiecha i radośnie gestykuluje.
Ona o niczym nie wie!
Nie wie, że jest prawdziwą Księżniczką!
- A co jeśli ci powiem, że to nie sen, ale rzeczywistość? Że naprawdę jesteś Kopciuszkiem i że już niedługo zamieszkasz w pałacu?
- To ci nie uwierzę. – Zaśmiała się, widocznie rozbawiona moją informacją.
Nie miałem pojęcia co powiedzieć.
Nigdy nie miałem żadnej dziewczyny, a przyjaciółki to w ogóle co innego. Z Tamao albo Pilicą nigdy nie byłem w takich „prywatnych” stosunkach, bo one są dla mnie jak siostry.
Z Kati to w ogóle co innego. Boję się przy niej cokolwiek mówić, żeby jej nie urazić, żeby nie palnąć jakiejś głupoty.
I nie chcę jej okłamywać.
Chcę cały czas jej słuchać i patrzeć jak się śmieje, a mam dziwne wrażenie, że informacja o jej pochodzeniu nie ociepli naszych stosunków.
- Kati… -Spojrzałem w jej piękne, zielone oczy. - Ty naprawdę jesteś księżniczką.
- Jasne, a ty księciem, Wasza Wysokość. – Zaśmiała się radośnie, kłaniając mi się w pas.
- Eh… - Westchnąłem ciężko i pokręciłem z politowaniem głową. Wyciągnąłem dłoń. Poczochrałem delikatnie jej włosy i ruszyłem powoli w dalszą drogę. Mijając ją cicho dodałem - Już nigdy nie wrócisz na ulicę, obiecuję ci to.
         Kati spojrzała na mnie zaskoczona.
- Dziękuję. – Krzyknęła radośnie. Podbiegła do mnie, wyrównując ze mną krok. - To dzięki tobie, Ren~kun! Moje życie się zmienia, czuję to. Jestem ci taka wdzięczna!
- Jeszcze nie masz za co… - Westchnąłem cicho.
         Szliśmy w milczeniu. Patrzyłem na Kati kątem oka. Dziewczyna delikatnie drżała. Uśmiechnąłem się. Założyłem jej kaptur na głowę, po czym zdjąłem szalik ze swojej szyi. Owinąłem nim Kati.
- Nie uznaję żadnych sprzeciwów! Musimy się wybrać na zakupy! – Powiedziałem ostro. Dziewczyna była przemarznięta, czułem to nawet jej nie dotykając!
- Tak jest, dowódco! – Zarechotała radośnie, salutując mi. Zdjęła z głowy kaptur, niesamowicie ciesząc się z mojego „prezentu”. Wtuliła się w szalik. – To co? Wracamy do domu?
- Wracamy do domu. – Kiwnąłem porozumiewawczo głową.
         Szliśmy oboje rozmawiając na rozmaite tematy. Kati trochę się przede mną otworzyła. Opowiedziała mi dokładne historie o swoim bracie, z którym ma konflikt i duchu matki, który nawiedza jej stary dom. To przez tę duszę dziewczyna uciekła z mieszkania. Zawsze mogła zwrócić się o pomoc do Kei’ego, ale nie chciała z tego zbyt często korzystać. Jej wrodzona empatia i altruizm nie pozwalał na narzucanie się rodzinie Ito. Chciała sama poradzić sobie z własnymi problemami.
         To uświadomiło mnie w przekonaniu, że to na pewno ona jest Księżniczką Duchów. Nie znam innej osoby, tak dbającej o innych.
No, może Yoh, ale on jest wyjątkiem od wszystkiego!
         Kiedy wchodziliśmy do domu, był już późny wieczór. Niestety przywitała nas Anna z dość niemiłą jak dla mnie niespodzianką.
         „Za tydzień przyjeżdżają państwo Asakura.”

2 komentarze:

  1. Jak miło znowu o nich poczytać :) Poproszę jednak o częstsze notki :) Nie ma to jak rozmowa między dwoma facetami (chociaż bardziej mi tu pasuje określenie koguty i to niiiic nie ma wspólnego z czubem u Ren`a...) typu "jak uroni przez ciebie chociaż łzę to cię znajdę!" -.- normalnie jakby nie wiedzieli że kobiety mogą płakać też ze szczęścia!
    Eh Ren... uczucia takie obce.. emocje? Nie.. nie kojarzę <- tak widzę jego szare komórki
    Jednak jest coś co mnie niepokoi i nie jest to fakt, że jeszcze tyle czasu będą musieli utrzymywać w tajemnicy przed Kati to kim jest. Powiedziała że nic od niej nie oczekują i obawiam się, że kiedy się dowie o swoim przeznaczeniu zrozumie, że to wszystko w cale nie jest takie bezinteresowne i jak wtedy zareaguje? Obstawiam że wróci do Kei`a, ale Ren przybędzie na swoim białym rumaku by ją przekonać do powrotu!
    Pozdrawiam Aomori

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo za komentarz! :)
      Postaram się teraz wrzucać "kartkę z pamiętnika" co najmniej raz na tydzień ;)

      Usuń