-
Wychodzę! – W salonie stanęła Kati.
- Gdzie? – Spojrzałem
na nią zdziwiony. Na zegarku było już grubo po siedemnastej.
- Muszę się spotkać z
Kei’m. Pewnie się o mnie martwi… - Dziewczyna podrapała się z zakłopotaniem po
włosach.
- Nigdzie nie pójdziesz!
– Krzyknąłem oburzony.
- Na podwórku jest
niebezpiecznie. Niedługo się ściemni… - Tamao spojrzała ze zmartwieniem na
szatynkę.
- Spokojnie! Dzięki wam
przestałam bać się tak panicznie duchów. – Kati machnęła lekceważąco ręką.
Nie
mogłem tego słuchać. Wstałem sprzed telewizora i podszedłem do niej.
- Nie mówimy o takich
zagrożeniach jak duchy. Mówiliśmy o bardziej… Materialnych niebezpieczeństwach.
- Ale ja się tam
wychowywałam, nic mi nie będzie. – Zapewniła zielonooka.
- Idę z tobą. –
Wypaliłem nagle. Nie chciałem, żeby Kati błąkała się sama po nocnym Tokio.
Skoro to prawdziwa Księżniczka, naszym obowiązkiem jest o nią dbać.
- Jeśli tylko chcesz. –
Kati uśmiechnęła się delikatnie.
- Tamao, zostaniesz tu
i powiesz Yoh i Annie, że wyszliśmy – poprosiłem, zwracając się do
różowowłosej.
- Dobrze – Przytaknęła
dziewczyna.
Spojrzałem na nią. Nie
wyglądała na zbyt zadowoloną.
Kati
założyła buty. Ja ruszyłem w jej ślady. Założyłem swój czarny płaszcz i szalik.
Wyszliśmy razem na
ulicę.
- Pojedziemy metrem. –
Rzuciłem po dłuższej chwili milczenia.
- Nie mam na bilet… -
Szepnęła z niezadowoleniem szatynka.
- Myślałem, że już
przestałaś się martwić kwestią pieniędzy. – Spojrzałem na nią uważnie.
- Codziennie się
martwię tą kwestią. – Prychnęła. – Nie chcę was wykorzystywać.
- Nie wykorzystujesz. –
Przerwałem jej szybko.
Dziewczyna na chwilę
zamilkła. Westchnęła głośno.
- Kiedyś wam oddam. –
Mruknęła tylko.
Przez
całą drogę do stacji metra nie odezwaliśmy się do siebie. Drażniło mnie to. Po
kilkunastu minutach szedłem już naprawdę zdenerwowany.
Dlaczego Kati była taka?
Jak oznajmiła nam, że „wychodzi” do Kei’ego to uśmiechała się uroczo, a teraz?
Idzie smutna i przygnębiona. Patrzy na mnie co chwilę. Może jest zła, że z nią idę?
Wolałaby być z nim sam na sam?
Pewnie nie są dla
siebie tylko przyjaciółmi.
- Co?! – Warknąłem,
łapiąc jej wzrok na sobie. Sam zdziwiłem się swoim tonem głosu. Już dawno nie
był taki oschły i niesympatyczny.
Szatynka nie odezwała
się. Wcisnęła głowę w ramiona, ewidentnie przestraszona moim zachowaniem.
W takich nastrojach
doszliśmy na stację metra.
Kupiłem
dwa bilety, po czym stanęliśmy na peronie. Niedługo potem przyjechał pojazd.
Wsiedliśmy i zajęliśmy dwa miejsca siedzące, jako że metro było prawie puste.
- Przepraszam. –
Szepnęła Kati. Patrzyła na czubki swoich butów. Wcisnęła ręce głębiej do
kieszeni.
- Niepotrzebnie się
uniosłem. – Powiedziałem spokojnie, odwracając od niej wzrok.
- Czym cię
zdenerwowałam? – Zapytała cicho.
Spojrzałem
na nią ukradkiem. Nie miałem pojęcia co jej odpowiedzieć. W sumie nie zrobiła
nic, co mogło mnie rozwścieczyć. Przygryzłem od środka dolną wargę.
- Nie zdenerwowałaś. –
Mruknąłem. Wzruszyłem niedbale ramionami. – Ja zwyczajnie już tak mam.
Tak
naprawdę… Chyba zdenerwowała mnie myśl, że Kati może łączyć coś więcej z Kei’m.
Nie mogłem jednak powiedzieć tego szatynce.
- Nie mogę cię rozgryźć.
– Westchnęła dziewczyna. – Ale dziękuję, że ze mną jedziesz. Przyda mi się
wsparcie.
- Boisz się czegoś? –
Zapytałem niby od niechcenia.
- Trochę… Kiedy
ostatnio widziałam Taki’ego zraniłam mocno jednego z jego kolegów. Nie
chciałabym ich znowu spotkać – powiedziała niepewnie.
- Nie masz się o co
martwić, przy mnie nic ci nie grozi. – Wyprostowałem się dumnie.
- Wiem. Nie boje się o
siebie. Boję się, że znowu kogoś skrzywdzę… – Szatynka wyjęła ręce z kieszeni i
spojrzała z przerażeniem na swoje dłonie. – Anna mówi, że musimy poczekać, aż
poznam dziadków Yoh, aby zacząć trening. Ale ja chciałabym to zrobić już teraz…
- Kati, po prostu nam
zaufaj. – Uśmiechnąłem się do dziewczyny. – Kiedy poznasz dziadków Yoh…
Wszystko się zmieni.
- A co w nich takiego
niezwykłego? – Zapytała z lekkim rozbawieniem.
- Klan Asakura zmienia
życie… – Zaśmiałem się.
- Twoje też zmienił? –
Kati przekrzywiła lekko głowę. Wyglądała teraz jak ciekawski kociak.
Nie
wiedziałem co jej odpowiedzieć na to pytanie. Yoh dał mi NOWE ŻYCIE, ale nie
wiem czy jestem gotowy mówić o tym Kati.
Boję się, że kiedy
dziewczyna dowie się o mojej przeszłości, nie będzie chciała mnie znać.
Z
opresji na szczęście wyrwał mnie głos dochodzący z głośników metra.
- To nasza stacja! –
Uśmiechnęła się. – Niedługo zobaczę się z Kei’m!
- Tak. Juhu… -
Mruknąłem niepocieszony.
- Przestań. Nie bądź do
niego tak uprzedzony. To naprawdę miły chłopak! Zobaczysz jak go poznasz! –
Zaśmiała się zielonooka, wychodząc na stację.
Uśmiechała
się radośnie, zerkając ukradkiem na przechodzących przechodniów.
Miałem
wrażenie, że aż promienieje szczęściem. Biło od niej takie ciepło! Nie
rozumiem, jak można ją skrzywdzić, a tym bardziej pozwolić mieszkać na ulicy.
Doświadczyła od ludzi tyle zła, a mimo to uśmiecha się do wszystkich. Nie
narzekała, nie płakała…
Chociaż z drugiej
strony, sam czasem bywam niesamowicie chamski w stosunku do osób, które w sumie
nic złego mi nie zrobili.
Ale dla niej nie chcę
taki być.
Dlaczego tak trudno
wprowadzić w życie porady z tych wszystkich „pseudo-mądrych” psychologicznych
książek, które czytam od czasu poznania Yoh?
- To… Którędy się idzie
do kieszonkowca? – Zapytałem, chcąc ukryć utrapienia dozą mojej naturalnej,
wrodzonej wredności. Pomijając fakt, że właśnie myślałem o tym, żeby przestać
być niemiłym!
- Do Kei’a – Poprawiła
mnie dosadnie Kati. – Nie martw się, zaprowadzę cię. Znam dość dobrze te
tereny.
- My czasami biegamy
tutaj z Yoh. – Westchnąłem głośno. Raczej nie jestem zwolennikiem ćwiczeń na świeżym
powietrzu. Ludzie zawsze na nas patrzą i słyszę ciche szepty pod naszym
adresem. O wiele bardziej wolę zacisze sali gimnastycznej.
- Wiem. Widywałam was
tutaj. – Zaśmiała się radośnie.
- Nigdy cię nie
zauważyłem – Przyznałem, patrząc na nią lekko zdziwiony.
- Po tej sytuacji z
portfelem raczej unikałam spotkań z tobą… - Dziewczyna złapała się za tył głowy
i zarumieniła po czubek uszu.
- Ukrywa…
-
Maleńka! – Nagle podbiegł do nas znany mi z widzenia brunet. Objął Kati w pasie
i bez problemu oderwał ją od ziemi. Przytulił mocno do siebie, a zielonooka od
razu wczepiła się kurczliwie w chłopaka, obejmując mocno jego szyję.
– Tak się cieszę, że
cię widzę!
Mnie
ledwie krew nie zalała. Ledwie się powstrzymałem, żeby nie wrzasnąć subtelnego
„łapy przy sobie”!
-
Wiesz jak się martwiłem?! – Kei postawił dziewczynę na ziemię. – Nic ci się nie
stało? Ten pajac cię nie skrzywdził?
Kei
popatrzył na mnie wrogo. Odwzajemniłem mu to spojrzenie z nawiązką. Nie
ukrywając – nie przypadliśmy sobie do gustu.
- Przypominam, że to ty
jesteś podłym złodziejem! – Warknąłem wściekle, robiąc krok w jego stronę.
- Dla ciebie Panem
Złodziejem, Krasnalu! – Brunet nachylił się w moją stronę.
- Ty…! – Chciałem rzucić
się temu łajdakowi do oczu, ale przeszkodziło mi jedno. Kati stanęła między
nami.
-
Uspokójcie się! – Dziewczyna gniewnie tupnęła nogą, śmiesznie marszcząc brwi ze
złości. – Kei wcale nie jest podły! A Ren wcale nie jest krasnalem, to ty
jesteś wysoki!
- Phi! – Obruszył się
brunet. – Żeby on miał być wysoki, musiałby się otaczać karłami…
- Może i nie jest
podły, co nie zmienia faktu że nadal jest złodziejem. – Mimo mojego wzrostu,
poczułem się w tej chwili o wiele wyższy od niego. Podniosłem dumnie głowię
widząc, że ta uwaga zraniła zielonookiego.
- Przestańcie! –
Krzyknęła Kati, zdenerwowana już nie na żarty. Odwracała głowę patrząc raz na
mnie, raz na swojego „przyjaciela”.
- Tak w ogóle, to co ty
robisz z tym bufonem? Czemu nie dajesz znaku życia? – Chłopak zmarszczył brwi i
patrzył na zielonooką świdrującym wzrokiem.
Kati
od razu zmieniła swoją postawę. Głowę wcisnęła między ramiona, ręce schowała za
plecy, bawiąc się nerwowo swoimi palcami. Butem kręciła kółka na chodniku, a
wzrok skupiła właśnie na tej czynności.
I
w tej chwili stało się coś dziwnego.
Jeszcze
przed chwilą chciałem skoczyć temu draniowi do gardła, mszcząc się za tego
„krasnala” i „karły”. Lecz w tej chwili zrozumiałem jedno – Kei naprawdę martwi
się o Kati.
Tych dwoje łączy jakaś
niesamowicie silna więź. Inaczej nie przejmowaliby się tak tym, co robi drugie.
Coś
nagle ukuło mnie w serce. Jakieś dziwne uczucie żalu i niepewności, nieznane mi
do tej pory.
Nie
wiem co to było, ale zabolało.
- Przepraszam… Ale Kei,
tyle pracujesz! Nie chciałam zawracać ci głowy… – Nie widziałem wzroku szatynki,
ponieważ stałem za jej plecami, ale jestem przekonany, że tęczówki miała
ogromne, przesycone zielenią i zaszklone od łez zbierających się w kącikach
oczu.
- Maleńka, nawet tak
nie mów. – Brunet znowu przytulił lekko Kati. Nie patrzył na mnie. Zamknął oczy
wzdychając z ulgą. – Przecież wiesz, że dla ciebie rzuciłbym obie te roboty.
W
tej chwili tak bardzo żałowałem, że w ogóle poszedłem tutaj z zielonooką. Po co
ona mnie zabiera na swoją randkę?
Poczułem
się niepotrzebny w tej scenie. Miałem ochotę odwrócić się i iść przed siebie,
klnąc na wszystko co tylko możliwe..
- Ale byłam pod dobrą
opieką! – Barwa głosu Kati zmieniła się w jednej sekundzie. Wysunęła się spod uścisku
chłopaka. Odwróciła do mnie i objęła rękoma moje przedramię. – Kei to Tao Ren!
Ren~kun, to Ito Keiji!
Obaj
spojrzeliśmy na siebie nienawistnym wzrokiem. Żadnego uścisku ręki, ani
uśmiechu. Tylko głęboko osadzona złość na tego drugiego.
Kati
westchnęła ciężko. Pokręciła z politowaniem głową, pokazując jak bardzo nie
podoba jej się ta sytuacja.
- Tak w ogóle, to jak
to się stało, że trafiłaś do tego… No. Do niego. – Kei założył ręce na pierś.
- Do Ren’a. – Mruknęła
stanowczo zielonooka. Złapała mnie pod rękę, przyciągając do siebie, po czym to
samo zrobiła z brunetem. – Chodźmy na spacer, to ci wszystko opowiem!
- Może pójdziemy do
mnie? Napijemy się herbaty. – Zaproponował wesoło młody Ito.
- Wolę spacer.
I
tak zaczęliśmy przemierzać ulice jednej z najbiedniejszych dzielnic Tokio (o
ile nie najbiedniejszą). Kati niezwykle emocjonalnie opowiadała złodziejowi o
naszym przypadkowym spotkaniu w kaplicy i o tym, jak zabrałem ją na obiad, a
potem do domu. Z wypiekami na policzkach mówiła o duchach, szamanach i
wszystkim innym, czego doznała przez ostatnie kilka dni.
Z
początku byłem lekko mówiąc niezadowolony z takiego obrotu sprawy. Wiedziałem,
że jedziemy do młodego Ito, ale wiadomo – teoria różni się od praktyki.
Spacerowanie z nim z początku zdawało mi się żenujące, ale patrząc na
szczęśliwą Kati wiedziałem, że postępuję słusznie.
Ciepła atmosfera jaką
rozpościerała szatynka udzieliła się też i nam. Może nie gadaliśmy ze sobą, ale
obaj słuchaliśmy dziewczyny z zachwytem, więc w sumie nie było tak źle.
Na
szczęście musiałem się męczyć z Kei’m tylko godzinę. Potem Ito musiał iść do
pracy. Na pożegnanie wyciągnął do mnie rękę, a kiedy kulturalnie ją uścisnąłem,
nachylił się nade mną.
- A jeśli ją
skrzywdzisz… Jeśli uroni przez ciebie choćby jedną łzę… Zabiję cię. –
Warknął wściekle, ściskając jak
najmocniej moją dłoń. To jednak nie zrobiło na mnie najmniejszego wrażenia.
Odwzajemniłem gest, a
na twarzy Ito pojawił się grymas bólu.
- To też się liczy
ciebie, złodzieju. – Uśmiechnąłem się wrednie, z satysfakcją patrząc, jak mina
zielonookiego rzędnie.
Oczywiście
z Kati Kei pożegnał się o wiele czulej. Uścisnął ją mocno i zapowiedział, że
niedługo ją odwiedzi, bo mi nie ufa i sam musi sprawdzić, czy dziewczyna żyje w
godnych warunkach.
Jakoś się tym nie
przejąłem.
W porównaniu z zimną
podłogą świątyni, tatami w pokoju dzielonym z Anną i Tamao wydaje się być
królewskim łożem.
A już niedługo Kati
zamieszka w prawdziwym pałacu wraz z Królem Duchów.
-
Dlaczego stanąłeś? – Zielonooka spojrzała na mnie zaciekawiona. Już we dwoje
szliśmy w stronę metra.
- Zamyśliłem się. –
Podrapałem się z zakłopotaniem po głowie. Strasznie nie uśmiechało mi się
ciągłe okłamywanie nastolatki.
Chciałbym jej
powiedzieć o wszystkim, ale obiecałem Annie, że poczekamy na dziadków Yoh z TĄ
informacją. – Mogę ci zadać pytanie?
- Oczywiście, pytaj o
co chcesz. – Uśmiechnęła się wesoło Kati, wyrównując ze mną krok.
- M… M-może pójdziemy
na zakupy? – Wypaliłem. Co mi odbiło? Przecież ja nienawidzę łazić po sklepach!
Jun mnie zawsze do tego zmusza!
- Zakupy? – Dziewczyna
była chyba niemniej zdziwiona niż ja.
- Zaraz zima, a ty nie
masz w czym chodzić. – Mruknąłem nonszalancko.
- Nie mam pieniędzy, a
ta bluza jest ciepła. – Uśmiechnęła się nieśmiało.
Spojrzałem
na nią z dezaprobatą. Teraz to już na poważnie zacząłem zastanawiać się nad
tymi zakupami.
- Daj spokój, już
dzisiaj o tym rozmawialiśmy. Ja mam pieniądze i to wystarczy.
- Ale wtedy mój dług
urośnie.
- Nie masz żadnego
długu.
- Mam.
- Nie masz. –
Powiedziałem twardo.
- Mam. Ren, wiem, że
pochodzisz z bogatej rodziny, ale to nie znaczy, że masz mnie utrzymywać. I tak
jestem ci wdzięczna, że zabrałeś mnie z ulicy. Nigdy nie myślałam, że
ktokolwiek pomoże mi tak po prostu, tak.. Bezinteresownie! Bo kto zabrałby z
ulicy taką sierotę jak ja? Nic ode mnie nie oczekujecie, pozwalacie mieszkać ze
sobą, dajecie mi jeść i nic mi nie wypominacie. Tak wiele wam zawdzięczam! Aż
nie wierzę, że to wszystko dzieje się naprawdę! Czuję się jak we śnie. Jak
jakaś księżniczka… Czar Kopciuszka. Aż boję się, że zaraz wybije dwunasta i to
wszystko się skończy… Ren… Ren, powiedziałam coś nie tak? – Dziewczyna
przechyliła głowę, patrząc na mnie niepewnie.
Podczas
jej monologu stanąłem. Obserwowałem to jaka jest szczęśliwa, jak wesoło się
uśmiecha i radośnie gestykuluje.
Ona o niczym nie wie!
Nie wie, że jest prawdziwą
Księżniczką!
- A co jeśli ci powiem,
że to nie sen, ale rzeczywistość? Że naprawdę jesteś Kopciuszkiem i że już niedługo
zamieszkasz w pałacu?
- To ci nie uwierzę. –
Zaśmiała się, widocznie rozbawiona moją informacją.
Nie miałem pojęcia co
powiedzieć.
Nigdy nie miałem żadnej
dziewczyny, a przyjaciółki to w ogóle co innego. Z Tamao albo Pilicą nigdy nie
byłem w takich „prywatnych” stosunkach, bo one są dla mnie jak siostry.
Z Kati to w ogóle co
innego. Boję się przy niej cokolwiek mówić, żeby jej nie urazić, żeby nie
palnąć jakiejś głupoty.
I nie chcę jej
okłamywać.
Chcę cały czas jej słuchać
i patrzeć jak się śmieje, a mam dziwne wrażenie, że informacja o jej
pochodzeniu nie ociepli naszych stosunków.
- Kati… -Spojrzałem w
jej piękne, zielone oczy. - Ty naprawdę jesteś księżniczką.
- Jasne, a ty księciem,
Wasza Wysokość. – Zaśmiała się radośnie, kłaniając mi się w pas.
- Eh… - Westchnąłem
ciężko i pokręciłem z politowaniem głową. Wyciągnąłem dłoń. Poczochrałem
delikatnie jej włosy i ruszyłem powoli w dalszą drogę. Mijając ją cicho dodałem
- Już nigdy nie wrócisz na ulicę, obiecuję ci to.
Kati
spojrzała na mnie zaskoczona.
- Dziękuję. – Krzyknęła
radośnie. Podbiegła do mnie, wyrównując ze mną krok. - To dzięki tobie, Ren~kun!
Moje życie się zmienia, czuję to. Jestem ci taka wdzięczna!
- Jeszcze nie masz za
co… - Westchnąłem cicho.
Szliśmy
w milczeniu. Patrzyłem na Kati kątem oka. Dziewczyna delikatnie drżała.
Uśmiechnąłem się. Założyłem jej kaptur na głowę, po czym zdjąłem szalik ze
swojej szyi. Owinąłem nim Kati.
- Nie uznaję żadnych
sprzeciwów! Musimy się wybrać na zakupy! – Powiedziałem ostro. Dziewczyna była
przemarznięta, czułem to nawet jej nie dotykając!
- Tak jest, dowódco! –
Zarechotała radośnie, salutując mi. Zdjęła z głowy kaptur, niesamowicie ciesząc
się z mojego „prezentu”. Wtuliła się w szalik. – To co? Wracamy do domu?
- Wracamy do domu. –
Kiwnąłem porozumiewawczo głową.
Szliśmy
oboje rozmawiając na rozmaite tematy. Kati trochę się przede mną otworzyła.
Opowiedziała mi dokładne historie o swoim bracie, z którym ma konflikt i duchu
matki, który nawiedza jej stary dom. To przez tę duszę dziewczyna uciekła z
mieszkania. Zawsze mogła zwrócić się o pomoc do Kei’ego, ale nie chciała z tego
zbyt często korzystać. Jej wrodzona empatia i altruizm nie pozwalał na
narzucanie się rodzinie Ito. Chciała sama poradzić sobie z własnymi problemami.
To
uświadomiło mnie w przekonaniu, że to na pewno ona jest Księżniczką Duchów. Nie
znam innej osoby, tak dbającej o innych.
Kiedy
wchodziliśmy do domu, był już późny wieczór. Niestety przywitała nas Anna z
dość niemiłą jak dla mnie niespodzianką.
„Za
tydzień przyjeżdżają państwo Asakura.”
Jak miło znowu o nich poczytać :) Poproszę jednak o częstsze notki :) Nie ma to jak rozmowa między dwoma facetami (chociaż bardziej mi tu pasuje określenie koguty i to niiiic nie ma wspólnego z czubem u Ren`a...) typu "jak uroni przez ciebie chociaż łzę to cię znajdę!" -.- normalnie jakby nie wiedzieli że kobiety mogą płakać też ze szczęścia!
OdpowiedzUsuńEh Ren... uczucia takie obce.. emocje? Nie.. nie kojarzę <- tak widzę jego szare komórki
Jednak jest coś co mnie niepokoi i nie jest to fakt, że jeszcze tyle czasu będą musieli utrzymywać w tajemnicy przed Kati to kim jest. Powiedziała że nic od niej nie oczekują i obawiam się, że kiedy się dowie o swoim przeznaczeniu zrozumie, że to wszystko w cale nie jest takie bezinteresowne i jak wtedy zareaguje? Obstawiam że wróci do Kei`a, ale Ren przybędzie na swoim białym rumaku by ją przekonać do powrotu!
Pozdrawiam Aomori
Dziękuję Ci bardzo za komentarz! :)
UsuńPostaram się teraz wrzucać "kartkę z pamiętnika" co najmniej raz na tydzień ;)