poniedziałek, 16 października 2017

19 września 2000 – wtorek (Ren)

Nie poszedłem dzisiaj do szkoły. Zgodnie z zapowiedziami, postanowiłem wziąć Kati na zakupy do galerii handlowej.
Jeszcze nigdy nie wiedziałem tak zachwyconego sklepami człowieka. Dziewczyna z początku czuła się nieswojo, ale potem rozkręciła się na całego.
Jej zielone oczy błyszczały z zachwytu, ale ręce trzymała sztywno przy sobie. Rozglądała sie dookoła jakby przytłoczona ogromem powierzchni, na której się znajdowała. Jednocześnie wzdychała z rozmarzeniem widząc sklepowe wystawy.
- Pierwszy raz jesteś w galerii? - Zapytałem z lekkim uśmiechem.
- Nie... - Pomachała przecząco głową. Odwróciła ode mnie wzrok. - Kiedyś byłam tu z Kei'm... Jak byliśmy mali...
- Zwinął coś i musieliście uciekać? - Zażartowałem.
- Skąd wiesz?! - Dziewczyna poczerwieniała na twarzy. Podniosła przód kaptura, tak aby móc schować w nim twarz.
Zdziwiłem się.
Nie myślałem że to prawda!
- Zgadywałem...- Westchnąłem. - Nie martw się, ja nic nie ukradnę, możesz być spokojna.
- A co jak mnie pamiętają? - Zapytała przerażona.
- Całkiem możliwe. - Uśmiechnąłem się nieco wrednie. Widząc jednak jej przerażoną minę uspokoiłem się. Postanowiłem zmienić temat. - Musimy ci kupić cieplejsze ubrania.
- Ale wiesz, że ja nie...
- Nie chcę słyszeć o pieniądzach. - Ostrzegłem. - Należysz teraz do naszej rodziny. A tu wszystko jest wspólne!
- To aż zadziwiające, jak bardzo jesteście zżyci ze sobą. Wiele razem przeszliście. Hm… To… W sumie tak jak ja z Kei’m! – Kati  aż klasnęła w dłonie. Mi mina z zrzedła. Nie ukrywam tego, że nie znalazłem ze złodziejem wspólnego języka…
Pomimo to postanowiłem tego nie komentować.
Wiem.
To nie w moim stylu, ale… Nie chcę mieć wroga w Księżniczce.
- I tak kiedyś ci oddam wszystkie pieniądze, jakie we mnie zainwestowałeś! - Zapewniła.
- Nie wątpię... - Zaśmiałem się tylko, po czym weszliśmy do sklepu.
Kati nieśmiało spoglądała na półki. Znałem ten wzrok. Kobiety mają taki, kiedy coś im się podoba. Postanowiłem ją trochę rozruszać.
- Możesz wybierać i przymierzać co tylko zechcesz.
- Ale to wypada?
- Pewnie że tak. W końcu nie możesz zapłacić za ubranie którego nie zmierzyłaś. Oj, musisz pogadać z Jun, ona by cię szybko nauczyła robić zakupy.
- Jun to twoja siostra, prawda? - Kati spojrzała na mnie pytająco.
- Tak. Uwielbia zakupy. Jakby mogła, zamieszkałaby w sklepie... - Pokręciłem głową z politowaniem.
- Dlaczego nie mieszka z tobą?
- Eem… - Nie spodziewałem się takiego pytania. - Wiesz... Ja chodzę tu do szkoły, a ona edukuje się w Chinach...
-  Rozumiem. - Dziewczyna skinęła głową.
Jej wzrok na chwile utkwił gdzieś za moimi plecami. Obróciłem się. Za mną wisiała czarna, skórzana kurtka. Uśmiechnąłem się.
- Podoba ci się? - Zapytałem. Podszedłem i zdjąłem ubranie z wieszaka. - Przymierz.
Podałem kurtkę dziewczynie, po czym przyciągnąłem ją do lustra. Ta grzecznie wykonała polecenie.
- Wyglądasz pięknie, ale... - Nauczyłem się w moim krótkim (aczkolwiek burzliwym) życiu, że zanim kobietę skrytykujesz, musisz ją najpierw pochwalić.
- Jak w worku? - Dokończyła Kati.
- Chudziutka jesteś. – Stwierdziłem, przyglądając jej się dokładnie.
Podszedłem do ekspedientki i zapytałem o inny rozmiar kurtki.
- Przykro mi, ale to XS. Nie mamy mniejszych rozmiarów.
Ślicznie podziękowaliśmy i poszliśmy do innego sklepu.
I tak zaczęła się nasza podróż.
Wędrowaliśmy od sklepu do sklepu i mimo ogromu towarów, nic nie mogliśmy znaleźć. Albo nie pasował rozmiar, albo krój.
- Jestem beznadziejna... - Westchnęła Kati.
- Nie beznadziejna, tylko za chuda. Ile ty ważysz? - Zapytałem już lekko zrezygnowany.
- Nie wiem, nigdy się nie ważyłam...
Szliśmy właśnie coś zjeść. Oboje musieliśmy nabrać sił na dalsze szabrowanie sklepów.
Na szczęście na ostatnim piętrze galerii znajdowały się stoliki otoczone rozmaitymi restauracyjkami oraz kino.
Wchodząc na ruchome schody, Kati zawsze kurczowo łapała mnie za rękaw i zamykała oczy. Mi to bynajmniej nie przeszkadzało. Wyglądała wtedy słodko. Nie rozumiałem tylko, czego ona się boi?
Będąc już na piętrze rozejrzałem się za jakąś dobrą restauracją, w której moglibyśmy zjeść coś smacznego.
- Co powiesz na sushi? – Zapytałem patrząc na Aizawę. Ta tylko kiwnęła głową. – Wiesz, że nie musisz się na wszystko zgadzać?
- Wiem, ale nie znam się ani na modzie, ani na jedzeniu, a lubię twój gust i smak, więc… Liczę na ciebie.
- Dziękuję. – Uśmiechnąłem się lekko.
Poczułem się nieco dziwnie. To… Brzmiało trochę jak komplement. Nie wiem jak się zachować… Dlatego podszedłem szybko do jednego ze stolików. Zarzuciłem na krzesło swój płaszcz i szalik, jakie cały dzień nosiłem w rękach (w tej galerii nie ma czegoś takiego jak „szatnia”, a szkoda bo by się przydała).
Odsunąłem siedzenie, wskazując dłonią, aby dziewczyna usiadła. Kati uśmiechnęła się do mnie zadowolona.
         - To jak tak na mnie liczysz, to ja idę coś zamówić. – Zapowiedziałem, chcąc jak najszybciej uciec od niezręcznej ciszy.
         Ustawiłem się w kolejce, złożyłem zamówienie i zaczekałem chwilę. Ekspedienta prawie że po minucie podała mi wybrane zestawy. Cóż, były to tak zwane „bary szybkiej obsługi”.
Szybko, tanio, średnio smacznie… No, ale w życiu nie można mieć wszystkiego. W Pach Village jadało się gorsze rzeczy.
 Z jedzeniem wróciłem do Kati, która rozglądała się dookoła. Patrzyła na ludzi z delikatnym, ciepłym uśmiechem. Miałem wrażenie, jakby czerpała radość z samego przebywania tutaj.
Tak jakby sama akceptacja obecności dziewczyny przez otoczenie, cieszyła ją.
         - Proszę bardzo. – Podsunąłem pod nos Kati tacę z sushi. Usiadłem naprzeciwko niej.
Aizawa przez chwile nic się nie odzywała, tylko patrzyła na mnie swoimi wielkimi, zielonymi oczyma. Miałem wrażenie, że zaraz się w nich utopię…
         - Trochę mnie przerażają takie miejsca. – Powiedziała w końcu.
         - Bo boisz się ruchomych schodów? – Zakpiłem nieumyślnie. Powinienem ugryźć się w język, ale… Taka już moja wredna natura! Nic na to nie poradzę!
         Zielonooka poczerwieniała na policzkach przez mój komentarz.
         - Nie! Nie o to mi chodziło… - Powiedziała, machając głową w lewo i prawo, jakby chcąc „strzepać” z policzków czerwoną barwę.
         - A o co?
- Bo… Ludzie gnają za pieniędzmi i rzeczami, które tak naprawdę nie są im potrzebne… Nie powiem, fajnie jest mieć nowy telefon i w ogóle, ale tak w gruncie rzeczy to nie jest niezbędne. Ja nawet nie umiem włączyć komputera, a żyję. Co prawda sprzęty ułatwiają wiele rzeczy, ale… Czy w pogoni za pieniędzmi nie gubimy samych siebie? Bo zobacz… - Kati oczami pokazała na rodzinę siedzącą kilka stolików obok.
Ojciec miał w dłoniach tablet i poprawiając co raz okulary, natrętnie stukał w ekran, jakby od tego zależało jego życie. Matka rozmawiała przez telefon. Dość głośno zresztą, przez co doskonale mogliśmy słyszeć o czym mówi: „…w następnym tygodniu jadę w delegację. Do Ameryki… Nie, nie stresuję się. Mała zostanie z ojcem, więc mogę spokojnie oddać się pracy...”.
- Nie jestem mała! – Krzyknęła siedząca między nimi dziewczyna. Wyglądała na jakieś 9 lat. – Zabraliście mi telefon, a sami cały czas siedzicie na Internecie!  
- Przypominam, że zabraliśmy ci go za złe oceny… - Ojciec nawet nie podniósł wzroku znad tabletu.
- To nie moja wina, że matematyczka się na mnie uwzięła!
- Ja w twoim wieku marzyłem o takich szkołach jak są dzisiaj.
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz?!
- Przestańcie oboje, nie widzicie że rozmawiam? – Matka przykryła dłonią słuchawkę telefonu.
- Uh! – „Mała” warknęła wściekle. Wstała zamaszyście, tak że aż krzesło upadło na ziemię. – Nienawidzę was!
Wrzasnęła, po czym odbiegła w sobie tylko znanym kierunku.
Jej rodzice krzyknęli coś w stylu „Wróć tu młoda panno!”, ale żadne nie wstało. Nie kwapili się nawet podnieść krzesła.
Mnie to jakoś nie wzruszyło. Mój ojciec miał dużo „cięższą rękę”. Chyba wszyscy wiemy o co chodzi…
No… Może nie wszyscy.
- Zaraz wracam... – Kati zerwała się nagle z miejsca i podeszła do małżeństwa siedzącego przy stoliku.
Postanowiłem nie wtrącać się, dopóki dziewczynie nic nie grozi.
Aizawa podeszła i najspokojniej w świecie podniosła krzesło.
- Wasza córka musi być bardzo nieszczęśliwa. – Powiedziała spokojnie.
- Odejdź stąd. To nie twoja sprawa dzieciaku. – Ojciec tylko przelotnie spojrzał na Kati. Potem znów zabrał się za oglądanie tabletu. A raczej intensywne niszczenie go palcem.
Dziewczyna mocno zacisnęła dłonie na oparciu krzesła. Patrzyła kurczowo w blat stołu, tak jakby miała tam wyświetloną jakąś przemowę.
- W jednym z parków w naszym mieście mieszka rodzina. Kiedyś byli bogaci, ale ich firma zbankrutowała. On zainwestował pieniądze w złym momencie i z dnia na dzień stali się biedakami. Starał się zaciągnąć pożyczkę i wszystko naprawić, ale to tylko pogrążyło ich bardziej. Poznał niewłaściwych ludzi… Stracili cały majątek, razem z domem.
- Tak kończą przegrani. – Zaśmiał się mężczyzna.
- Mają siedmioletnią córkę… - Kati ciągnęła swój wywód jak gdyby nigdy nic. - … oraz jeszcze nienarodzonego dzidziusia. I są szczęśliwi.
- Jasne… Biedacy wmawiają sobie, że pieniądze szczęścia nie dają, żeby nie było im przykro. – Matka odłożyła w końcu telefon.
- Codziennie kiedy on wraca do domu, ona gotuje obiad. Jedzą razem. Mimo biedy trzymają się razem. Codziennie po posiłku bawią się z córeczką. Ostatnio podczas zabawy dla Saty wyleciał pierwszy mleczak. Jej tata trzyma to w woreczku w lewej kieszeni spodni, żeby jego córka zawsze była przy nim. Wie Pan kiedy pańskiej córce wyleciał pierwszy ząb?
- A po co miałbym to wiedzieć? – Żachnął się mężczyzna.
- Bo Satę rana po zębie mocno bolała. Płakała przez godzinę w ramionach matki, aż nie usnęła. Czy kiedykolwiek wasza córka płakała Pani w ramię?
Oboje zamilkli.
- Wasza córka nie jest złym dzieckiem. Pewnie specjalnie olewa szkołę, bo chce żebyście ją zauważyli. Chce zwrócić na siebie państwa uwagę. Ona… Krzyczy… Po cichu… Ale jej duch łka cały czas…
Kati położyła jedną rękę na piersi, a jej twarz wyrażała ból. Prawdziwy grymas cierpienia.
- A wasze duchy… Są takie ciche… Szare… Jakbyście przestawali… Być ludźmi…
Aż mnie zamurowało.
- Dlaczego my cię jeszcze słuchamy!? – Kobieta wstała gwałtownie. Wrzuciła telefon do torebki. - Chodź kochanie. Idziemy po Irimi. Musimy ją znaleźć, nim ta wariatka zupełnie namiesza nam w głowach!
Mężczyzna bez słowa wstał i ruszył za żoną.
Kati uśmiechnęła się, tak jakby to odejście sprawiło jej dużo radości. Wróciła do mnie i usiadła, jak gdyby nigdy nic.
- Jemy? – Zapytała biorąc pałeczki. – Itadakimasu!
Krzyknęła i zaczęła jeść.
- Itadakumasu… - Szepnąłem. Patrzyłem na nią jak zaczarowany. - Kati… Co to było?
- Co?
- No… To… Tak do nich podeszłaś i w ogóle… Skąd wiedziałaś tyle o tej dziewczynie..?
- A to… - Kati poczerwieniała na policzkach. – Czasem… Czuję emocje… To jest jak muzyka… Jak kolory.
- Kolory…?
Przyznam się szczerze… Rozumiałem coraz mniej.
- Tak. Tak jak różne utwory czy barwy wywołują różne emocje, tak i ludzie otaczają się rozmaitą gamą odczuć… Nie wiem jak to lepiej wytłumaczyć… Pewnie myślisz teraz, że jestem nienormalna.
- Nie, mów dalej. Słucham cię. – Powiedziałem. Naprawdę zainteresowało mnie to co mówiła.
- Każdy człowiek otacza się taką… Aurą. Im mniej jest wyczuwalna, tym człowiek mniej czuje… Może nie mniej czuje, a bardziej cierpi… Najgorsi są ci cisi… Szarzy, bez emocji… Tak jakby… Ich dusze już umarły…
Ostatnie zadanie szepnęła, ściskając dłonią mocno bluzę na piersi. Schyliła się delikatnie, jakby chowając w ramionach.
- Jesteś niesamowita. – Powiedziałem pewnie.
- Ja…? Wiesz. To dzięki tobie. – Kati nieśmiało podniosła wzrok, patrząc na mnie. – Wcześniej uciekałam od tego uczucia, ale teraz… Kiedy już wiem o szamanach i duchach i w ogóle… Teraz staram się to zrozumieć. Nauczyć rozpoznawać te aury… Dzięki temu, że poznałam was… Wiem, że już nie jestem sama!
- I już nigdy nie będziesz. – Wypaliłem. Wyrwało mi się! Poczułem, że czerwienieję na policzkach. To nie jest fajne uczucie!
Nasze spojrzenia się spotkały. Nie mogliśmy oderwać od siebie wzroku. To było takie… Dziwne!
Szybko spuściłem głowę i zacząłem jak opętany wpychać w siebie sushi.
Jaki ja jestem głupi!
Przestraszyłem się tej sytuacji jak jakiś gówniarz!
Nie mam za dużego doświadczenia z dziewczynami, ale czuję że powinienem się inaczej zachować. W sumie jeśli chodzi o doświadczenie… To tak właściwie nie mam żadnego!
- Może pójdziemy razem do opery? – Zaproponowałem. Po chwili dopiero zacząłem się zastanawiać co ja powiedziałem.
O nie!
Zamieniam się w Horo!
Najpierw robię, potem myślę!
- Opery? – Zapytała głucho szatynka.
- T-tak. Lubię operę…
- Hm… Co prawda nigdy nie byłam w operze, ale z chęcią z tobą pójdę! - Dziewczyna zgodziła się od razu.
Uśmiechnąłem się z zadowoleniem. Chyba w tej chwili… Zaprosiłem na randkę dziewczynę!
Chociaż… Czy my właśnie nie jesteśmy na randce?
Na tą myśl znowu spuściłem głowę.
Stanowczo za dużo sobie wyobrażam … Ona jest Księżniczką Duchów, a ja? Dopóki nie mam Korony Króla Szamanów, jestem zwykłym szamanem…
Jadłem w spokoju, słuchając miłego głosu Kati. Opowiedziała mi dokładnie o tych „aurach”, które widzi. Nic jednak nie wspomniała o mojej…
Cóż. Pewnie nie mam czego żałować.
Po zjedzeniu odstawiliśmy tace na miejsce.
Musieliśmy kupić jeszcze tą nieszczęsną kurtkę dla Kati.
Niestety większość sklepów była już przez nas obejrzana wzdłuż i w szerz.
- Kids Word! – Krzyknąłem nagle. Aizawa aż podskoczyła. Chyba wybiłem ją z zadumy.
- Co?
- No taki sklep… Przykro mi, ale dopóki się nie utuczysz, będziesz się ubierać na działach dziecięcych.
- Ej! – Dostałem kuksańca w żebra. – Co to znaczy „dopóki się nie utuczę”?
Tylko zaśmiałem się pod nosem.
I oczywiście trafiłem z tym pomysłem!
Szary płaszcz, który wybrała Kati był cieplutki i ładny. Dodatkowo na nią pasował!
Co prawda był na dziecko w wieku 7-8 lat… Ale cóż. Ważne, że szatynka wyglądała w nim ładnie.
Zapłaciliśmy, po czym wyszliśmy ze sklepu.
Aizawa była rozpromieniona i szczęśliwa. Widziałem to dokładnie! I dzięki temu sam czułem się zadowolony.
Wychodząc z galerii zobaczyliśmy rodzinę, której Kati (mniej, czy bardziej świadomie) pomogła.
Imiri przytulała się do mamy, a ojciec obejmował obie kobiety. W oczach wszystkich były łzy, ale nie wydaje mi się żeby to była smutna chwila.
Cała trójka uśmiechała się ze wzruszenia. Po dłuższej chwili rodzice wzięli dziewczynkę za ręce i razem, śmiejąc się wesoło ruszyli na parking. Zniknęli nam z oczu, chowając się pomiędzy rzędem samochodów.
- Jesteś wspaniała. – Powiedziałem nieświadomie, jednak szczerze.
- Przesadzasz… - Dziewczyna poczerwieniała na policzkach.
- Nie, nie przesadzam. – Stanąłem. Dziewczyna zrobiła to samo. Spojrzała na mnie pytająco.
Ja nie miałem żadnych pytań. Widziałem, że to księżniczka. Prawdziwa Księżniczka Duchów.
- Ktoś taki jak ty jest potrzebny dla tego świata…
Przekonałem się też co do jednego – zakochałem się w Kati. To coś całkowicie nowego i trochę się obawiam, ale patrząc na nią chcę się mimowolnie uśmiechać. Jej głos jest najprzyjemniejszy na świecie, a w tych zielonych, soczystych oczach mógłbym się zatopić. W każdym filmie tak to się objawia, więc to chyba to… Po za tym tak dziwnie mi bije przy niej serce.
Cholera… Ja się nie mogłem zakochać!
O czym ja myślę?!
- Ja potrzebna dla świata? Przesadzasz Ren! – Zaśmiała się Kati.
Boję się tego, że ona o niczym nie wie. Zasługuje na szczerość, ale umówiliśmy się, że dopóki Asakurowie nie przyjadą będziemy jej tylko pilnować.
To nie fair.
Dlatego też wychodząc z galerii miałem bardzo mieszane uczucia. Cieszyłem się, że mogłem spędzić z Kati chwilę sam na sam, ale z drugiej strony…
To mogą być nasze ostatnie chwilę razem, tylko we dwoje.
Ruszyliśmy w stronę domu.
Patrzyliśmy na siebie i się śmialiśmy.
Pomimo obaw, z Kati przy boku czułem się naprawdę szczęśliwy.
Chciałbym zatrzymać czas.

Niech sobota nigdy nie nadejdzie!

1 komentarz:

  1. Całkiem zabawny ten rozdział :) Rozkminy Ren`a są tak sprzeczne, że chyba bardziej się nie da i ta jego niepewność jak się zachować przez co się irytuje no idealnie Ci to wychodzi! Poza tym wagarowanie od czasu do czasu nikomu nie zaszkodziło. Bardzo mi się podobał ten moment kiedy Kati zaczęła mówić o duchach tych rodziców potem o aurze, świetnie to przedstawiłaś, tak prawdziwie :)
    Czekam na ciąg dalszy! Pozdrawiam Aomori

    OdpowiedzUsuń