- Jutro
przyjedzie Horo Horo i Pilica! W piątek ma dojechać Ryu i Choco. Nie wiem co z
Faustem, ale po Lyserg’a trzeba będzie dzisiaj pojechać na lotnisko. - Yoh
siedział na swoim tatami. Wydawał się być bardzo zadowolony. Od rana gadał jak
nakręcony o przyjeździe całej naszej paczki.
Wszyscy przyjaciele mają się do
soboty zebrać u nas w domu, w celu zapoznania się z Księżniczką i bezpiecznego odeskortowania
jej do Króla Duchów.
- A co, Pan Wielki Detektyw sam nie
trafi? – Warknąłem. Stałem oparty o parapet i patrzyłem przez okno.
Dzień zaczął się już na dobre, ale nie za wiele osób chodziło
po naszej ulicy. To spokojna dzielnica Tokio i zamieszkiwały ją zazwyczaj albo
ustatkowane rodziny, albo osoby starsze.
-
Jesteś zły na Lyserg’a? – Wyczułem w głosie Asakury nutkę zdziwienia.
- Nie, dlaczego miałbym być zły na Lyserg’a?
–Zapytałem, nawet nie patrząc na przyjaciela.
- To co się stało?
- Nic. – Ponownie warknąłem.
Yoh wstał i podszedł do mnie.
Położył mi rękę na ramieniu.
- Zostaw mnie. – Odsunąłem się od
chłopaka. Oparłem o parapet, twarz kierując ku wnętrzu. Założyłem ręce na
piersi na znak swojego „buntu”.
- Ren? Zachowujesz się dziwnie… Czy…
Czy to ma coś związanego z tym co jest między tobą a Kati?
- A skąd niby wiesz, że coś miedzy
nami jest?
- Przecież to widać na kilometr, że
ona ci się podoba!– Zaśmiał się Yoh.
- Nie śmiej się ze mnie! – Wrzasnąłem.
- Nie śmieję. – Twarz Asakury wyrażała mieszankę spokoju i
szczęścia. – To przecież nic złego, że się zakochałeś. Na każdego kiedyś
przyjdzie pora.
- Wątpię. Śnieżynki pewnie nikt nie zachce…
- Skoro ciebie ktoś chce, to dla niego też się jakaś
dziewczyna znajdzie. Nie znasz przysłowia „każda potwora znajdzie swego
amatora”? – Zarechotał szatyn.
- Co to znaczy „nawet ciebie ktoś chce”?! –Spojrzałem na
niego srogo.
- O nic, o nic. Przecież żartuję. A tak właściwie… Było coś
już między wami? – Asakura zrobił j bardzo zaciekawioną minę. Nachylił się w
moją stronę, zaglądając mi z zaciekawieniem w oczy.
- Pewnie że nic nie było! – Żachnąłem się. Odbiłem od
parapetu i zacząłem iść przez pokój.
- Nie musisz się tak denerwować Ren… Przecież znacie się od
niedawna i…
- Oh, Yoh czy ty nic nie rozumiesz? Ona jest Księżniczką! –
Ponownie odwróciłem się w stronę przyjaciela. - Za dwa dni Kati zniknie stąd i zamieszka u Króla
Duchów! I dopóki nie zostanę Królem Szamanów, pewnie nie będę miał
bezpośredniego wstępu do pałacu, nie uważasz?
- Ren...
– Po za tym powinniśmy
jej to powiedzieć już teraz. – Przerwałem mu. Nie chciałem słuchać jego wywodu,
że ”wszystko będzie wspaniale”. - Nie
czekajmy na twoich dziadków. Ona zasługuje na prawdę…
- Dziadkowie będą już
w sobotę. Trzeba najpierw sprawdzić, czy to naprawdę ona i…
- To jest ona! Gdybyś widział to co ja..! Ona jest…
Niesamowita!
- Wiem. Ale Anna i dziadkowie uważają, że tak będzie lepiej.
Powiemy jej jak będą wszyscy. Będziemy mogli ją wtedy spokojnie i bezpiecznie
odprowadzić do Króla Duchów, ale… Ty nie chcesz jej nigdzie odprowadzać.
Odwróciłem wzrok od Asakury.
- A ty chciałbyś wywieść Annę na Bliski Wschód? – Zapytałem
patrząc w podłogę. Nie musiał nic mówić.
Doskonale wiedziałem, że nie. – Boję się, że jak pozna Króla Duchów… No, że
wiesz. Że już nie będzie… Że… Że o nas zapomni…
- Ren, trochę zaufania…
- Ufam jej!
- Więc o co się martwisz? – Yoh uśmiechnął się potrzepująco.
– Kiedy ostatnio rozmawiałeś z Choco?
- Ten idiota dzwonił do mnie w sobotę, zawracał mi głowę
prawie godzinę.
- A kiedy ostatnio go widziałeś?
Zamilkłem. Wiem co Yoh chce mi powiedzieć. Mimo, że nie będę
się widzieć z Kati, to nasza więź zostanie i takie tam…
Tyle, że Kati nie będzie kelnerką gdzieś w Nowym Yorku, tylko
Księżniczką Duchów w Pach Village.
Tego już jednak nie powiedziałem.
Może rzeczywiście, niepotrzebnie się martwię?
Ale… Myślę, że tu martwić się trzeba. Jest tyle niewiadomych
i zmiennych. Boję się wyjazdu Kati, ale bardziej… Jej reakcji na wiadomość, że
to właśnie ona jest zbawicielką świata?
- Zobaczysz, wszystko się dobrze ułoży. – Yoh uśmiechnął się
do mnie tak, jak tylko on potrafi.
Westchnąłem, nie komentując jego nadmiernego optymizmu i
radości.
Nasza rozmowa została brutalnie przerwana przez głos Anny,
która zawołała nas na obiad.
Spokojnie zeszliśmy do jadalni. Obiad minął nam w spokojnej,
rodzinnej atmosferze. Razem śmialiśmy się i żartowaliśmy. Kati chyba już na
dobre zaaklimatyzowała się w naszym domu. Nie rumieniła się na każde słowo i czuła
swobodę. Najczęściej jednak nic nie mówiła, a przysłuchiwała się naszym
opowieściom.
- Kiedy chłopaki pozmywają, będą musieli pojechać na lotnisko
po Lyserga.
- To ten detektyw, prawda? – Kati spojrzała na mnie pytająco.
Ja jedynie skinąłem głową dla potwierdzenia.
- Cieszę się, że znowu wszystkich spotkamy! – Tamao
uśmiechnęła się promiennie. – Już nie mogę się doczekać, aż się zobaczymy…
- To może wszyscy pojedźmy
po Lyserg’a? – Yoh wyszczerzył swoje ząbki.
- Ale o szesnastej zaczyna się maraton „K jak Kocham”… Będą
przypominać cały pierwszy sezon. – Anna odpłynęła w swoich marzeniach.
- Zlituj się, znasz te smęty na pamięć… - Westchnąłem ciężko.
- Jakby twoje gry były lepsze! – Blondynka posłała mi
ostrzegawcze spojrzenie.
- Anno, przejdź się z nami. – Kati zwróciła się w stronę
Kyoyamy. Patrzyła na nią swoimi zielonymi, lśniącymi oczyma. - Maraton w
telewizji będzie jeszcze nie jeden raz!
- Lyserg’a też zobaczę nie jeden raz…
- Tamao, a ty co na to?
- Sama nie wiem… Chyba jestem za wycieczką… - Różowowłosa
poczerwieniała na twarzy.
- Dobra, też idę. Ale tylko dlatego, że Kati idzie. –
Zapowiedziała Anna.
- Świetnie! – Yoh uśmiechnął się ze szczęścia. Wstał od
stołu, po czym zaczął zbierać naczynia.
- A ty co robisz? – Zapytałem.
- Przecież Anna powiedziała, że pójdziemy na lotnisko kiedy
pozmywamy. Więc wstawaj i mi pomóż. – Asakura spojrzał na mnie wymownie.
- A to rozumiem, że wycieczka to jest jakaś forma nagrody? –
Zaśmiałem się. Wstałem i pomogłem przyjacielowi.
W tym samym czasie dziewczyny przyszykowały się do drogi.
Yoh dodatkowo zadzwonił do Manty i poinformował o naszych
planach. Blondyn zapowiedział, że będzie czekał na nas na przystanku metra.
Przyjęliśmy to z ogólną radością.
Popołudnie zapowiadało się naprawdę wspaniale. Wesoło
rozmawialiśmy, atmosfera była przesympatyczna.
Całą szóstką przejechaliśmy metrem w inną część Tokio.
Zmierzaliśmy na lotnisko, na którym zgodnie z obietnicami miał dzisiaj zjawić
się Lyserg.
Po drodze dziewczyny oceniały mijane na wystawach
ubrania, a my skupialiśmy się raczej na
reklamach nowych gier i filmów.
- Nigdy nie byłam w tej części Tokio. – Przyznała się Kati.
Rozglądała się uważnie, chłonąc widziane obrazy.
- Niedaleko jest lotnisko rodziny Tao. – Zaśmiał się Yoh. – Z
tego miejsca wyruszaliśmy do Pach Village.
- Lotnisko rodziny Tao? – Szatynka powtórzyła głucho.
- Rodzina Ren’a jest bardzo zamożna. Ma lotniska, hotele,
sklepy… - Zaczęła wyliczać Anna.
Ja zauważyłem jak mina Kati staje się przerażona. Chociaż
chciałem zachować kamienną twarz, mój organizm nie zgadzał się z tym
założeniem.
Praktycznie w przeciągu kilku sekund stałem się mocno bordowy
na twarzy.
- Bez przesady… - Szepnąłem.
- Bez przesady? Masz nawet swojego kucyka. Jak bogate
panienki w filmach! – Zarechotał Yoh.
- Ren, tak właściwie masz służbę? – Manta wciągnął się w
rozbawiony humor szatyna. – Przeżywasz codzienny masaż stóp, mocząc dłonie w
płatkach róż?
- Zamknijcie się! - Warknąłem. – Cieszcie się, że pochodzę z
tak wielkiego i szanowanego rodu, i nie wypada mi was bić przy damach!
- Jasne… Paniczu Tao. – Zarechotał Yoh.
- Oh, już się nie mogę doczekać aż Turniej ponownie się
rozpocznie! Wtedy wam pokażę! – Krzyknąłem i aby zapewnić o moim oburzeniu,
założyłam ręce na piersi.
Reszta zaśmiała się rozbawiona.
Spojrzałem ukradkiem na Kati. Dziewczyna wcisnęła dłonie w
kieszenie płaszcza. Nie patrzyła na mnie, tylko rozmawiała wesoło z Tamao.
Różowowłosa z początku
wstydziła się Aizawy, nie wiedziała jak się przy niej zachować. W końcu
status Księżniczki Duchów może przytłoczyć… Ale już po pierwszym dniu jak Kati z
nami zamieszkała, dziewczyny znalazły między sobą nić zrozumienia.
Uśmiechnąłem się. Może… Może Yoh ma rację?
Może wszystko dobrze się ułoży?
Może…?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz