24 września 2000 – niedziela (Kati)
Atmosfera w domu była napięta jak nigdy dotąd. Zazwyczaj w powietrzu odczuwało się silną przyjacielską więź, ale w dzień przyjazdu państwa Asakura było inaczej.
Zupełnie inaczej…
Z
samego rana obudziła mnie bardzo nieprzyjemna sytuacja.
Na dole moi przyjaciele
prowadzili zażartą kłótnię. Niestety nie wiem o co poszło. Kiedy tylko
usłyszeli, że schodzę po schodach ucichli.
W kuchni znajdowali
się wszyscy domownicy, a przez ostatnie kilka dni zrobiło się nas naprawdę
sporo.
Do Tokio oprócz
Lyserga, przyjechało jeszcze rodzeństwo Usui, żartowniś Choco, amant Ryu i
dziwny (nieco straszy z wyglądu, ale bardzo miły z charakteru) Faust.
Oczywiście wszystkim szamanom towarzyszyły ich duchy stróże.
Wracając jednak do
porannej sytuacji - sądząc po głosach, w awanturze głównie brali udział Anna i
Ren.
Reszta odnalazła się
raczej w roli obserwatorów.
Wcześniej wspomniana
dwójka stała naprzeciwko siebie. Młody Tao był ustawiony do mnie tyłem, ale
nawet nie widząc jego twarzy wiedziałam, że jest wściekły. Miał niemiłosiernie
spięte łopatki oraz dłonie zaciśnięte w pięści.
- Co się stało? –
Zapytałam przestraszona. Nie podobała mi się ta sytuacja.
Wzrok zebranych
skupił się na mojej osobie.
Ren spojrzał na mnie
z wyrzutem, jakbym przerwała niespotykanie ważne obrady, od których zależą losy
całego świata.
Przez chwile nie
odrywał wzroku od moich oczu. Miał wzrok pełen furii, przez który po moich
plecach rozchodziły się ciarki. Przestraszyłam się. Ze strachu cofnęłam się, a
że stałam na schodach opadłam na stopień wyżej.
Przerażała mnie ta
wściekłość, którą emanował chłopak.
Ren fuknął gniewnie.
Nic nie mówiąc wyszedł z kuchni, kierując się w stronę drzwi wyjściowych. Wsunął
na nogi buty.
- Ren, gdzie idziesz?
– Zapytałam zmartwiona. Wstałam ze schodów i podbiegłam do chłopaka.
Tao zignorował moje
pytanie. Złapał swój płaszcz i wyszedł, donośnie trzaskając drzwiami.
- Ren! – Krzyknęłam.
Podbiegłam do drzwi i zaczęłam wkładać buty.
- Zostaw go. –
Powiedziała srogim tonem Anna, która podeszła do mnie. - Strzela fochy jak mała
dziewczynka.
- Ale… O co wam
poszło? – Zapytałam cicho. Patrzyłam na zamknięte drzwi, trzymając jednego buta
w ręku, drugiego mając już na nodze.
- Nieważne, i tak mu
przejdzie. – Kyoyama wzruszyła ramionami. – A ty nie możesz nigdzie wychodzić.
Niedługo przyjeżdżają dziadkowie Yoh.
- Kino~san będzie
mnie uczyć, tak? – Westchnęłam niepewnie. Odłożyłam obuwie na swoje miejsce.
I tak w piżamie
daleko bym nie zaszła.
- Tak. – Anna skinęła
głową. – Idź się ubierz i zejdź na śniadanie. Musimy jeszcze przygotować dom.
- Yhym. – Mruknęłam.
Czułam, że ten dzień
nie będzie należał do moich ulubionych. Wręcz przeciwnie. Zaznaczę go w
kalendarzu jako „czarną sobotę”.
Pomimo złych
przeczuć, wykonałam polecenia Anny.
Już ubrana siedziałam
w kuchni przy stole.
Pierwszy raz czułam
się nieswojo w tym domu.
Kyoyama miała grobową
minę, niewyrażającą żadnych emocji. Mimo to wiedziałam, że wewnątrz coś ją
gryzie. Prowadziła walkę w głębi swojej duszy. Nad czymś mocno się
zastanawiała, coś nie dawało jej spokoju, ale nie zapowiada się na to, żeby
opowiedziała nam o tym, co ją trapi. Nam jak nam. Na pewno nie powie tego dla
mnie.
Ryu - który wczoraj
zaskoczył mnie kwiatami i nagłą propozycją oświadczyn – w ciszy zajmował się dokańczaniem
jedzenia. Mężczyzna gotował naprawdę wykwintne dania.
Yoh był niesamowicie
smutny. Uśmiechał się leciutko, ale czułam, że to sztuczne i wymuszone.
Manta – który
wyjątkowa jadł z nami śniadanie – próbował rozładować atmosferę. Zagadywał
każdego po kolei, ale mimo tak wielu osób w pomieszczeniu, nikt nie był zbyt
skory do rozmów. Może oprócz Tamao, która zdawała się być najbardziej zmartwiona
i zestresowana. Cały czas powtarzała, że nie zrobiła żadnych postępów w swoim
treningu, przez co dostanie naganę od Kino~sama.
Ja natomiast cały
czas myślałam o Ren’ie. Czym mógł się tak zdenerwować? Co się stało między nim
a Anną? Czy to możliwe, że pokłócili się o mnie? Może Kyoyama nie chce, żebym
tu była?
A może poszło o coś
zupełnie innego?
Trudno mi było zgadnąć,
co tak naprawdę się wydarzyło. Wiedziałam jedno – chcę, żeby Ren wrócił i był
tutaj ze mną. Wyszedł rano tak bez słowa. Zaczęłam się o niego martwić, a czasu
na rozmyślanie miałam sporo.
Po śniadaniu Anna wydała
każdemu polecenie. Przed przyjazdem Asakurów dom miał lśnił czystością – tym
mieli zająć się mężczyźni, z wyjątkiem jednego. Ryu i Anna stanęli na wysokości
zadania, biorąc się za gotowanie. W kuchni przygotowywali uroczysty obiad dla
całej rodziny, natomiast Tamao i Pilica miały za zadanie przygotować stół do
posiłku.
Mnie Anna nie zatrudniła
do niczego, chociaż usilnie o to prosiłam. Wszyscy mieszkańcy domu ganili mnie,
kiedy tylko zabierałam się do jakiejkolwiek pracy.
W końcu skapitulowałam
i poszłam do wspólnego pokoju dziewczyn.
Stanęłam w oknie
pełna nadziei, że zaraz zobaczę młodego Tao. Czas jednak mijał, a złotookiego
ani widu, ani słychu. Żałuję, że jestem tak biedna i nie mam nawet komórki.
Mogłabym do niego chociaż zadzwonić… A tak? Chłopak zostawił mnie samą sobie,
chociaż wie że ten dzień nie jest dla mnie taki „zwyczajny”.
Trochę się stresuję przed
przyjazdem dziadków Yoh. Wiele słyszałam o Asakurach i boję się, że Kino~sama
nie zechce na swoją uczennicę takie słabe chuchro jak ja.
Pełna obaw i
niepewności w końcu wyprosiłam niebios o powrót Ren’a. Chłopak wbiegł do domu
niczym burza. Chociaż wyszłam na korytarz przywitać go, ten tylko ominął mnie i
zniknął za drzwiami do pokoju chłopaków.
Zrobiło mi się
niesamowicie smutno. Nie myślałam, że kiedykolwiek poczuję taki chłód od
młodego Tao. Zazwyczaj był bardzo miły stosunku do mnie. Co takiego się
zmieniło?
Ze spuszczoną głową
poszłam i usiadałam na tatami. Podkuliłam nogi, obejmując je ramionami.
Co zrobiłam źle?
Staram się nie przeszkadzać mieszkańcom domu w ich życiu, pomagać im kiedy
tylko tego potrzebują, a już szczególnie chcę dogodzić młodemu Tao.
Dlaczego dzisiaj
wszyscy traktują mnie tak… Nienaturalnie?
Nagle ktoś mocno
zapukał do drzwi. Aż podskoczyłam ze strachu.
- Proszę… -
Powiedziałam cichutko.
Do pokoju wtargnął
Ren. Miał srogi wyraz twarzy, jakby stało się coś bardzo złego. Z wrażenia
wstałam, ale moje nogi drżały. Oparłam się plecami o ścianę – tak dla pewności.
W takiej pozycji czułam się bezpieczniej i stabilniej.
- Musimy porozmawiać.
– Chłopak podszedł do mnie i obrzucił nienawistnym spojrzeniem. Patrząc w jego
oczy czułam się mała. O wiele mniejsza niż zazwyczaj. Niczym zwierze złapane w
klatkę. Zupełnie zdominowana jego destrukcyjną, ciemną, tak bardzo nienaturalną
dla Ren’a aurą.
- Co się stało? –
Zapytałam cichym, drżącym głosem. Miałam ochotę się rozpłakać i ledwie
powstrzymywałam łzy.
Ren nabrał głośno
powietrza do płuc.
- Nie rycz. Chciałem
ci tylko powiedzieć, że… Że między nami nic nie ma, rozumiesz?
- Co? – Zapytałam z
niedowierzaniem.
- No… Jeśli
kiedykolwiek pomyślałaś, że… Między nami jest coś więcej niż przyjaźń to się
myliłaś. Nie będziemy razem. To teraz niemożliwe. – Powiedział pewnie. Odwrócił
się i zaczął iść w kierunku drzwi.
- O czym ty mówisz? –
Zapytałam zanim zdążył minąć próg. Podbiegłam i złapałam materiał bluzki na
jego plecach. – Co się stało? To przez Annę? Ostatnio… Ja myślałam, że… Że
trochę mnie lubisz…
Ren długą chwilę milczał.
- Dzisiaj staniesz
się nową osobą, a ja nie będę ci już potrzebny. Dopóki nie zostanę Królem
Szamanów, powinnaś po prostu o mnie zapomnieć. – Chłopak odwrócił się, złapał
mój nadgarstek i odciągnął go. Wyszedł głośno trzaskając drzwiami. Zostawił mnie
samą w pokoju.
Opuściłam rękę.
Zacisnęłam mocno oczy, w których od razu pojawiły się łzy. Chciałam je
powstrzymać, ale te nie chciały słuchać. Zaczęły spływać po moich policzkach.
Opadłam na kolana.
Czyli jednak rano
kłócili się o mnie. Nie chcą mnie już tutaj. Ren mnie tutaj nie chce! Dlaczego
mnie tutaj przyprowadził? Co chciał tym osiągnąć? Dlaczego był dla mnie taki
dobry i miły? Dlaczego mi pomagał? Dlaczego cała reszta mi pomogła? Oh, pewnie
właśnie dlatego nie pozwolili mi dziś
sprzątać. Może się boją, że ich okradnę? W końcu jestem tylko bezdomną z ulicy.
Może mają mnie dość i nie wiedzą jak mi to powiedzieć? To mili ludzie, ale mogą
mieć dość utrzymywania nieporadnej życiowo sieroty…
Niechlujnie otarłam
oczy rękawami bluzy.
Muszę stąd iść, nie
chcę nadużywać ich dobroci. Na razie wrócę do świątyni, tam pomyślę co zrobić
dalej. Może zamieszkam z Kei’em, tak jak o tym wspominał?
Chyba nie mam innego
wyjścia jak skorzystać z jego pomocy…
Tylko…
Co to znaczyło, że
dzisiaj stanę się nową osobą..?
To zabrzmiało bardzo
dziwnie.
Teraz jednak nie
mogłam o tym dłużej myśleć.
Poszłam do łazienki –
na szczęście nie spotkałam po drodze Ren’a. Umyłam twarz, poprawiłam bluzę, po
czym ruszyłam na dół.
- Anno wy… - Zaczęłam
ale blondynka mi przerwała. Podeszła do mnie i zaczęła poprawiać mi ubranie,
jakby nagle chciała z bluzy wyczarować piękną suknię.
- Dobrze, że jesteś
Kati. Właśnie przyjechali. Zaraz twoje życie zmieni się nie do poznania!
- Już się zmieniło… -
Mruknęłam niechętnie.
Wcześniej nie miałam
złamanego serca, a przynajmniej nie w takim sensie jak teraz. Bo… Ja przecież
zakochałam się w młodym Tao. Jeszcze nigdy nie czułam nic takiego do żadnego
chłopaka. Może dlatego, że z żadnym nie miałam styczności? No nie liczę Keiji’ego!
On jest moim bratem i nic tego nie zmieni. A Ren? Jest taki miły. Przyprowadził
mnie do swojego domu, pomógł kiedy byłam na samym dnie. Oswoił mnie z duchami i
wziął na zakupy. Zadbał o mnie, chociaż wcale nie musiał.
Ze schodów właśnie
zszedł obiekt moich myśli. Odwróciłam od niego wzrok, nie mogąc patrzeć w jego
gniewne oczy.
Ale zaraz… Czy on
naprawdę jest zły? Znaczy… Czy jest zły na mnie?
Na chwilę zamilkłam i
wyłączyłam się myślami. Wsłuchałam się w emocje młodego Tao, skupiłam na jego
aurze.
Czuł silny ból
duchowy. Żałował czegoś, był smutny i rozgoryczony.
Spojrzałam na niego
zupełnie ignorując to, co się działo przy wejściu.
Chyba za bardzo
poniosły mnie emocje. Uwierzyłam w jego słowa, nie wsłuchując się w jego serce.
To zupełnie nie w moim stylu! Jednak zszokował mnie tym swoim wyznaniem.
Miałam obawę, że to
właśnie poznania mojej osoby Tao żałuje najbardziej, ale… Muszę chociaż
spróbować z nim porozmawiać!
- Ren… Co się stało?
– Zapytałam ponownie. – Bo… Wydaje mi się, że to co powiedziałeś jest nieprawdą.
Za każdym razem… Kiedy byliśmy we dwoje, byłeś szczęśliwy… I taki kochany i
opiekuńczy... Nie wierzę, że nic do m… - Mocno się spieszyłam, czerwieniejąc na
policzkach. Chciałam ciągnąć swój monolog, ale ktoś mi brutalnie przerwał.
- To zaszczyt cię
poznać, Ounyo~sama – W korytarzu pojawili się państwo Asakura.
Wszyscy zebrani –
staruszkowie, moi przyjaciele (w tym Ren) i duchy - skłonili mi się nisko.
Chwila, moment…
OUNYO~SAMA?!
24 września 2000 – niedziela (Ren)
Kati
nic nie mówiła.
Z
początku zaczęła się śmiać i wypierać.
„Chyba mnie państwo z
kimś pomylili”.
Państwo
Asakura, którzy przyjechali w trójkę – dziadkowie i ojciec Yoh – starali się
szybko rozwiać jej wątpliwości.
Cały
czas tytułowali ją „Księżniczką” - „Onyou~sama” - i próbowali przekonać, że nie nastąpiła żadna
pomyłka.
Tą
słowną przepychankę zakończyła Anna, która zaprosiła wszystkich do stołu.
Jedynie Tamao i Ryu zostali wytypowani do podania nam posiłku.
Nie
byłem głodny.
Byłem
wściekły, że to wszystko tak się potoczyło. Co mi odbiło, żeby tak ją
potraktować? To co jej dzisiaj powiedziałem było straszne, nawet jak na moje
serce z kamienia.
Obserwowałem
dokładnie Kati. Anna posadziła ją na „honorowym” miejscu, pomiędzy dziadkami
Yoh, a jego ojcem. Księżniczka nie wyglądała na zadowoloną. Zdawała się być przytłoczona
całą sytuacją.
Wszyscy
byliśmy zestresowani i podenerwowani. Nikt się nie odzywał, w oczekiwaniu na
posiłek. Na szczęście Tamao i Ryu szybko podali jedzenie. Po krótkim
„itadakimasu”, wszyscy zaczęli jeść. Wszyscy oprócz mnie i Kati. No i z
oczywistych przyczyn Mikihisa też nie tknął pałeczek – w końcu nigdy nie ściąga
publicznie tej swojej maski.
Kati patrzyła na mnie
pytająco, ale ja skutecznie unikałem jej wzroku. Bałem się co zobaczę w jej oczach.
- Nie smakuje ci, Ounyo~sama?
– Zapytała Kino~san, dokładnie obserwując Kati.
- Onyou~sama?
Przepraszam, ale nadal myślę, że to jedna wielka pomyłka…
- Chyba czas ci
wszystko wyjaśnić, Ounyo~sama. – Ciężko jest określić minę Mikihisy, ale głos
miał bardzo poważny.
- Nasz wnuk z
przyjaciółmi pewnie opowiedzieli ci o Turnieju Szamanów, prawda Ounyo~sama? –
Kino wytarła usta chusteczką.
Kati niepewnie
skinęła głową na „tak”
- Od czasu ataku Hao,
Król Duchów milczy. Przesłał nam jednak wiadomość z prośbą o odnalezienie jego
córki. Ci młodzi ludzie wykazali się inicjatywą i odnaleźli ciebie. Jesteś
Księżniczką Duchów, Ounyo~sama. – Staruszka schyliła głowę, w formie ukłonu.
- Jeśli to żart, to
mało zabawny. - Kati patrzyła na nas oskarżycielsko.
- To nie żart,
naprawdę jesteś Księżniczką! – Tamao uśmiechnęła się wesoło.
- Tamao, proszę
odzywaj się do Ounyo~sama z należytym szacunkiem. – Kino pouczyła dziewczynę,
hamując emocje różowowłosej.
- Przepraszam… -
Szepnęła Tamamura czerwieniąc się na policzkach.
- Tamao może mi mówić
po imieniu, nie mam nic przeciwko temu. – Kati zmarszczyła brwi. Widać, że nie
była zadowolona z takiego obrotu sprawy.
- Ounyo~sama, musimy
ci uświadomić, jak bardzo sytuacja jest poważna. – Głos tym razem zabrał
Yohmei. – Jesteś ostatnią nadzieją szamanów i ludzkości. Jeśli Turniej niedługo
nie zostanie wznowiony, Gwiazda Zniszczenia zostanie wykorzystana do niecnych
celów, a wtedy cały świat zostanie zniszczony.
- Może jej aż tak nie
straszmy? – Warknąłem. Nadal nie podobało mi się to, co postanowili państwo
Asakura. Wolałbym jej wszystko opowiedzieć sam na sam, spokojnie, w jakiejś przytulnej
kawiarni. Wydaje mi się, że to byłoby o wiele przyjemniejsze dla Kati.
Teraz bardzo żałuję,
że nie posłuchałem głosu serca.
Kino otworzyła usta –
pewnie aby upomnieć mnie, żebym właściwie tytułował Księżniczkę. Nie zdążyła
jednak nic powiedzieć, bo ubiegła ją Kati.
- Tak właściwie,
dlaczego myślicie Państwo, że to ja jestem Księżniczką? Yoh? Ren? – Szatynka
patrzyła pytająco na każdego po kolei.
- Duchy wyczuwają w
tobie niesamowitą siłę. Możesz być jej nieświadoma, ale naprawdę drzemie w
tobie ogromna moc Ounyo~sama. – Odezwał się mężczyzna w masce.
- Więc pomogliście mi
tylko dlatego, że myślicie, że jestem jakąś tam Księżniczką? – Aizawa patrzyła
głównie na mnie. Jej wzrok był świdrujący, jakby chciała siłą zmusić mnie do
odpowiedzi, którą już znała. Widziałem jej smutek i żal.
Ponownie ktoś ją
zawiódł. Zraniliśmy jej delikatne i dobre serce.
- Nie, to nie… -
Chciałem się wytłumaczyć, nie mogąc znieść tego wyrazu twarzy szatynki.
Przecież, to nie jest tak, że zabrałem ją z tej świątyni tylko dlatego, że jest
Księżniczką! Może to było główną przyczyną, ale potem… Zakochałem się w niej! A
te wszystkie wspólnie spędzone dni, tylko mnie w tym uświadomiły. Nie chcę jej
stracić, ale też nie mogę jej zatrzymać. Wiem, że musi skontaktować się z
ojcem. Pewnie potem nie będzie się już chciała ze mną spotkać. Tytuł jej na to
nie pozwoli. Chciałem oszczędzić jej tego bólu rozłąki. Chciałem postawić
między nami mur, żeby było jej lżej! Mój plan jednak nie wypalił tak, jak się
tego spodziewałem.
Yohmei szybko i brutalnie
mi przerwał, nie dając dojść do słowa.
- Ounyo~sama, musisz
zrozumieć, jak ważne jest twoje odnalezienie. Musimy jak najszybciej
odeskortować cię do Króla Duchów. Razem ze swoim ojcem wznowicie Turniej, który
wytypuje najsilniejszego szamana.
- To nic nie zmienia.
– Kati zmarszczyła brwi. Schyliła głowę, patrząc w swój pełny talerz.
Widziałem, że jest smutna. W kącikach jej oczy zbierały się łzy.
- Ounyo~sama, to
chyba nie koniec świata, że jesteś Księżniczką! Jesteś naszą wybawicielką. –
Ryu „puścił” oczko szatynce.
- Właśnie! Będziesz
mogła mieć własny zamek, a nie dzielić pokój z trzema dziewczynami… - Zaśmiała
się Pilica.
- Lubię dzielić z
wami pokój… - Westchnęła Kati. – Czy… Czy to wszystko co mówcie to prawda?
- Tak. Jutro z rana
chcemy przetransportować cię do Patch Village, gdzie Wielka Rada Szamanów
zaprowadzi cię do samego Króla Duchów, Ounyo~sama. – Wyjaśnił dokładnie Yohmei.
- Po to też wezwaliśmy
tych wszystkich znakomitych szamanów. – Zabrała głos Kino. – Musisz być
bezpieczna w trakcie drogi.
- Zaraz, zaraz,
zaraz… - Kati patrzyła na wszystkich z niedowierzaniem. Łzy zniknęły, a jej
wzrok zrobił się bardziej hardy. – Nikt mnie nie zapytał o zdanie. Ja nie chcę
nigdzie jechać. A co z Kei’em? Mam wyjechać bez pożegnania?
We mnie aż zawrzało.
W tak ważnym momencie ona myśli o nim? Nie o mnie?!
- On jakoś sobie bez
ciebie poradzi. – Warknąłem.
- Tak jak ty. – Kati
spojrzała na mnie, a po moich plecach aż przeszedł dreszcz. Jeszcze jej takiej
nie widziałem. W powietrzu aż czuło się jej wściekłość.
Trzeba przyznać. Ta
księżniczka ma niezły temperament, tylko na co dzień dobrze go ukrywa.
- Przepraszam państwa
bardzo, ale muszę to wszystko przemyśleć i nie chcę, żeby mi teraz ktokolwiek
przeszkadzał. - Kati wstała od stołu. Ukłoniła się i szybkim krokiem ruszyła na
górę.
Przy stole zapadła
cisza.
Nie wytrzymałem
jednak długo w milczeniu.
-
Nie można było załatwić tego delikatniej? – Starałem się opanować głos, ale
chyba nie wyszło mi to za dobrze.
-
Nasz pan „serce z kamienia” chce coś robić delikatnie? – Zapytał zdziwiony Ryu.
- A
żebyś wiedział! – Warknąłem. – Kati to spokojna, wrażliwa dziewczyna. Pewnie
teraz jest tym wszystkim przerażona. „Jesteś ostatnią nadzieją szamanów i
ludzkości.”?
Zacytowałem
Yohmei’a
-
Przecież to sama prawda, Ren. – Anna spojrzała na mnie poważnym wzrokiem.
- Przestraszyła
się. – Byłem pewny w swoich słowach. – Nawet nie wiecie przez co ona w życiu
przeszła. A teraz atakujecie ją czymś takim?
-
Ren ma rację… - Niespodziewanie usłyszałem niepewny głos Tamao. Dostałem szoku.
Ona jest przeciwko Asakurom?! Łał. – Kati nie wyglądała na zadowoloną… Była
strasznie smutna…
-
Proszę, Tamao, zwracaj się o i do Księżniczki z należytym szacunkiem. –
Poprosiła Kino.
-
Szacunkiem? Nikt z nas nie wie co to znaczy. – Mruknąłem. – Yoh, dlaczego ty
się nie odzywasz? Co ty o tym wszystkim myślisz?
Chłopak
chwilę milczał.
-
Myślę, że jakkolwiek byśmy o tym Kati nie powiedzieli, i tak byłaby w szoku…
-
Ounyo~sama… - Wtrąciła Kino.
-
Ounyo~sama… - Poprawił się Yoh. – W każdym razie, fakt faktem, że postawiliśmy
Ounyo~sama pod ścianą. Mogliśmy to zrobić subtelniej… Ale już się stało i
raczej nie możemy tego cofnąć. A prawdą jest, że Turniej musi być wznowiony.
Przez jego przerwanie Król nie został wybrany i….
-
Doskonale wszyscy o tym wiemy. – Warknąłem. Wstałem i ruszyłem ku wyjściu. –
Muszę się przejść.
Wyjaśniłem.
Wyszedłem
z domu, dość długo szwendając się po okolicy.
Byłem
wściekły, że posłuchałem rano Anny. Blondynka doradziła mi, żebym ograniczył
moje stosunki z Kati.
W końcu
jak już zasiądzie na tronie obok swojego ojca, na pewno nie będzie mogła
zadawać się ze zwykłym szamanem.
Po
za tym to źle wpłynęłoby na mój wizerunek – tak jakbym chciał się dostać na
tron Króla Szamanów przez związek z Księżniczką.
Ale
mi przecież w ogóle nie chodzi o to!
Ja…
Ja naprawdę po raz pierwszy w życiu się zakochałem.
Kati
to niesamowita dziewczyna pod wieloma względami. Podoba mi się nie tylko
fizycznie. To jej charakter imponuje mi najbardziej.
Ona…
Ciągle wierzyła w ludzi. Mimo tego, jak niesprawiedliwie ją traktowali.
Pomagała każdemu, bez względu na status społeczny. Nie nienawidziła nikogo…
Sprawiedliwa i kochana…
Będzie
z niej idealna Księżniczka Duchów. Na pewno dokona wielkich czynów. Chyba…
Chyba nie zostaje mi nic innego jak po prostu ją wesprzeć. Tylko tak mogę jej
teraz pomóc.
Smutno
się uśmiechnąłem.
Będę
musiał ją przeprosić za to wszystko. Ale czy będzie jeszcze okazja, żeby z nią
pobyć sam na sam..?
Nie wiem, ale miałem
sporo czasu, żeby o tym pomyśleć, bowiem nie spieszyłem się z powrotem do domu.
Spacer zawsze dobrze robił na moje nerwy i pomagał ustabilizować emocje.
Kiedy
wróciłem, na podwórku było już ciemno. Przywitał mnie spanikowany głos Anny.
-
Gdzie ty się włóczysz?! – Wrzasnęła.
-
Nie jestem twoim niewolnikiem, mogę chodzić gdzie i il… - Zacząłem, ale Kyoyama
nie czekała z zakończeniem mojego wywodu.
-
Kati zniknęła!
Moje
serce zabiło mocniej.
Kati
od nas uciekła!
No w końcu nadszedł ten dzień :D ja nie uważam żeby Asakurowie zrobili coś złego bądź nietaktownego, takich informacji nie da się przekazać łagodnie przeciez... Ren tak czy siak by się wkurzyl nawet jakby on sam miał wszystko wyjaśnić. Wydaje mi się ze to właśnie Kati nie dojrzała jeszcze do bycia księżniczką, za krótko zna ten świat szamanów i ciągle jej się wydaje że nic nie potrafi. Mam nadzieję że się weźmie w garść i nabierze trochę pewności siebie! Coś czuję że to Ren ja znajdzie i jakoś udobrucha :D taak... Już to widzę jak pomiędzy pocalunkami jej wyjaśnia na spokojnie hehe :D to ze ja znajdą to jestem pewna tylko mam nadzieję że nie będzie stawiała dużego oporu i zrozumie kim jest. Poza tym Kati ma rację w końcu pomogli jej bo jest księżniczką a nie z dobroci serca. Teraz musi trochę rozszerzyć umysł i pojąć to wszystko... Kati nie zawiedz cioci Aomori!
OdpowiedzUsuń