poniedziałek, 20 listopada 2017

24 września 2000 - niedziela (Kati/Ren)


24 września 2000 – niedziela (Kati)

         Atmosfera w domu była napięta jak nigdy dotąd. Zazwyczaj w powietrzu odczuwało się silną przyjacielską więź, ale w dzień przyjazdu państwa Asakura było inaczej.
Zupełnie inaczej…
         Z samego rana obudziła mnie bardzo nieprzyjemna sytuacja.
Na dole moi przyjaciele prowadzili zażartą kłótnię. Niestety nie wiem o co poszło. Kiedy tylko usłyszeli, że schodzę po schodach ucichli.
W kuchni znajdowali się wszyscy domownicy, a przez ostatnie kilka dni zrobiło się nas naprawdę sporo.
Do Tokio oprócz Lyserga, przyjechało jeszcze rodzeństwo Usui, żartowniś Choco, amant Ryu i dziwny (nieco straszy z wyglądu, ale bardzo miły z charakteru) Faust. Oczywiście wszystkim szamanom towarzyszyły ich duchy stróże.
Wracając jednak do porannej sytuacji - sądząc po głosach, w awanturze głównie brali udział Anna i Ren.
Reszta odnalazła się raczej w roli obserwatorów.
Wcześniej wspomniana dwójka stała naprzeciwko siebie. Młody Tao był ustawiony do mnie tyłem, ale nawet nie widząc jego twarzy wiedziałam, że jest wściekły. Miał niemiłosiernie spięte łopatki oraz dłonie zaciśnięte w pięści.
- Co się stało? – Zapytałam przestraszona. Nie podobała mi się ta sytuacja.
Wzrok zebranych skupił się na mojej osobie.
Ren spojrzał na mnie z wyrzutem, jakbym przerwała niespotykanie ważne obrady, od których zależą losy całego świata.
Przez chwile nie odrywał wzroku od moich oczu. Miał wzrok pełen furii, przez który po moich plecach rozchodziły się ciarki. Przestraszyłam się. Ze strachu cofnęłam się, a że stałam na schodach opadłam na stopień wyżej.
Przerażała mnie ta wściekłość, którą emanował chłopak.
Ren fuknął gniewnie. Nic nie mówiąc wyszedł z kuchni, kierując się w stronę drzwi wyjściowych. Wsunął na nogi buty.
- Ren, gdzie idziesz? – Zapytałam zmartwiona. Wstałam ze schodów i podbiegłam do chłopaka.
Tao zignorował moje pytanie. Złapał swój płaszcz i wyszedł, donośnie trzaskając drzwiami.
- Ren! – Krzyknęłam. Podbiegłam do drzwi i zaczęłam wkładać buty.
- Zostaw go. – Powiedziała srogim tonem Anna, która podeszła do mnie. - Strzela fochy jak mała dziewczynka.
- Ale… O co wam poszło? – Zapytałam cicho. Patrzyłam na zamknięte drzwi, trzymając jednego buta w ręku, drugiego mając już na nodze.
- Nieważne, i tak mu przejdzie. – Kyoyama wzruszyła ramionami. – A ty nie możesz nigdzie wychodzić. Niedługo przyjeżdżają dziadkowie Yoh.
- Kino~san będzie mnie uczyć, tak? – Westchnęłam niepewnie. Odłożyłam obuwie na swoje miejsce.
I tak w piżamie daleko bym nie zaszła.
- Tak. – Anna skinęła głową. – Idź się ubierz i zejdź na śniadanie. Musimy jeszcze przygotować dom.
- Yhym. – Mruknęłam.
Czułam, że ten dzień nie będzie należał do moich ulubionych. Wręcz przeciwnie. Zaznaczę go w kalendarzu jako „czarną sobotę”.
Pomimo złych przeczuć, wykonałam polecenia Anny.
Już ubrana siedziałam w kuchni przy stole.
Pierwszy raz czułam się nieswojo w tym domu.
Kyoyama miała grobową minę, niewyrażającą żadnych emocji. Mimo to wiedziałam, że wewnątrz coś ją gryzie. Prowadziła walkę w głębi swojej duszy. Nad czymś mocno się zastanawiała, coś nie dawało jej spokoju, ale nie zapowiada się na to, żeby opowiedziała nam o tym, co ją trapi. Nam jak nam. Na pewno nie powie tego dla mnie.
Ryu - który wczoraj zaskoczył mnie kwiatami i nagłą propozycją oświadczyn – w ciszy zajmował się dokańczaniem jedzenia. Mężczyzna gotował naprawdę wykwintne dania.
Yoh był niesamowicie smutny. Uśmiechał się leciutko, ale czułam, że to sztuczne i wymuszone.
Manta – który wyjątkowa jadł z nami śniadanie – próbował rozładować atmosferę. Zagadywał każdego po kolei, ale mimo tak wielu osób w pomieszczeniu, nikt nie był zbyt skory do rozmów. Może oprócz Tamao, która zdawała się być najbardziej zmartwiona i zestresowana. Cały czas powtarzała, że nie zrobiła żadnych postępów w swoim treningu, przez co dostanie naganę od Kino~sama.
Ja natomiast cały czas myślałam o Ren’ie. Czym mógł się tak zdenerwować? Co się stało między nim a Anną? Czy to możliwe, że pokłócili się o mnie? Może Kyoyama nie chce, żebym tu była?
A może poszło o coś zupełnie innego?
Trudno mi było zgadnąć, co tak naprawdę się wydarzyło. Wiedziałam jedno – chcę, żeby Ren wrócił i był tutaj ze mną. Wyszedł rano tak bez słowa. Zaczęłam się o niego martwić, a czasu na rozmyślanie miałam sporo.
Po śniadaniu Anna wydała każdemu polecenie. Przed przyjazdem Asakurów dom miał lśnił czystością – tym mieli zająć się mężczyźni, z wyjątkiem jednego. Ryu i Anna stanęli na wysokości zadania, biorąc się za gotowanie. W kuchni przygotowywali uroczysty obiad dla całej rodziny, natomiast Tamao i Pilica miały za zadanie przygotować stół do posiłku.
Mnie Anna nie zatrudniła do niczego, chociaż usilnie o to prosiłam. Wszyscy mieszkańcy domu ganili mnie, kiedy tylko zabierałam się do jakiejkolwiek pracy.
W końcu skapitulowałam i poszłam do wspólnego pokoju dziewczyn.
Stanęłam w oknie pełna nadziei, że zaraz zobaczę młodego Tao. Czas jednak mijał, a złotookiego ani widu, ani słychu. Żałuję, że jestem tak biedna i nie mam nawet komórki. Mogłabym do niego chociaż zadzwonić… A tak? Chłopak zostawił mnie samą sobie, chociaż wie że ten dzień nie jest dla mnie taki „zwyczajny”.
Trochę się stresuję przed przyjazdem dziadków Yoh. Wiele słyszałam o Asakurach i boję się, że Kino~sama nie zechce na swoją uczennicę takie słabe chuchro jak ja.
Pełna obaw i niepewności w końcu wyprosiłam niebios o powrót Ren’a. Chłopak wbiegł do domu niczym burza. Chociaż wyszłam na korytarz przywitać go, ten tylko ominął mnie i zniknął za drzwiami do pokoju chłopaków.
Zrobiło mi się niesamowicie smutno. Nie myślałam, że kiedykolwiek poczuję taki chłód od młodego Tao. Zazwyczaj był bardzo miły stosunku do mnie. Co takiego się zmieniło?
Ze spuszczoną głową poszłam i usiadałam na tatami. Podkuliłam nogi, obejmując je ramionami.
Co zrobiłam źle? Staram się nie przeszkadzać mieszkańcom domu w ich życiu, pomagać im kiedy tylko tego potrzebują, a już szczególnie chcę dogodzić młodemu Tao.
Dlaczego dzisiaj wszyscy traktują mnie tak… Nienaturalnie? 
Nagle ktoś mocno zapukał do drzwi. Aż podskoczyłam ze strachu.
- Proszę… - Powiedziałam cichutko.
Do pokoju wtargnął Ren. Miał srogi wyraz twarzy, jakby stało się coś bardzo złego. Z wrażenia wstałam, ale moje nogi drżały. Oparłam się plecami o ścianę – tak dla pewności. W takiej pozycji czułam się bezpieczniej i stabilniej.
- Musimy porozmawiać. – Chłopak podszedł do mnie i obrzucił nienawistnym spojrzeniem. Patrząc w jego oczy czułam się mała. O wiele mniejsza niż zazwyczaj. Niczym zwierze złapane w klatkę. Zupełnie zdominowana jego destrukcyjną, ciemną, tak bardzo nienaturalną dla Ren’a aurą.
- Co się stało? – Zapytałam cichym, drżącym głosem. Miałam ochotę się rozpłakać i ledwie powstrzymywałam łzy.
Ren nabrał głośno powietrza do płuc.
- Nie rycz. Chciałem ci tylko powiedzieć, że… Że między nami nic nie ma, rozumiesz?
- Co? – Zapytałam z niedowierzaniem.  
- No… Jeśli kiedykolwiek pomyślałaś, że… Między nami jest coś więcej niż przyjaźń to się myliłaś. Nie będziemy razem. To teraz niemożliwe. – Powiedział pewnie. Odwrócił się i zaczął iść w kierunku drzwi.
- O czym ty mówisz? – Zapytałam zanim zdążył minąć próg. Podbiegłam i złapałam materiał bluzki na jego plecach. – Co się stało? To przez Annę? Ostatnio… Ja myślałam, że… Że trochę mnie lubisz…
Ren długą chwilę milczał.
- Dzisiaj staniesz się nową osobą, a ja nie będę ci już potrzebny. Dopóki nie zostanę Królem Szamanów, powinnaś po prostu o mnie zapomnieć. – Chłopak odwrócił się, złapał mój nadgarstek i odciągnął go. Wyszedł głośno trzaskając drzwiami. Zostawił mnie samą w pokoju.
Opuściłam rękę. Zacisnęłam mocno oczy, w których od razu pojawiły się łzy. Chciałam je powstrzymać, ale te nie chciały słuchać. Zaczęły spływać po moich policzkach.
Opadłam na kolana.
Czyli jednak rano kłócili się o mnie. Nie chcą mnie już tutaj. Ren mnie tutaj nie chce! Dlaczego mnie tutaj przyprowadził? Co chciał tym osiągnąć? Dlaczego był dla mnie taki dobry i miły? Dlaczego mi pomagał? Dlaczego cała reszta mi pomogła? Oh, pewnie właśnie dlatego nie pozwolili  mi dziś sprzątać. Może się boją, że ich okradnę? W końcu jestem tylko bezdomną z ulicy. Może mają mnie dość i nie wiedzą jak mi to powiedzieć? To mili ludzie, ale mogą mieć dość utrzymywania nieporadnej życiowo sieroty…
Niechlujnie otarłam oczy rękawami bluzy.  
Muszę stąd iść, nie chcę nadużywać ich dobroci. Na razie wrócę do świątyni, tam pomyślę co zrobić dalej. Może zamieszkam z Kei’em, tak jak o tym wspominał?
Chyba nie mam innego wyjścia jak skorzystać z jego pomocy…
Tylko…
Co to znaczyło, że dzisiaj stanę się nową osobą..?
To zabrzmiało bardzo dziwnie.
Teraz jednak nie mogłam o tym dłużej myśleć.  
Poszłam do łazienki – na szczęście nie spotkałam po drodze Ren’a. Umyłam twarz, poprawiłam bluzę, po czym ruszyłam na dół.
- Anno wy… - Zaczęłam ale blondynka mi przerwała. Podeszła do mnie i zaczęła poprawiać mi ubranie, jakby nagle chciała z bluzy wyczarować piękną suknię.
- Dobrze, że jesteś Kati. Właśnie przyjechali. Zaraz twoje życie zmieni się nie do poznania!
- Już się zmieniło… - Mruknęłam niechętnie.
Wcześniej nie miałam złamanego serca, a przynajmniej nie w takim sensie jak teraz. Bo… Ja przecież zakochałam się w młodym Tao. Jeszcze nigdy nie czułam nic takiego do żadnego chłopaka. Może dlatego, że z żadnym nie miałam styczności? No nie liczę Keiji’ego! On jest moim bratem i nic tego nie zmieni. A Ren? Jest taki miły. Przyprowadził mnie do swojego domu, pomógł kiedy byłam na samym dnie. Oswoił mnie z duchami i wziął na zakupy. Zadbał o mnie, chociaż wcale nie musiał.
Ze schodów właśnie zszedł obiekt moich myśli. Odwróciłam od niego wzrok, nie mogąc patrzeć w jego gniewne oczy.
Ale zaraz… Czy on naprawdę jest zły? Znaczy… Czy jest zły na mnie?
Na chwilę zamilkłam i wyłączyłam się myślami. Wsłuchałam się w emocje młodego Tao, skupiłam na jego aurze.
Czuł silny ból duchowy. Żałował czegoś, był smutny i rozgoryczony.
Spojrzałam na niego zupełnie ignorując to, co się działo przy wejściu.
Chyba za bardzo poniosły mnie emocje. Uwierzyłam w jego słowa, nie wsłuchując się w jego serce. To zupełnie nie w moim stylu! Jednak zszokował mnie tym swoim wyznaniem.
Miałam obawę, że to właśnie poznania mojej osoby Tao żałuje najbardziej, ale… Muszę chociaż spróbować z nim porozmawiać!
- Ren… Co się stało? – Zapytałam ponownie. – Bo… Wydaje mi się, że to co powiedziałeś jest nieprawdą. Za każdym razem… Kiedy byliśmy we dwoje, byłeś szczęśliwy… I taki kochany i opiekuńczy... Nie wierzę, że nic do m… - Mocno się spieszyłam, czerwieniejąc na policzkach. Chciałam ciągnąć swój monolog, ale ktoś mi brutalnie przerwał.
- To zaszczyt cię poznać, Ounyo~sama – W korytarzu pojawili się państwo Asakura.
Wszyscy zebrani – staruszkowie, moi przyjaciele (w tym Ren) i duchy - skłonili mi się nisko.
Chwila, moment…
OUNYO~SAMA?!


24 września 2000 – niedziela (Ren)

         Kati nic nie mówiła.
         Z początku zaczęła się śmiać i wypierać.
„Chyba mnie państwo z kimś pomylili”.
         Państwo Asakura, którzy przyjechali w trójkę – dziadkowie i ojciec Yoh – starali się szybko rozwiać jej wątpliwości.
         Cały czas tytułowali ją „Księżniczką” - „Onyou~sama” -  i próbowali przekonać, że nie nastąpiła żadna pomyłka.
         Tą słowną przepychankę zakończyła Anna, która zaprosiła wszystkich do stołu. Jedynie Tamao i Ryu zostali wytypowani do podania nam posiłku.
         Nie byłem głodny.
         Byłem wściekły, że to wszystko tak się potoczyło. Co mi odbiło, żeby tak ją potraktować? To co jej dzisiaj powiedziałem było straszne, nawet jak na moje serce z kamienia.
         Obserwowałem dokładnie Kati. Anna posadziła ją na „honorowym” miejscu, pomiędzy dziadkami Yoh, a jego ojcem. Księżniczka nie wyglądała na zadowoloną. Zdawała się być przytłoczona całą sytuacją.
         Wszyscy byliśmy zestresowani i podenerwowani. Nikt się nie odzywał, w oczekiwaniu na posiłek. Na szczęście Tamao i Ryu szybko podali jedzenie. Po krótkim „itadakimasu”, wszyscy zaczęli jeść. Wszyscy oprócz mnie i Kati. No i z oczywistych przyczyn Mikihisa też nie tknął pałeczek – w końcu nigdy nie ściąga publicznie tej swojej maski.
Kati patrzyła na mnie pytająco, ale ja skutecznie unikałem jej wzroku.  Bałem się co zobaczę w jej oczach.
- Nie smakuje ci, Ounyo~sama? – Zapytała Kino~san, dokładnie obserwując Kati.
- Onyou~sama? Przepraszam, ale nadal myślę, że to jedna wielka pomyłka…
- Chyba czas ci wszystko wyjaśnić, Ounyo~sama. – Ciężko jest określić minę Mikihisy, ale głos miał bardzo poważny.
- Nasz wnuk z przyjaciółmi pewnie opowiedzieli ci o Turnieju Szamanów, prawda Ounyo~sama? – Kino wytarła usta chusteczką.
Kati niepewnie skinęła głową na „tak”
- Od czasu ataku Hao, Król Duchów milczy. Przesłał nam jednak wiadomość z prośbą o odnalezienie jego córki. Ci młodzi ludzie wykazali się inicjatywą i odnaleźli ciebie. Jesteś Księżniczką Duchów, Ounyo~sama. – Staruszka schyliła głowę, w formie ukłonu.
- Jeśli to żart, to mało zabawny. - Kati patrzyła na nas oskarżycielsko.
- To nie żart, naprawdę jesteś Księżniczką! – Tamao uśmiechnęła się wesoło.
- Tamao, proszę odzywaj się do Ounyo~sama z należytym szacunkiem. – Kino pouczyła dziewczynę, hamując emocje różowowłosej.
- Przepraszam… - Szepnęła Tamamura czerwieniąc się na policzkach.
- Tamao może mi mówić po imieniu, nie mam nic przeciwko temu. – Kati zmarszczyła brwi. Widać, że nie była zadowolona z takiego obrotu sprawy.
- Ounyo~sama, musimy ci uświadomić, jak bardzo sytuacja jest poważna. – Głos tym razem zabrał Yohmei. – Jesteś ostatnią nadzieją szamanów i ludzkości. Jeśli Turniej niedługo nie zostanie wznowiony, Gwiazda Zniszczenia zostanie wykorzystana do niecnych celów, a wtedy cały świat zostanie zniszczony.
- Może jej aż tak nie straszmy? – Warknąłem. Nadal nie podobało mi się to, co postanowili państwo Asakura. Wolałbym jej wszystko opowiedzieć sam na sam, spokojnie, w jakiejś przytulnej kawiarni. Wydaje mi się, że to byłoby o wiele przyjemniejsze dla Kati.
Teraz bardzo żałuję, że nie posłuchałem głosu serca.
Kino otworzyła usta – pewnie aby upomnieć mnie, żebym właściwie tytułował Księżniczkę. Nie zdążyła jednak nic powiedzieć, bo ubiegła ją Kati.
- Tak właściwie, dlaczego myślicie Państwo, że to ja jestem Księżniczką? Yoh? Ren? – Szatynka patrzyła pytająco na każdego po kolei.
- Duchy wyczuwają w tobie niesamowitą siłę. Możesz być jej nieświadoma, ale naprawdę drzemie w tobie ogromna moc Ounyo~sama. – Odezwał się mężczyzna w masce.
- Więc pomogliście mi tylko dlatego, że myślicie, że jestem jakąś tam Księżniczką? – Aizawa patrzyła głównie na mnie. Jej wzrok był świdrujący, jakby chciała siłą zmusić mnie do odpowiedzi, którą już znała. Widziałem jej smutek i żal.
Ponownie ktoś ją zawiódł. Zraniliśmy jej delikatne i dobre serce.
- Nie, to nie… - Chciałem się wytłumaczyć, nie mogąc znieść tego wyrazu twarzy szatynki. Przecież, to nie jest tak, że zabrałem ją z tej świątyni tylko dlatego, że jest Księżniczką! Może to było główną przyczyną, ale potem… Zakochałem się w niej! A te wszystkie wspólnie spędzone dni, tylko mnie w tym uświadomiły. Nie chcę jej stracić, ale też nie mogę jej zatrzymać. Wiem, że musi skontaktować się z ojcem. Pewnie potem nie będzie się już chciała ze mną spotkać. Tytuł jej na to nie pozwoli. Chciałem oszczędzić jej tego bólu rozłąki. Chciałem postawić między nami mur, żeby było jej lżej! Mój plan jednak nie wypalił tak, jak się tego spodziewałem.
Yohmei szybko i brutalnie mi przerwał, nie dając dojść do słowa.
- Ounyo~sama, musisz zrozumieć, jak ważne jest twoje odnalezienie. Musimy jak najszybciej odeskortować cię do Króla Duchów. Razem ze swoim ojcem wznowicie Turniej, który wytypuje najsilniejszego szamana.
- To nic nie zmienia. – Kati zmarszczyła brwi. Schyliła głowę, patrząc w swój pełny talerz. Widziałem, że jest smutna. W kącikach jej oczy zbierały się łzy.
- Ounyo~sama, to chyba nie koniec świata, że jesteś Księżniczką! Jesteś naszą wybawicielką. – Ryu „puścił” oczko szatynce.
- Właśnie! Będziesz mogła mieć własny zamek, a nie dzielić pokój z trzema dziewczynami… - Zaśmiała się Pilica.
- Lubię dzielić z wami pokój… - Westchnęła Kati. – Czy… Czy to wszystko co mówcie to prawda?
- Tak. Jutro z rana chcemy przetransportować cię do Patch Village, gdzie Wielka Rada Szamanów zaprowadzi cię do samego Króla Duchów, Ounyo~sama. – Wyjaśnił dokładnie Yohmei.
- Po to też wezwaliśmy tych wszystkich znakomitych szamanów. – Zabrała głos Kino. – Musisz być bezpieczna w trakcie drogi.
- Zaraz, zaraz, zaraz… - Kati patrzyła na wszystkich z niedowierzaniem. Łzy zniknęły, a jej wzrok zrobił się bardziej hardy. – Nikt mnie nie zapytał o zdanie. Ja nie chcę nigdzie jechać. A co z Kei’em? Mam wyjechać bez pożegnania?
We mnie aż zawrzało. W tak ważnym momencie ona myśli o nim? Nie o mnie?!
- On jakoś sobie bez ciebie poradzi. – Warknąłem.
- Tak jak ty. – Kati spojrzała na mnie, a po moich plecach aż przeszedł dreszcz. Jeszcze jej takiej nie widziałem. W powietrzu aż czuło się jej wściekłość.
Trzeba przyznać. Ta księżniczka ma niezły temperament, tylko na co dzień dobrze go ukrywa.
- Przepraszam państwa bardzo, ale muszę to wszystko przemyśleć i nie chcę, żeby mi teraz ktokolwiek przeszkadzał. - Kati wstała od stołu. Ukłoniła się i szybkim krokiem ruszyła na górę.
Przy stole zapadła cisza.
Nie wytrzymałem jednak długo w milczeniu.
         - Nie można było załatwić tego delikatniej? – Starałem się opanować głos, ale chyba nie wyszło mi to za dobrze.
         - Nasz pan „serce z kamienia” chce coś robić delikatnie? – Zapytał zdziwiony Ryu.
         - A żebyś wiedział! – Warknąłem. – Kati to spokojna, wrażliwa dziewczyna. Pewnie teraz jest tym wszystkim przerażona. „Jesteś ostatnią nadzieją szamanów i ludzkości.”?
         Zacytowałem Yohmei’a
         - Przecież to sama prawda, Ren. – Anna spojrzała na mnie poważnym wzrokiem.
         - Przestraszyła się. – Byłem pewny w swoich słowach. – Nawet nie wiecie przez co ona w życiu przeszła. A teraz atakujecie ją czymś takim?
         - Ren ma rację… - Niespodziewanie usłyszałem niepewny głos Tamao. Dostałem szoku. Ona jest przeciwko Asakurom?! Łał. – Kati nie wyglądała na zadowoloną… Była strasznie smutna…
         - Proszę, Tamao, zwracaj się o i do Księżniczki z należytym szacunkiem. – Poprosiła Kino.
         - Szacunkiem? Nikt z nas nie wie co to znaczy. – Mruknąłem. – Yoh, dlaczego ty się nie odzywasz? Co ty o tym wszystkim myślisz?
         Chłopak chwilę milczał.
         - Myślę, że jakkolwiek byśmy o tym Kati nie powiedzieli, i tak byłaby w szoku…
         - Ounyo~sama… - Wtrąciła Kino.
         - Ounyo~sama… - Poprawił się Yoh. – W każdym razie, fakt faktem, że postawiliśmy Ounyo~sama pod ścianą. Mogliśmy to zrobić subtelniej… Ale już się stało i raczej nie możemy tego cofnąć. A prawdą jest, że Turniej musi być wznowiony. Przez jego przerwanie Król nie został wybrany i….
         - Doskonale wszyscy o tym wiemy. – Warknąłem. Wstałem i ruszyłem ku wyjściu. – Muszę się przejść.
         Wyjaśniłem.
         Wyszedłem z domu, dość długo szwendając się po okolicy.
         Byłem wściekły, że posłuchałem rano Anny. Blondynka doradziła mi, żebym ograniczył moje stosunki z Kati.
         W końcu jak już zasiądzie na tronie obok swojego ojca, na pewno nie będzie mogła zadawać się ze zwykłym szamanem.
         Po za tym to źle wpłynęłoby na mój wizerunek – tak jakbym chciał się dostać na tron Króla Szamanów przez związek z Księżniczką.
         Ale mi przecież w ogóle nie chodzi o to!
         Ja… Ja naprawdę po raz pierwszy w życiu się zakochałem.
         Kati to niesamowita dziewczyna pod wieloma względami. Podoba mi się nie tylko fizycznie. To jej charakter imponuje mi najbardziej.
         Ona… Ciągle wierzyła w ludzi. Mimo tego, jak niesprawiedliwie ją traktowali. Pomagała każdemu, bez względu na status społeczny. Nie nienawidziła nikogo… Sprawiedliwa i kochana…
         Będzie z niej idealna Księżniczka Duchów. Na pewno dokona wielkich czynów. Chyba… Chyba nie zostaje mi nic innego jak po prostu ją wesprzeć. Tylko tak mogę jej teraz pomóc.
         Smutno się uśmiechnąłem.
         Będę musiał ją przeprosić za to wszystko. Ale czy będzie jeszcze okazja, żeby z nią pobyć sam na sam..?
Nie wiem, ale miałem sporo czasu, żeby o tym pomyśleć, bowiem nie spieszyłem się z powrotem do domu. Spacer zawsze dobrze robił na moje nerwy i pomagał ustabilizować emocje.
         Kiedy wróciłem, na podwórku było już ciemno. Przywitał mnie spanikowany głos Anny.
         - Gdzie ty się włóczysz?! – Wrzasnęła.
         - Nie jestem twoim niewolnikiem, mogę chodzić gdzie i il… - Zacząłem, ale Kyoyama nie czekała z zakończeniem mojego wywodu.
         - Kati zniknęła!
         Moje serce zabiło mocniej.
         Kati od nas uciekła!

1 komentarz:

  1. No w końcu nadszedł ten dzień :D ja nie uważam żeby Asakurowie zrobili coś złego bądź nietaktownego, takich informacji nie da się przekazać łagodnie przeciez... Ren tak czy siak by się wkurzyl nawet jakby on sam miał wszystko wyjaśnić. Wydaje mi się ze to właśnie Kati nie dojrzała jeszcze do bycia księżniczką, za krótko zna ten świat szamanów i ciągle jej się wydaje że nic nie potrafi. Mam nadzieję że się weźmie w garść i nabierze trochę pewności siebie! Coś czuję że to Ren ja znajdzie i jakoś udobrucha :D taak... Już to widzę jak pomiędzy pocalunkami jej wyjaśnia na spokojnie hehe :D to ze ja znajdą to jestem pewna tylko mam nadzieję że nie będzie stawiała dużego oporu i zrozumie kim jest. Poza tym Kati ma rację w końcu pomogli jej bo jest księżniczką a nie z dobroci serca. Teraz musi trochę rozszerzyć umysł i pojąć to wszystko... Kati nie zawiedz cioci Aomori!

    OdpowiedzUsuń