niedziela, 5 listopada 2017

22 września 2000 – piątek (Kati)

          Wczoraj w nocy poprosiłam Ren’a na rozmowę i wyjaśniłam co dokładnie stało się w banku.
Oczywiście dostałam od niego burę, że nie powinnam sama podejmować takich ryzykownych decyzji, tylko najpierw powiedzieć mu o swoich obawach.
W sumie miło mi, że mam wokół siebie osoby, które martwią się o mnie, którym na mnie zależy.
To przyjemne uczucie.
Przeprosiłam go ładnie i obiecałam poprawę.
Przy okazji poprosiłam, czy nie pójdzie ze mną do domu bandyty.
Ren tylko ciężko westchnął. Widać było, że ten pomysł mu się średnio podoba. Mimo tego zgodził się.
W taki właśnie sposób w piątek staliśmy pod typowo japońskim domem, w którym najprawdopodobniej mieszka rodzina bandyty z banku.
Z lekkim strachem w sercu zapukałam do drzwi. Te po chwili otworzyły się energicznie.
- Tata?! – Za wrotami stała uśmiechnięta, siedmioletnia dziewczynka o blond włosach i ciemnych oczach. Domyśliłam się, że to Chimiro.
Na nasz widok dziecko posmutniało.
Zanim zdążyliśmy cokolwiek powiedzieć, za dziewczynką stanęła około dwudziestopięcioletnia kobieta. Miała ciemno brązowe włosy i jasne oczy.
- Chimiro, miałaś nie biegać. To ci może zaszkodzić, przecież wiesz… - Mimo iż na ustach kobiety widać było delikatny uśmiech, jej twarz wydawała się smutna.
Czułam jej niepewne emocje.
- Dzień dobry. – Przywitałam się i ukłoniłam.
- Dzień dobry. Coś się stało? – Zapytała patrząc na nas nieco podejrzanie.
- Ja… My… Y-yy… Chi-chimiro-chan?! – Krzyknęłam, zwracając się do dziewczynki.
W sumie nie pomyślałam co powiem  żonie bandyty... Wczoraj nawet nie zapytałam go, jak się nazywa?
- Tak? - Dziewczynka spojrzała na mnie smutnymi oczami.
- Skąd znasz moją córkę? - Kobieta była coraz bardziej nerwowa. Patrzyła na mnie, po chwili przenosząc wzrok na Ren'a.
- Przysłał nas tu Pani mąż. – Chłopak był bardziej rzeczowy ode mnie.
- Tata? – Chmiro uśmiechnęła się radośnie. – Kiedy wróci?
- Chimiro, idź do pokoju… Muszę porozmawiać z naszymi gośćmi. – Kobieta odesłała dziewczynkę w głąb domu. Kiedy ta zniknęła nam z oczu, szatynka westchnęła ciężko. – Jeśli przyszliście po pieniądze, to…
- Nie! – Krzyknęłam automatycznie. – Nie chodzi nam o pieniądze. Wczoraj Pani mąż opowiedział mi o chorobie Chimiro… Myślę, że mogę wam pomóc.
- Wejdźcie… - Kobieta wpuściła nas do domu. Zaprowadziła do salonu i zrobiła każdemu po kubku herbaty.
Wnętrze było czyste i przytulne, aczkolwiek mało bogate. Żadnych zbytecznych ozdób, czy sprzętów. Tylko to, co jest niezbędne do życia.
Spokojnie opowiedziałam kobiecie o moim wczorajszym spotkaniu z – jak się okazało – z panem Tamiki.
Pani Tamiki wyjaśniła, że wiedziała o planach męża. Nie była „za”, ale nie mogła go powstrzymać. Byli już i tak zadłużeni w różnych para-bankach, a Chimiro z każdym dniem coraz bardziej potrzebuje drogiej operacji.
Ja za to wytłumaczyłam jej, jak powstrzymałam Tamiki~san przed popełnieniem największego błędu w jego życiu, oraz o tym jak przekonałam go do moich mocy.
Opowiedziałam o darze uzdrawiania.
Z całej naszej trójki najcichszy był Ren. Spokojnie pił herbatę i patrzył to na mnie, to na panią Tamiki. Czasem coś tylko przytakiwał, ale tak cicho, że było to prawie niedosłyszalne.
Tamiki~san chyba nie była zbyt przekonana co do mojego planu.
Stwierdziła jednak, że skoro jej mąż mi zaufał, ona też to zrobi. Dodatkowo, nie miała już wyboru. Jeśli ja nie pomogę ich córce, ta pewnie niedługo umrze.
Całą trójką poszliśmy do pokoju Chimiro.
Przywitałam się z nią i usiadłam obok na podłodze. Dziewczynka właśnie rysowała obrazek.
Jak sama potem wytłumaczyła, były tu wszystkie rzeczy, których nie mogła robić – oglądanie filmów, granie z przyjaciółmi, chodzenie do szkoły, bieganie…
Podstawowe czynności, które dla większości ludzi są codziennością.
- Chmiro, spróbuję teraz ci pomóc dobrze? – Zapytałam.
Wciągnęłam głośno powietrze do płuc.
Skupiłam się maksymalnie. Doskonale słyszałam cichutkie i nierównomierne bicie serca dziewczynki. Wyciągnęłam rękę. Położyłam ją do klatki piersiowej dziewczynki.
Spokojnie, nie spieszyłam się. Wsłuchałam się w swój rytm serca, starałam się je ustabilizować.
Moja ręka zaczęła delikatnie świecić jasną poświatą.
Wiedziałam, że mi się uda. Tak jak kiedyś z Ito~san…
Odsunęłam dłoń, kiedy tylko poczułam, jak serce Chimiro bije głośniej i szybciej. Dodatkowo jej ciało zaczęło wydzielać przyjemny, delikatny zapach.
- Co się stało? – Zapytała zdziwiona dziewczynka. – Mamo! Czuję się tak.. Dziwnie… Tak dobrze!
- Ja… Ja nie wiem co powiedzieć. – Kobieta podeszła do córeczki. Obejrzała dziewczynkę z każdej strony, tak jakby sprawdzając, czy nic jej nie zrobiłam. - Jutro pójdziemy do lekarza kochanie… Wszystko sprawdzimy…
Kobieta wzięła dziecko na ręce.
Dziewczynka wyglądała na bardzo leciutką.
- Prosilibyśmy o dyskrecję. – Powiedział nagle Ren. – Nie chcemy, aby o darze Kati dowiedziały się niepowołane osoby…
- No tak. Taki dar trzeba chować, aby nikt nie mógł go użyć. - Mruknęła pogardliwie kobieta.
- Co to ma znaczyć? – Tao spojrzał na nią podejrzanie.
Ja wstałam z podłogi. Nie rozumiałam, o co chodzi kobiecie?
 - Gdybyś wcześniej pokazała swoją moc, może nie bylibyśmy w takiej sytuacji. Mój mąż mógłby być z nami w domu, a Chimiro miałaby normalne dzieciństwo. – Tamiki~san patrzyła mi prosto w oczy. Jej wzrok był straszny. Otoczona była negatywną aurą złości i pogardy.
- Powinna być jej Pani wdzięczna! - Krzyknął Ren.
- Ale ja jej jestem wdzięczna! Tylko nie rozumiem, dlaczego trzyma taki dar w ukryciu. Na świecie jest milion takich dzieci jak Chimiro. Chorych, bezbronnych, smutnych, zapomnianych... Twoja moc mogłaby bardzo pomoc dla świata, ale ty wolisz chować się i sama być bezpieczna, niż zawalczyć o szczęście innych...
- Jak Pa..! - Ren chciał już zacząć się kłócić. Zrobił krok do przodu, aby stanąć bardziej stabilnie do słownego ataku.
Wyciągnęłam dłoń i położyłam ją na brzuchu złotookiego, powstrzymując go przed dalszą konwersacją.
Nic nie powiedziałam. Słowa utkwiły mi w gardle i w żaden sposób nie chciały wydostać się z moich ust.
Ukłoniłam się nisko po czym ruszyłam do wyjścia.
- Pa pa Onee~chan! - Krzyknęła za mną Chimiro. Miała smutny głos. Chyba nie chciała się jeszcze żegnać.
Ja jednak nie wiedziałam co miałabym powiedzieć jej matce.
Pośpiesznie wyszłam z budynku. Ruszyłam prosto przed siebie, chcąc się jak najszybciej oddalić od tego domu. Po chwili pojawił się za mną Ren. Położył mi dłoń na ramieniu.
- Kati, zaczekaj... Nie słuchaj jej... Nie zna sytuacji, nie wie n...
- Kiedy ona ma rację Ren! - Wyrzuciłam z siebie to zdanie, a razem z nim łzy zbierające mi się w oczach od kilku minut. Odwróciłam się do Tao twarzą. Patrzyłam mu prosto w oczy, czując ogromny ból w sercu. - Chowam się! Boję się duchów! Nie umiem pomagać innym! Nawet sobie nie umiem pomóc! Gdybym miała trochę więcej mocy i odwagi... Mogłabym pomóc Taki'emu i Aizawie~san! Ale tego nie zrobiłam! Jestem żałosna! Tylko..!
Ren nic nie mówiąc, zbliżył sie do mnie i objął ramionami.
Jego silne ręce oplatały moje drobne ciało. Ściskał mnie mocno, ale z wyczuciem. Tak żebym czuła jego bliskość, ale zarazem nie mógł mnie zgnieść.
Automatycznie się w niego wtuliłam. Objęłam go, dłońmi mocno chwytając płaszcz chłopaka.
Zaczęłam wyć.
Płakałam długo i głośno.
Ren nic nie mówił. Trzymał mnie mocno w uścisku, delikatnie głaszcząc po plecach, do momentu aż przestałam płakać i uspokoiłam się.
Przytuliłam się do niego mocno.
Cieszę się, że moje modlitwy w końcu zostały wysłuchane i znalazłam kogoś kto chce mi pomóc opanować nie tylko moje moce, ale i ustabilizować życie.
Cieszę się, że poznałam Ren'a.

1 komentarz:

  1. Wybacz mi najmocniej że dopiero teraz, byłam pewna że skomentowałam ^^ W każdym razie podsumowałabym tą notkę tak: krótko, lecz na temat :) Serio powinnaś się bardziej rozpisywać! To jest moje życzenie na Święta ;) Ani mi się waż je zignorować :P
    Miło że udało się pomóc małej, to było takie słodkie, aż się ciepło na sercu robi. Jednak kochana mamusia (do złudzenia przypominająca Grażynę ;)) miała trochę racji i w sumie zachowała się bardzo realnie. Spodziewałam się wylewnych podziękowań, a nie pretensji. Zaskoczyłaś mnie :) Pozytywnie rzecz jasna!
    No i to słodkie przytulanie na koniec... uh... Aż mi się ciepło zrobiło na samą myśl!
    Pozdrawiam Aomori ;*

    OdpowiedzUsuń